Oczywiście że nie stanowi, tylko dziciaki chca zaszpanowac przed innymi jacy to oni nie sa wielcy bo wychodzą z domu nie mówiąc nic rodzicom, typowy szpan pod publike spowodowany bakiem umiejetności wyróznienia się w inny sposób.
Gdyby moja siostra zrobiła taki "fakt dokonany" to moja matka tez by chyba zwału dostała, męczyła by ojca a gdyby siostra wróciła to miała by niezły opieprz,pomijając już jakie zagrożenia niesie ze soba taka głupota.
Siostra włąsnie raz tak skończyła na izbie i nagle wszyscy koledzy i kolezaneczki sie poodwracały, nie było od kogo się dowiedzieć co się stało.
Zdecydowanie taki nume ru mnie tez by nie przeszedł, w wersji soft poprostu mój ojciec by pojechał po siostre, w wersji hard byłyby ostre konsekwencje.
Ja mam dość konserwatywna mamę i byłam wychowana w pewnych dość sztywnych ramach. Pokutowało u mnie przekoanie, ze brat - jako starszy i mezczyzna - oradzi sobie lepiej i wolno mu bylo wiecej. Wiecej granic lamal, naginal a mnie nie bylo wolno.. A ja jako nastolatka strasznie buntowalam sie na ta oczywista niesprawiedliwosc. W wieku lat 16, 17 nawet 18 w domu mialam byc najpozniej o 22... a nocowanie u kolezanki wymagala nie lada wysilku negocjacyjneg zeby mame do tego pomyslu przekonac..
Tlumaczyc sie z tego zkim i gdzie ide musialam jeszcze 2 lata temu. I czasem do tej pory to robie ale chyba bardziej juz z przyzwyczajenia anizeli przymusu. Ale to roznie. Nocowanie poza domem nigdy nie jest metoda faktow dokonanych. W wieku 23 lat musze sie mojej mamy pytac czy moge..
Nadal z Nia mieszkam i niestety nadal mnie utrzymuje co jest dla mnie srednio mile ale to inna historia juz.. Jesli chodzi o znajomych to teraz juz polega na mnie ale byl taki czas ze potrafila mnie wrecz nastawiac przeciw niektorym - na co wedy stawalam okoniem a dzis sama wiem i widze to co ona wtedy i wiem, ze robila to dla mojego dobra - choc nie potrafila mi tego wyjasnic wlasnciwie ani ja pojac.. za glupia bylam po prostu.. A wplyw na decyzje.. Sugestie, rozmowy, dialog. Ja zawsze mialam wilny wybor szkoly.. do liceum poszlam takiego jak chcialam, mimo, ze wiazalo sie z zawodem artystycznym - a moja mama w tej samej prawie branzy wiedziala z czym sie to wiaze. Studia.. okreslenie sie na 100% ewnie zajelo mi 2 lata... rok przebimbalam jescze.. i moja mama mnie popierala, wspierala motywowala.
To co kiedys postrzegalam jako granie mi na zlosc, ograniczenia, pokrzywdzenie, ze kolezanki moga a ja nie dzis nie odbieram tak surowo. Owszem nie chodzialm na imprezy w wieku lat nastu... nie spotykalam sie z chlopakami.. nie nocowalam.. ale nie czuje sie rzed to jakos bardzo pokrzywdzona bo i tak to jakos nadrabiam a roznica polega na tym, ze teraz jestem rozsadniejsza w tym co robie.. i chyba bardziej doceniam wszystkie mozliwosci. ot tyle.. ydaje mi sie, ze te "zaszczute dzieci" rozumieja intencje rodzicow i ich zachowania dopiero po latach.. jak ja. I teraz jestem wdzieczna mojej mamie, ze mnie tak wychowala i co wiecej sa tacy ktorzy doceniaja to tak samo - to tez dzieki temu jestem kim jestem
Wiek: 20 Dołączyła: 21 Sie 2006 Posty: 1932 Skąd: wiesz?
Wysłany: 08-12-2006, 13:53
Moja mama zmarła dwa lata temu a tata przeprowadził się do nowej kobiety. Mieszkam obecnie z babcią, która nie ingeruje w moje życie, dlatego własciwie sama decyzduję gdzie idę kiedy wracam itd.
_________________ nie żyję wczorajszym dniem.
nie oddycham wczorajszym powietrzem.
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9531
Wysłany: 08-12-2006, 14:43
Bango napisał/a:
Maja prawo tobą rzadzić bo bez nich jestes nikim, u nich spisz, oni ciebie zywia, oni ciebie wychowuja, po twym poscie, wspólczuje tobie że rodzice nie wykazuja ani troche zainteresowania twoja osobą.
A właśnie że rodzice wykazują zainteresowanie tym co się ze mną dzieje, ale wiedzą że jestem na tyle rozsądna że nie narobie głupot i nie kontrolują mnie na każdym kroku. Jeśli prubowali by mna rzadzić mimowolnie buntowałabym się i robiła wszystko na przekór, a tak przynajmniej relacje miedzy nami są spokojniejsze, a po dobroci równiez dużo wiecej mogą się o mnie dowiedzieć. Ale też dość długo trwało aż matka zorientowała się taka metoda jest o wiele lepsza.
Czyli poprostu dają ci przyzwolenie na to co robisz bo jeszcze nie robisz nic co by im się nie podobało, wciąz jesteś pod ich władzą, gdybyś natomiast zaczeła robić coś głupiego to od razu byś straciła wszystkie względy.
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8762 Skąd: Kraków
Wysłany: 08-12-2006, 20:02
Bango napisał/a:
ale ciągle jestes na utrzymaniu rodziców prawda Gabi ?
prawda Bango. Cięzko to nazwac utrzymaniem bo nie dostaje na nic kasy, zadnego kieszonkowego- ksiazki do szkoly kupiłam z własnych zarobionych pieniedzy- pozniej rodzice czesc mi oddali, ale i tak nie całość. Ubrania kupuje mi siostra. Albo sama wyszukuję sobie w lumpeksach. Nikt, kto by na mnie spojrzał, nie powiedziałby jednak, że mam taka sytuacje materialna.
Zamierzam załatwic sobie jakas prace na weekendy bo tak się już dłużej nie ma- nie mam zadnych przyjemnosci- oni nie rozumieja ze chce pojsc na impreze czy do kina. Kase czasem przesyła mi siostra.
Moi rodzice maja inne priorytety niż mój rozwój To jest naprawde...ekstremalny przypadek- a na ekstremalne przypadki muszę reagować zdecydowanie- gdybym nie zaczela sie buntowac, starzy wybraliby mi religie, zaczeliby mnie z kims swatac, kazali dalej wracac o 20.00 i w ogole. Oni zatrzymali się na etapie Gabrysi, która ma 7 latek i niczego wokół siebie nie umie zrobić.
Ale cóż, poradzę sobie.
Bango napisał/a:
Więc tak naprawde nie jesteś wolna czy wyzwolona, bo nie ponosisz odpowiedzialności za swoje własne czyny.
Jak to nie ponoszę odpowiedzialności? Skonczylam 18 lat- jesli zbiję jakąś szybę czy coś ukradnę w sklepie- ponoszę odpowiedzialnośc, bo jestem pełnoletnia. Stety jednak nie robię i nigdy nie robiłam takich głupot. To że rodzice już dobrych pare temu stracili sobie u mnie autorytet, nie znaczy ze stałam się uosobieniem zła - w wieku 14-15 lat siedziałam grzecznie w domku- zamiast teraz, niczym gorące 14, chodzic na imprezki i pieprzyc sie po kątach z jakimiś obcymi facetami.
"Fakt dokonany" zaczełam stosowac jakis rok temu- rodzice chcieli niby miec nade mna kontrole, ale jednoczesnie, gdy wracałam (i wracam) nieraz do domu bardzo pozno- o nic nie pytali, wiec doszłam do wniosku ze ich nie interesuje. Maja mój numer telefonu- zawsze moga zadzwonic i zapytac gdzie jestem- nigdy jeszcze tego nie zrobili. Jednoczesnie tez nie moge powiedziec "wychowała mnie ulica"- jestem zbyt inteligentna i mam zbyt silny charakter by się zepsuć- od ulicy wolałam książki i muzykę. Zdaję sobie jednak sprawe ze nie wszystkie nastolatki takie są- bardzo łatwo ulega się wplywom mając 14-15 lat.
Bango napisał/a:
A miec znajomych wsród anarchistów i feministów...cóż szkoda czasu, to dobry dowód na to aby rodzice pilnowali swego dziecka.
Czemu nie, skoro najlepiej się z nimi dogaduję? Moi rodzice pilnowali mnie aż za dobrze. Siedziałam w złotej klatce- niby było dobrze, ciepło, oni robili i organizowali wszystko za mnie- ale kiedy zaczelam dorastać, zaczelo mi to przeszkadzac.
Dlaczego mam sie ograniczac? Znajomych mam zarówno konserwatywnych jak i liberalnych- nie moja wina, ze wole tych drugich. Rozumiem że wszelkiej maści liberałowie, feministki, anarchisci to jest oczywiscie ta niebezpieczna "grupa", która poluje na dzieci, o której pozniej wspominasz. Jak widać jednak w postach, chyba nie jestem zdemoralizowana i taka zła, co?
Nikt w wieku 15 lat z drugiej strony nie lubi mieć wciskane przez swoich rodziców religii, poglądów politycznych, swiatopogladowych. Wtedy zaczyna sie tak naprawde wyrabianie wlasnego zdania i powyższych pogladow, wlasnych opinii. Kiedys byłam tak głupia że przyznawalam racje swoim rodzicom, czego by nie powiedzieli- nie chcialam miec z nimi na pienku, nie bylam w stanie klocic sie w proporcjach 2 starszych :1 młodsza. Szanse na wygrana zawsze były zerowe. Młodsza równało sie i równa nadal u mnie w domu automatycznie głupszej. Nie bylo zaufania, normalnej rozmowy- tylko rozkazy i nakazy.
Wyrabiać wlasne zdanie zaczelam sobie dzieki swojej siostrze i pewnym ludziom, ktorzy pokazywali mi ze rodzice wlasciwie mna manipuluja, zamiast wychowywać.
Bango napisał/a:
Lepiej mieć rodziców którzy do 18tego a nawet 20tego roku zycia zachowują sie jak gestapo niż takich co dają wam wolną reke na wszystko, bo to drugie często okazuje się robieniem dziecku większej krzywdy niż kontrola.
Lepiej mieć rodzicow ktorzy maja do Ciebie jakies zaufanie, daja Ci jego kredyt. Niż gestapo dla ktorych nie liczy sie w ogole to, co Ty myslisz. Bo przeciez jestes młodszy, im podległy a wiec i głupszy- tak bylo w moim przypadku.
Bango napisał/a:
Gdy dorosniecie to jeszcze będziecie dziękowac że ktoś nad wami sprawował piecze.
Nie muszę dziękować, chyba nie mam za co- poza płaceniem na dom i jedzenie.
Dragwena napisał/a:
Ja bym tak nie zrobiła, bo moja mama zamartwiłaby się na śmierć. Wiem, że nie spałaby całą noc, bo nie wiedziałaby gdzie jestem czy coś mi się nie stanie, itp.
Ona wie, ze nie wracam sama- wie ode mnie że wracam zwykle z kims, kto jedzie w moim kierunku i mnie odprowadzi- wiec ja nie widze problemu. Mysle, co robię.
Im bardziej rodzice ograniczaja swoje dzieci i są właśnie takimi gestapowcami, tym większy bunt- bo zakazany owoc smakuje najbardziej.
Wiecej zaufania.
Sa takie dwie bardzo dobre ksiazki w tym temacie - Wojciecha Eichelbergera, Andrzja Samsona i Joanny Jasinskiej - dialog o dobrej milosci i rozmowach jakie powinny byc przeprowadzone w kazdym domu. te ksiazki powinni czytac zarowno rodzice jak i dzieci. Bo one wyjsniaja bardzo wiele kwestii obydwu stronom. Ale.. aby je zrozumiec, trzeba miec otwarta glowe. A nie rzadko rodzice sa zbyt przekoani o swojej slusznosci, ze nie przyjmuja wiadomosci mogacych zburzyc im ten poglad i podobnie dzieci moga byc tak samo kurczowo trzymajace sie swojego zdania.. wtedy nie ma szany na dialog, porozumienie...
Tak naprawde to sadze, ze wiekszosc problemow miedzy rodzicami a dziecmi, znacza wiekszosc rodzi sie wlasnie z braku porozumienia i braku chceci aby cos w tym kierunku robic... zniechecenie gdy nie ma natychmiastowych efektow..
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9531
Wysłany: 08-12-2006, 23:22
Gabi napisał/a:
Bango napisał/a:
A miec znajomych wsród anarchistów i feministów...cóż szkoda czasu, to dobry dowód na to aby rodzice pilnowali swego dziecka.
Ja miałam przez piewien okres, w szczególności w tamtym roku szkolnym, większosć znajomych którzy ćpali, Nieraz pili i nie można powiedzieć że byli święci. Jakos nie poszłam w ich ślady, nigdy nie zalaliłam nawet zioła, chodź nie namawiali i jeszcze w życiu sie nie upiłam.
Jak wracam później to zawsze ich uprzedzam i chodź miszkam w spokojnym miescie i nie boje sie chodzic sama po ciemku, to przewaźnie po mnie przyjeżdzają bo boją się ze mi się coś stanie.
I tak jak napisała Gabi
Gabi napisał/a:
jestem zbyt inteligentna i mam zbyt silny charakter by się zepsuć
wiem co jest dla mnie dobre i mam zbyt wyrobione zdanie na większość tematów żeby decydowali za mnie znajomi, nawet ci najbiźsi.
Ja miałam przez piewien okres, w szczególności w tamtym roku szkolnym, większosć znajomych którzy ćpali, Nieraz pili i nie można powiedzieć że byli święci. Jakos nie poszłam w ich ślady, nigdy nie zalaliłam nawet zioła, chodź nie namawiali i jeszcze w życiu sie nie upiłam.
To zależy od Ciebie. Niestety, wiadomo jak to rodzice. Myślą, że jak masz takich znajomych to na pewno jesteś taka jak oni.
Imię: Arturek ~~
Wiek: 20 Dołączył: 27 Lip 2005 Posty: 6669 Skąd: z miasta
Wysłany: 09-06-2007, 12:27
Rodzice powinni decydować do momentu pełnoletności za dzieci w ważniejszych sprawach, ale wczesniej z nimi dokladnie omówić problem i dzieciaków wysluchać.
_________________ „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.”
"Na większą chwałę Bożą." Ad maiorem Dei gloriam.
Imię: Tullia d'Aragona
Dołączyła: 15 Sie 2006 Posty: 1745 Skąd: z bankomatu
Wysłany: 09-06-2007, 13:24
Moja mama nigdy nie wtracala sie w sprawy mojego ubioru, "okoloczykowanych" uszu... czy muzyki wydobywajacej sie spod moich drzwi. Wiedziala, ze wszystkie moje, niezrozumiale dla doroslych, pomysly sa skutkiem dojrzewania i wraz z wiekiem powoli uleca. Nie mialam rowniez problemow z wychodzeniem z domu. Mama znala mnie na tyle dobrze, ze wiedziala, iz nie zrobie jakiejs glupty...
Inaczej mialy sie "domowe" i szkolne sprawy... W jej mniemaniu powinnam stwarzac chociaz pozory fenomenalnego dziecka. Dobrze sie uczyc, sprzatac w domu, placic rachunki etc... Bylo to powodem dlugich i ostrych klotni. Potrafila przez caly dzien marudzic, ze wsrod calej sterty zmytych naczyn, nalazl sie jeden brudny kubek...
Dzis doskonale ja rozumiem... Sama widze jakie zmiany we mnie nastapily.
I mysle, ze jej sposoby wychowawcze nie byly wcale zle. Nie skonczylam jako narkoman, czy pijak... Mam swoje ambicje i znam wartosc nauki.
W polowie zawdzieczam to wlasnie mamie
Nalezy jej sie ogromny szacunek, poniewaz od zawsze wychowywala mnie sama.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum