A czy zauważyłyście/zauwazyliście ze osoby które sa w parach nie rozumieją singli którzy uważają że nie potrzebują teraz nikogo, nie są jakimiś desperatami?
To zależy do tego czego się człowiek nauczył gdy sam nie był z kimś związany. Długi czas nie byłam w związku. Mimo, ze większość mojego otoczenia była. I nauczyłam się tego, że taka samotność jest też fajna. I wiem, że można ją lubić. Wiem też że z braku poczucia gotowości można unikać wiązania się z ludzmi bo czuje się potrzebe ułożenia się ze sobą. Nie można dzielić się sobą w pełni z innym człowiekiem jeśli nie jest się określonym.
Cytat:
Ja zauważyłam ze oni myślą ze nas nikt nie chce bo jestesmy jacyś pierodolnięci albo co innego.
Nie rozumieją że ktoś chce kochac kogoś a nie mieć kogoś tak o żeby sobie był
Nie wiem co skłania ludzi do takiego myślenia. Ale współczuje im, że zajmują się cudzym życiem bardziej niż swoim.
Inną sytuacją jest jednak kiedy np. zależy nam na szczęściu osoby nam bliskiej i przeprowadzamy wywiad czy dobrze jej samej czy nie.
Nigdy nie zdażyło mi się wartościować kogoś po tym, że chce być sam lub z kimś. Pzecież jest dorosły i wie czego chce. NAwet jeśli w moim odczuciu mu się wydaje.
Cytat:
Zauważyłam, że to właśnie osoby, które już w miarę długi czas są ze swoją połówką, albo przechodzą z jednego związku od razu do następnego nie mogą zrozumieć jak ktoś może być sam. Im się to po prostu nie mieści w głowach, bo przyzwyczaili się już do stanu 'we dwoje'
Trochę tak, bardziej nie. Osoby trwające w dłuższych stażem związkach nie wyobrażajaą sobie własnego życia w trybie singla. A to, że przenoszą swój lęk na innych to już inna bajka. Ponadto.. pozwolę sobie na ocene; osoby które tak patrzą na innych są najprawdopodobniej bardzo ograniczone do swojego partnera. I jako, że same ograniczają swój świat do niego mogą uważać, że inaczej się po prostu nie da.
Każdy ma w sobie lęk, że któegoś dnia wróci do pustego domu; że któregoś dnia nie usłyszy tego miarowego oddechu tak kochanego i znanego. Ale tylko od tego jak buduje swój świat i jego proporcje w trakcie związku zależy jak to przyjmie i jak będzie odbierał innych.
kreska napisał/a:
zylam cos innego.
Kiedy ja bylam w zwiazku a moja kolezanka nie, miala caly czas do mnie pretensje, ze nie mam dla niej czasu. Nie pomagaly tlumaczenia, ze musze teraz dzielic ten czas na dwie osoby co najmniej.
Teraz gdy Ona jest w zwiazku, praktycznie niemozliwoscia jest sie z nia umowic gdzies na dluzej, no moze na polgodzinny spacer umowiwszy sie kilka dni wczesniej.
W sumie nie mam jej tego za zle, ze nie ma czasu.
Tylko przypomnialam jej jakie miala do mnie o to pretensje i jeszcze sie obrazila eh
Z jednej strony zazdrość. A z drugiej. Poczucie bycia odstawioną na drugi tor. Częste w przyjaźniach; odczuwane gdy któraś ze stron się wiąże..
Sourceee... xD Po co to wyciągasz i tak wiesz o co mi chodzi:P
Source napisał/a:
Szczególnie dla tych drugich, bo wtedy czują się jeszcze bardziej wyobcowani.
Życie to 10% tego, co nam się przydarza i 90% tego, jak na to reagujemy. Nasze podejście jest wszystkim. Czy to nie Twój podpis?
Taktaktak, to mój podpis i zgadzam się z nim 100%!
Jednakże większość ludzi uważa że to świat sprzeniewierza się przeciwko nim, a nie odwrotnie. Odwoływałam się tu po części do siebie, ale głównie do tych którzy czują się SAMOTNI. Ja się w ogóle samotna nie czuję, dla mnie to normalny stan, ale mimo wszystko denerwują mnie te pytania. Bo dla otooooczenia właśnie taka jestem - samotna. Nie wzbudzają we mnie te pytania o związki "głębszej samotności" tylko wkurw. Czemu ludzie nie potrafią być obiektywni? Na szczęście tylko na chwilę przejmuję się opinią społeczną, zazwyczaj po chwili mi ta cała złość przechodzi i o niej zapominam, ale niektórym 'samotnym' siedzi to w głowach. Myślą: 'Może rzeczywiście jest ze mną coś nie tak?'
Ciężko im przekazać własną ideologię, że nie ma ludzi, z którymi jest coś nie tak, bo przecież wszelkie zachowania są dopuszczalne i normalne w świecie ludzi, chcesz być sam to bądź, będziesz czuł się wyobcowany, tylko gdy sam o sobie tak pomyślisz...
(...xP)
Cytat:
Mam takie wrażenie, że zbyt poważnie traktujesz życie osobiste, związki i tym podobne. Powaga zabija powoli. Czemu by nie odpowiedzieć: "Tak! Chcę się uzależnić od drugiej osoby! Bo wiesz, już mam dość tego rozwoju osobistego, nauki, spełniania własnych marzeń. Wolę, tak jak wy, wpaść w miłość, udawać, że ta osoba jest kolejną drugą połówką mojej duszy." Albo po prostu wstań, podejdź do najfajniejszego faceta na sali i zapytaj czy postawi Ci drinka. Wróć ze zdobycznym alkoholem do natrętów i z cynicznym uśmiechem zaatakuj ich słowami. "Dziś będę go pieprzyć całą noc."
To wydało mi się śmieszne, bo jestem najmniej traktującą poważnie związki osobą jaką znam (oprócz Ciebie). No znalazłaby się jeszcze jedna osoba, ale nie o niej chce tu mówić:P
A z tym drinkiem i pieprzeniem xD
Jestem kobietą i nie wypowiedziałabym takiej niesubtelnej rzeczy ;>!
_________________ Życie to 10% tego, co nam się przydarza i 90% tego, jak na to reagujemy. Nasze podejście jest wszystkim. Nie ma innego wyjścia. Koniecznie musisz się dobrze bawić.
Imię: Ola
Wiek: 17 Dołączyła: 02 Maj 2006 Posty: 2484 Skąd: Radom
Wysłany: 02-05-2008, 19:04
kamasutra napisał/a:
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
Jako osoba w związku czasami mam wrażenie że bycie samotnym (tzn brak partnera) jest zaletą, ale kiedy nie mialam chłopaka wydawało mi się to wadą...ze mną jest tak jak nie mam chłopaka brakuje mi kogoś jak mam czuję się na uwięzi. Może dlatego że mój związek jest trochę dziwny...
kamasutra napisał/a:
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Czy zazdrościcie im ?
szczerze powiedziawszy jezcze pół roku temu jak byłam sama to zazdrościłam teraz gdybym była sama inaczej bym na to patrzyła. Z moim chłopakiem widuję się tylko w weekendy więc kiedy wychodzę gdzieś na tygodniu ze znajomymi to parom zazdroszczę jedynie że są razem, a moja połówka gdzieś daleko...
[ Dodano: 02-05-2008, 19:07 ]
kamasutra napisał/a:
A czy zauważyłyście/zauwazyliście ze osoby które sa w parach nie rozumieją singli którzy uważają że nie potrzebują teraz nikogo, nie są jakimiś desperatami?
na szczęscie nie zauważyłam tego w moim środowisku. Większość moich znajomych jest bez drugiej połówki a ja tak o nich nie myslę.
_________________ Dlaczego kochają nas Ci, których my nie kochamy. Dlaczego kochamy tych, którym nasza miłość jest niepotrzebna.
Source napisał/a:
Co to za człowiek, który nie poddaje się miłości?
Jak dla mnie normalny, czy Twoim zdaniem powinnam brać każdego ktory się nawinie?
Zgadzam sie ze zdaniem wypowiedzianym przez Source.
Czy zakochujesz sie w kazdym ktory sie nawinie?
Source napisal o poddaniu sie milosci, pokaż mi zakochanego z wzajemnoscia czlowieka ktory woli pozostac sam.
Napisał o poddaniu się miłości ,ale nie napsial czy ta osoba byłaby w nas tez zakochana
To nie ma znaczenia dla jego pytania.
Nawet jesli druga osoba nie jest w Tobie zakochana, nie oznacza to, ze Ty nie chcialabys z nia byc.
Nawet jesli rozum Ci podpowiada, ze taki zwiazek nie ma sensu, nawet jesli wybierzesz 'samotnosc'.
Nic nie zmienia faktu, ze chcesz tego.
Nie ma czlowieka ktory pozostaje nieczuly na milosc. Możesz kontrolowac swoje zachowanie, dokonywac wyboru, ale swoich uczyc nie zmienisz na zawolanie.
Source napisal o poddaniu sie milosci, pokaż mi zakochanego z wzajemnoscia czlowieka ktory woli pozostac sam.
To racja. Jesli moze byc z osoba ktora Go kocha to nie widze sensu w tym, zeby mieli byc z dala od siebie.
Cytat:
Nawet jesli rozum Ci podpowiada, ze taki zwiazek nie ma sensu, nawet jesli wybierzesz 'samotnosc'.
Nic nie zmienia faktu, ze chcesz tego.
Nie ma czlowieka ktory pozostaje nieczuly na milosc. Możesz kontrolowac swoje zachowanie, dokonywac wyboru, ale swoich uczyc nie zmienisz na zawolanie.
Otóż to. Uczucia są i trzeba czasu by się wypaliły. O ile się chce by się wypaliły. Bo przecież często sami te uczcia podtrzymujemy. Bo tak.
Bo przecież często sami te uczcia podtrzymujemy. Bo tak.
I to jest to, co mnie szczerze denerwuje. Nie tam, żebym po nocach spać nie mógł, ale jak ktoś mi się żali, a jedynym wytłumaczeniem jest "bo tak", jaja do gardła mi podchodzą.
Uwielbiałem swego czasu urocze nastolatki, które "wpadały" w miłość, cięły sobie łapki, piły na umór, bo tak miały zaszufladkowaną wielką miłość. Skoro go kocham muszę być taka, sraka, owaka.
Moim ulubionym błędem językowym jest "złożona równoważność". "On nie daje mi kwiatów, więc mnie nie kocha" w ten sposób wchodzi się w gówno pt. piernik jednak ma coś do wiatraka.
Kamasutra napisał/a:
Jak dla mnie normalny, czy Twoim zdaniem powinnam brać każdego ktory się nawinie?
Co ma branie do kochania? Miłość, jak na uczucie przystało, jest BIERNE. Dopiero reakcja na nie jest AKCJĄ, świadomą bądź nie. Uczucia nie wymuszają na nas żadnego zachowania, to my sami je na sobie wymuszamy. To, że kogoś kochamy, nie oznacza, że mamy uprawiać z nim sex 8x w tygodniu, spędzać 12h na dobę i wychowywać razem dzieci. Jeśli jesteśmy rozgniewani, wcale nie musi nam to psuć humoru. Jeśli wiemy, co czujemy, możemy wziąć(wersja dla MJ "wziąść") na to poprawką.
Kamasutra napisał/a:
ale trzeba znalesc kogo kto to odwzajemnia.
Po co? Emocje to nie jest coś, co musi być odwzajemnione. Jeśli podoba mi się jakaś dziewczyna minięta na ulicy, nie zastanawiam się czy ja też jej się podobam. Po prostu delektuje się jej pięknem. Czemu z miłością nie może być podobnie?
Bo miłość to w dużej mierze sprzężenia zwrotne.
A jeśli brak jej tych prawdziwych. krami się urojonymi. Wtedy zaczyna być obsesją.
Cytat:
I to jest to, co mnie szczerze denerwuje. Nie tam, żebym po nocach spać nie mógł, ale jak ktoś mi się żali, a jedynym wytłumaczeniem jest "bo tak", jaja do gardła mi podchodzą.
Nie każde "bo tak" jest takie samo. Poza tym. Dlaczego zabronić ludziom beznadziejnie kogoś kochać na przykład? Albo trwać w miłości która może wyglądać na niezdrową? Jeśli chce to niech robi. Gorzej.. jeśli rani tym nie tylko siebie ale i innych i narzeka a nie umie znależć innego wyjaśnienia swoich zachowań niż bo tak.
To bo tak które miałam na mysli jest bardziej równoznaczne z "bo chcę tak" aniżeli "tak bo nie wiem dlaczego nie".
Dlaczego zabronić ludziom beznadziejnie kogoś kochać na przykład?
Mnie tylko hipokryzja i brak świadomości...drażni. Jeśli chcesz czegoś, to zrób to. Jeśli chcesz przestać coś robić, po prostu przestań. Najfajniejsze są osoby, które cierpią na pokaz, a potem biadolą, że cierpią. Po ch** się pytam?
Erill napisał/a:
Bo miłość to w dużej mierze sprzężenia zwrotne.
To Twój obraz miłości. Równie dobrze można powiedzieć, że gniew, bądź złość to sprzężenie zwrotne. Każde uczucie to teoretycznie sprzężenie zwrotne. Większość musi mieć powód, by coś odczuwać. Fajne jest to, że są to zazwyczaj rzeczy martwe. A to bałagan doprowadza do szału, a to pogoda nieodpowiadająca osobistym pragnieniom etc. Do gniewu wracając. Gniewamy się na kogoś. Czemu możemy się gniewać z powodu niepozmywanych naczyń, niespuszczonej wody w toalecie, a nie możemy z tego powodu czuć się kochani? Bo tak?
Jeśli chcesz czegoś, to zrób to. Jeśli chcesz przestać coś robić, po prostu przestań.
Ale ja właśnie o tym pisałam.
Source napisał/a:
Najfajniejsze są osoby, które cierpią na pokaz, a potem biadolą, że cierpią. Po ch** się pytam?
Bo chcą zwrócić na siebie uwagę raz, że osoby przez którą usiłują cierpieć a dwa ludzi dookoła, żeby zrobić sobie PR ofiary.
Cytat:
To Twój obraz miłości.
No uściślając jest to mój obraz ale stworzony z róznych opinii ludzi, których znam więc tylko mój to on nie jest.
Source napisał/a:
Czemu możemy się gniewać z powodu niepozmywanych naczyń, niespuszczonej wody w toalecie, a nie możemy z tego powodu czuć się kochani? Bo tak?
Nie wiem. Spytaj tych co się gniewają..
Albo dowiedz się więcej o schamatach "na co się gniewać a za co kochać".. które są co tu dużo mówić beczką śmiechu i zbiorem pustych frazesów przyjętych bezmyslnie.
Mimo tego, że mam partnera jestem samotna. Gdy wychodzimy gdzieś paczką tak tego nie odczuwam, ale gdy idziemy na jakiegoś grila jest inaczej. Wtedy każdy zabiera swojego partnera a ja zostaję sama. Faktem jest, że nie tylko ja na takich imprezach jestem sama. Mimo to źle się z tym czuję, bo nie potrafię dobrze się bawić patrząc na inne pary.
Brak drugiej połówki może być wadą i zaletą. Dla mnie to w sumie same wady, ale niektórzy po prostu lubią być sami czy nie mieć zobowiązań w postaci partnera. Denerwuję mnie tylko szukanie sobie kogoś na siłę, chociaż dawno nie widziałam czegoś takiego w moim środowisku to myślę, że nadal istnieje rzucanie się na pierwszego lepszego faceta/kobiete tylko po to by "mieć".
_________________ Najchętniej zamknęłbym Cię w klatce...
Wiek: 19 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8266 Skąd: Kraków
Wysłany: 05-05-2008, 10:37
Darn napisał/a:
Mimo tego, że mam partnera jestem samotna.
Nie bardzo rozumiem, chyba nie powinnaś.
Chyba, że jest to związek na odległość i widujecie się dość rzadko.
Darn napisał/a:
nadal istnieje rzucanie się na pierwszego lepszego faceta/kobiete tylko po to by "mieć".
W moim środowisku nie ma na to presji.
Zresztą na dłuższą metę to nie ma sensu, bo sama chęć posiadania, szukanie faceta na siłę, nie gwarantuje obupólnej miłości.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum