jezeli dwoje osob to praktuje na zasadzie "umowy" i jest im dobrze to ok..
choc potem czesto jedno sie zakochuje i robia sie klopoty...dlatego w praktyce niekiedy trudno o cos takiego...
Jak dla mnie taki wolny zwiazek to po prostu spotkania na sex.
Zwiazek z zalozenia nie moze byc tak wolny jak zalozylas jakkolwiek...
Zwiazek wiaze sie jednak z monogamia [naturalnie pomiajmy tu kultury ktore promuja posiadanie haremu]
Ostatino jeden koleś mi się spytał czy wierze w takie coś i czy chciałabym być o_O
Jakoś nie skorzystam..
a jak mu powiedziałam ze to nie zwiazek to sie oburzył
Nie no człowiek coraz więcej oczekuje po takiej relaacji. Zażyłości, bliskości, czestości aż w końcu konkretnych jednak deklaracji..
To troche marnowanie czasu dla ludzi, którzy myślą poważnie o życiu i pójście na skróty dla ludzi, którzy albo nie chcą się do końca wiązać albo się boja.
Wiesz co, juz wole, zeby taka osoba wprost powiedziala, ze jest ze mna bo chce byc z kims i to na zasadach wolnego zwiazku, niz trwala ze mna w rzekomo pelnowymiarowym zwiazku z tych samych pobudek.
Co sadzicie o tzw. "wolnych związkach", w którym partnerzy tolerują seks z innymi osobami?
Nie toleruję tego typu związku. Nie wyobrażam sobie żeby mój partner interesował się do tego stopnia inną dziewczyną. Albo ja albo inna. Zresztą jestem zbyt zazdrosna.
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
bo tak zostałaś wyuczona w danej kulturze - monogamia. a wyobraź sobie swoje isntenie w swiecie Arabii, gdzie bigamia jest kulturą równie powszechną co u Anglików herbatka sewen-o-klok.
i to u nich jest normalne. z tym, że tam dominację ma mezczyzna. rowniez uwarunkowane kulturowo. a odwróć sytuację. ty mozesz miec wielu partnerów naraz.
wciąż jesteś przeciwna multipartnerstwu?
ciężko mi stwoerdzić, czy taka sytuacja by mi przeszkadzała. ma na to ogromny wpływ zachowanie kulturowe innego faceta. jeżeli doszłoby do równorzędnego zainteresowania dwoma partnerami jednej i tej samej kobiety to w kulturze zachodu doszłoby do bójki między nimi. wersja arabska to byłaby wojna... albo pacyfikacja kobiety.
z innej strony: dwie kobiety interesują się jednym facetem (marzenie?). co się może dziać. normalnie jestesmy przyzwyczajeni do tego, ze babki zaczna na siebie naskakiwać i się wzajemnie deprymować. a gdyby bigamia była normą, tak jak posiadanie wiecej jak jednego partnera? czy nie ociera się to o utopię i skrajny komunizm?
mimo wszystsko nie starałbym się zniszczyć tego drugiego, a znalezc jakieś wyjście z tej, jakby nie patrzeć, patowej sytuacji.
i tu tez się kłania postzreganie. kultirowe właśnie. także i u mnie. bowiem wychowany zostałem w środowisku, gdzie jak jeden partner dowie się, że druga osoba robi choćby lekki skok w bok, to srodze się obraża, a kochanka/ę próbuje rozgonić/zniszczyć/wyperswadować conieco. to jak ze slotami: dwóch kabelków w jeden port nie wepniesz bezpośrednio. i tak się ludzie zachowują.
i irytuje mnie to, ze nawet jesli nie tolerują "tego drugeiego" to za cholerę nie starają sie dociekac przyczyn DLACZEGO tylko stosują spychologię. i zaczyna się powszechne oskarzanie itd. az sie zwiazek rozpada...
wolne związki? hmmm... jeżeli byłbym pewny, że dana osoba będzie mi wierna, zaufana i nie pójdzie za głosem serca, nie rzuci się w oszałamiający wir szaleńczej miłości stawiając wszystko na ostrzu noża - OK. przystałbym na pewne warunki swobody, dopuściłbym skoki w bok. ale gdy pozycja moja byłaby zagrożona, że zostanę, mówiąc oględnie, wyruchanym - głośne NIE. bo brak tu zaufania... a na tym ma przede wszystkim polegac partnerstwo, związek obu ludzi. niech za przykład posłużą goębie wyścigowe. albo choćby inspirację...
zasada "Albo ja albo inna" tez mnie irytuje. to biegunowość, co dla mnie jest bardzo ograniczającą formą przekazu, stawianiem ostrych warunków, zero wolności, narzucaniem własnego sposobu myślenia. nie, jesli tak ma to wyglądać - podziękuję. są odcienie szarości... nie ma złego i dobrego, nie ma czystego i brudnego, nie ma winy tylko po jedenej stronie... das alles zusammen gemischt ist! i tego się będę trzymał. choć łatwo tu o populizm i powiedzenie "on jest zły, ma brudną przeszłość, jest winny"...
ale wróćmy do tematu: wolny związek. co się jeszcze przez to rozumie? bo jedno z drugim się gryzie. wolny - znaczy niezależny, suwerenny, nieograniczony, zaś związek to połączenie, zależność, kompromis, gdzie nie ma wolnosci jednostki. to jest... nie pamietam nazwy, ale to podobny kwiatek jak ognista woda... albo ogień w ciele stałym...
więc albo ludzie są wolni albo są w związku. tu akurat są bieguny, a formy pośrednie i ich nazewnictwo jest raczej marną próbą objawienia sytuacji, gdzie dwojga partnerów po prostu się częściej statystycznie spotykają w celu... często wiadomo jakich... bo sprawdzony.
niektóre rzeczy są biegunowe. nie wszystko, choć widzę tendencję do ustawiania przeciw sobie dwóch stanowisk, to jednak sa bieguny pd i pn. a pośrednik? mozna ozwać go równikiem, ale to nie to samo.
a przenosząc na interakcje między dwoma ludźmi nazwałbym takie zachowanie po prostu... spotykaniem i znajomością. bo co ich łączy? jeden idzie w stronę A, drugi w B. i zaden na siebie nie wpływa, jeden drugeigo nie interesuje co ten pierwszy robi i z kim się dziś trykał. da się tak żyć mówiąc, że to związek?
ja osobiście nie chciałbym w czymś takim uczestniczyć. czuję, że potrzebne mi jest wsparcie drugiej osoby, motywacja do działania, zainteresowanie i udzielanie się. oczywiście vice versa także. to jest związek oparty na zaufaniu. ja niestety nie mam aż tak silnej psychiki, by znieść wszystkie trudy świata. tolerowałbym pewne odchyły, gdyby miały one sprawić partnerce zadowolenie. tolerowałbym, gdybym sam nie był w stanie tego uczynić, z róznych przyczyn. ważne jest to, by ta osoba wracała i wiedziała, że można poelgać na sobie, ufać w pełnym tego slowa znaczeniu.
jeżeli byłbym pewny, że dana osoba będzie mi wierna, zaufana i nie pójdzie za głosem serca, nie rzuci się w oszałamiający wir szaleńczej miłości stawiając wszystko na ostrzu noża - OK.
Widzisz, jest jedno małe ale. Nie mówisz o wolnym związku bo wyznaczasz dość jasne granice, stawiasz warunku, które w wolnym związku tak naprawdę nie istnieją. Do tego co tu napisałeś bardziej pasuję pojęcie dania swobody aniżeli wolnego związku. Oczekujesz wierności - więc partnerka nie może z nikim poza Tobą się przespać, nie ma zatem wolnosci.. To tylko jeden przykład z tego co napisałeś.
Dominican napisał/a:
bo brak tu zaufania... a na tym ma przede wszystkim polegac partnerstwo, związek obu ludzi.
Normalny związek, normalne partnerstwo. Absolutnie tak. Wolny związek już nie podlega jak dla mnie tym prawom. Bo winen właśnie nie mieć zadnych praw do ograniczających...
Dominican napisał/a:
bo jedno z drugim się gryzie. wolny - znaczy niezależny, suwerenny, nieograniczony, zaś związek to połączenie, zależność, kompromis, gdzie nie ma wolnosci jednostki.
Naprawdę sądzisz, że będąc w związku nie można być wolnym? Człowiek wbrew pozorom wcale nie chce być tak wolny jak to deklaruje. Wolność znaczy odpowiedzialność za tą wolność. Dlatego dużo bardziej wygodne dla niego jest pozbyć się wolności jednocząc się z kimś w związku, bo odpowiedzialność za życie nie jest tylko na jego barkach...
Jakkolwiek. Jestem zdania, że jesli dwie wolne jednostki się spotykają to nie na tym związek polega że mają się wzajemnie ze sobą uwięzić. Ale na tym, by połączyć te dwie suwerenności ale tak, by każda z nich zachowała jej kawałek też dla siebie
Można być w związku, czuć się, że ma się nadal wolność ale chciec się nią dzielić, a nie więzić w niej
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum