Nie należy sądzić ludzi według ich przekonań, lecz według tego, co przekonania te z nich czynią
Lubie ostatnimi czasy ten cytat - chyba bronię się nim po raz 3 na tym forum.
Erill napisał/a:
Source a Ty bys tak chcial walcyc o laske w zwiazku??
Nie trafiłem na razie na dziewczynę godną tego bym o nią "walczył". W ogóle słowo walka tutaj niespecjalnie pasuje.
Erill napisał/a:
Bo TY jej chcesz i masz w sume w nosie czego Ona chce bo TY chcesz byc z Nia wiec ona musi sie naumiec chciec byc z Toba?
Nie w tą stronę. Jeżeli ja chcę być z nią to znaczy że odpowiada moim zachciankom - akceptuję ją taką jaką jest. Jeżeli jednak to ONA zabiega o mnie, to może ze mną być tylko i wyłącznie na MOICH warunkach. Wszystko zależy od tego kto o kogo zabiega i kto gotów jest do poświęceń.
Erill napisał/a:
Gdybys trafil na mnie dostalbys po pysku za wp*** w moje zycie tylko dlatego, ze TY czegos chcesz i nie chcesz przyjsc ze czasem nalezaloby uwzglednic uczucia innych w swoich chceniach..
Musisz mi uwierzyć na słowo, że mimo tego iż jestem narcyzem, potrafię zaakceptować to, że ktoś mnie nie chce. Nie muszę nikomu niczego udowadniać, a tym bardziej sobie, niszcząc wszystkim związki wokół, tylko dlatego, że potrafię. Wychodzę z założenia, że nie warto tracić czasu na "tą" kobietę, skoro jest jeszcze wiele innych. Nie znaczy to jednak że nie był bym w stanie wyciągnąć ręki do kobiety w związku, musiał bym jednak widzieć jakieś wymierne korzyści, poza satysfakcją że jej chłopak z mojego powodu skoczył z mostu.
Czy nie uwzględniam czyichś uczuć? Nie sądzę. W końcu robię te i inne rzeczy by sprawić przyjemność nie tylko sobie, ale i innym. "Zostaw ją lepszą niż zastałeś" - staram sie by taki cel mi przyświecał.
Musisz mi uwierzyć na słowo, że mimo tego iż jestem narcyzem
A ja Bogiem
Source napisał/a:
niszcząc wszystkim związki wokół, tylko dlatego, że potrafię.
Znajomy też tak mówił, aż pewnego razu pewna dziewczyna zrobiła z niego wała podczas gdy ten już triumfował.
Source napisał/a:
Nie znaczy to jednak że nie był bym w stanie wyciągnąć ręki do kobiety w związku, musiał bym jednak widzieć jakieś wymierne korzyści, poza satysfakcją że jej chłopak z mojego powodu skoczył z mostu.
U mnie w gminie chłopak nie skoczył z mostu. Zamiast zabijać siebie spalił "przeciwnika" - w ubiegły czwartek ofiara został pochowana. Oprawca wpierw uciekł przed policją, a następnie sam się zgłosił, czeka teraz na rozprawę. Tak się honorowe sprawy załatwia u Nas, na dzikim zachodzie, nie rozumiem tylko dlaczego zawsze układasz wygodny scenariusz pod swoją osobę? "Uważaj jak tańczysz, bo życiowy parkiety bywa śliski" - zapisz sobie w pamiętniku.
U mnie w gminie chłopak nie skoczył z mostu. Zamiast zabijać siebie spalił "przeciwnika" - w ubiegły czwartek ofiara został pochowana. Oprawca wpierw uciekł przed policją, a następnie sam się zgłosił, czeka teraz na rozprawę. Tak się honorowe sprawy załatwia u Nas, na dzikim zachodzie, nie rozumiem tylko dlaczego zawsze układasz wygodny scenariusz pod swoją osobę? "Uważaj jak tańczysz, bo życiowy parkiety bywa śliski" - zapisz sobie w pamiętniku.
Dokladnie.
Erill napisał/a:
Uwazaj na tego komu "zabierasz"
Rany kochany.. straszne o_O
Zycie...
Ja uwazam ze Source podchodzi do zycia za idealistycznie, wszystko jest latwe i przyjemne, wystarczy chcec, a do tego Ciagle sobie powtarza "niczego nie załuj" ile jest w tym racji niech sam osadzi.
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
davir ale miedzy idealistycznym spostrzeganiem a przecenianiem siebie bo sie nie spotaklo jeszcze czegos co by pokonalo to sa jednak dwie rozne rzeczy.
Dodatkowo sa ludzie, ktorzy nawet poraszke potrafia sobie tak wytlumaczyc, ze nadal beda wierzyc, w to, ze wszytsko sie da gdy sie tego chce i po to siega...
davir ale miedzy idealistycznym spostrzeganiem a przecenianiem siebie bo sie nie spotaklo jeszcze czegos co by pokonalo to sa jednak dwie rozne rzeczy.
EEEEE, devir
A nie sadzisz ze stad sie moze wlasnie brac idealistyczne spostrzezenie ?
Cytat:
Dodatkowo sa ludzie, ktorzy nawet poraszke potrafia sobie tak wytlumaczyc, ze nadal beda wierzyc, w to, ze wszytsko sie da gdy sie tego chce i po to siega...
Owszem; to zgubne myslenie.
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
Wtedy to naiwane spostrzeganie a nie idealistyczne
Kwestia sporna, utrzymujac sie w przekonaniu ze jaki to ja jestem dobry plus do tego dochodza pozytywne aspekty naszego przekonania, moga swtorzyc z czlowieka idealiste, wszystko latwo i przyjemnie o ile sie chce+troszke pracy, nadmnienie jeszcze raz mogą
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
Człowiek naiwny to znaczy jaki? Łatwowierny? Prostoduszny? To znaczy że nie wiem jakie życie jest okrutne i bezwzględne? Niestety miałem okazję doświadczyć i tych gorszych chwil, doskonale zdaję sobie sprawę jakie życie jest śliskie.
Jeżeli w mojej autorskiej rzeczywistości takie postępowania i przekonania prowadzą do szczęścia, to dla czego miał bym je ograniczać? Tylko dlatego że ktoś tak nie potrafi? Uważa iż nie jest to słuszne?
Erill napisał/a:
ze wszytsko sie da gdy sie tego chce i po to siega
A tak nie jest? Zaprzeczasz teraz przynajmniej 3 doktorom i przynajmniej kilku innym ludziom sukcesu . Nie obrazisz się chyba jednak gdy w tej kwestii będę trzymał stronę tych, którzy wyciągnęli setki osób z kryzysu i sami odnieśli życiowy sukces.
Moje osobiste doświadczenia skłaniają mnie ku temu by tak twierdzić.
Erill napisał/a:
przecenianiem siebie bo sie nie spotaklo jeszcze czegos co by pokonalo to sa jednak dwie rozne rzeczy.
Jedna osoba z mojej rodziny pokonała raka. Inna z wykształceniem niepełnym zawodowym stworzyła całkiem spore przedsiębiorstwo, którego zyski sięgają blisko 1mln zł rocznie.
Niestety na co dzień spotykam osoby dla których chcieć to móc - jak mógłbym więc sądzić inaczej?
Nawet jeśli idealizuję obraz świata to i tak chodzi tylko o to by być szczęśliwym, jeżeli okłamywanie siebie sprawia mi radość to nie macie mi prawa tego odbierać .
Ja juz nie bede o nia walczyl bo po co komus niszczyc zycie.Zaczynam usowac powoli wszystko co jest z nia zwiazane.No i bede musial sie zwolnic z pracy zeby sie z Nia nie widywac.
Wiek: 18 Dołączyła: 31 Mar 2006 Posty: 4606 Skąd: Kraków
Wysłany: 31-10-2007, 09:27
ania543 napisał/a:
Prawdziwa miłość to miłość wzajemna ale nie trafiona na hop- siup, tylko z czasem zakwitająca w obojgu ludziach
Podziwiam cie w pełni. Udało ci sie w kilku słowach zdefiniowac pojecie nader skomplikowane i malo zrozumiane. A jaka jest w takim razie nieprawdziwa milosc? I czym roznoi sie od prawdziwej? Milosc to milosc. Obojetnie czy pojawila sie po pierwszym spojrzeniu czy po 10 lata. Wazne ze ktos ja czuje, obojetnie czy odwzajemniona czy nie milosc pozostanie miloscia, jest tyle jej rodzajow ze owa "prawdziwa" jest moim zdaniem tylko chybioną próbą idealizacji milosci obustronnej, dlugotrwalej i czystej przy jednoczesnym dyskredytowaniu wszystkich innych. <ziewa> Zawsze smieszyli mnie ludzie wmawiajacy innym ze wcale nie sa zakochani lub "ze to nie moze byc milosc" milosc zawsze moze byc, niezaleznie od okolicznosci.
ania543 napisał/a:
Walcząc o nią, walczy z nią i jej życiem/szczęściem, które już ma.
To jest taka bzdura ze az nie chce mi sie z nia klocic. Zalezy jak pojmujesz pojecie walki. Jesli uwazasz ze walka to porwanie i uwiezienie kochanej osoby a potem zmuszenie ja do wspolnego zycia to masz racje, jest to niszczenie czyjegos szczescia. Jesli natomiasat "walczac" uswiadomisz owej osobie ze jestes lepszym partnerem, ze to z toba chce spedzic najblizszy tydzien/okres zycia/ cale zycie to wcale nie zniszczysz jej szczescia a wrecz przeciwnie, dasz jej wiecej. Jedynym pokrzywdzonym bedzie w takim wyp
Source napisał/a:
lozenia ze w zyciu nalezy byc choc trche egoistą. [quote="Source"]wszystko pięknie, tylko z tą różnicą że ja ironizowałem - zgadzam się natomiast w 100% z tym co mówisz, po raz kolejny z resztą.
Wiem wiem, ironia ironią, ale i tak musialam wtracic swoje 3 grosze ;P
Erill napisał/a:
Takie branie od zycia czego sie chce to nie odwaga a tupet.
Przepraszam Cie ale jesli oni sie naprawde kochaja to on tego nie zniszczy. Laska nie bedzie szukala alternatywy a facet nie pozwoli jej "odbic"
_________________ Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam wrażenie że się pomyliłem - O. Wilde
Uwazaj na tego komu "zabierasz"
Rany kochany.. straszne o_O
Znam straszniejsze, również z podwórka wzięte, a nawet z jednej ławki, a tam, na jednej porodówce leżeliśmy - ten sam dzień. Ponoć w naturze zachodzi równowaga między dobrem, a złem. On jest szatanem
Source napisał/a:
A tak nie jest? Zaprzeczasz teraz przynajmniej 3 doktorom i przynajmniej kilku innym ludziom sukcesu . Nie obrazisz się chyba jednak gdy w tej kwestii będę trzymał stronę tych, którzy wyciągnęli setki osób z kryzysu i sami odnieśli życiowy sukces.
Dziś byle głupek może zrobić doktorat, który notabene jeszcze nic wielkiego nie znaczy. Wystarczy chcieć.
Erill napisał/a:
ze wszytsko sie da gdy sie tego chce i po to siega
A tak nie jest? Zaprzeczasz teraz przynajmniej 3 doktorom i przynajmniej kilku innym ludziom sukcesu . Nie obrazisz się chyba jednak gdy w tej kwestii będę trzymał stronę tych, którzy wyciągnęli setki osób z kryzysu i sami odnieśli życiowy sukces.
Zwroc uwage jak czesto ja podkreslam zwracanie uwage na uczucia innych a jak rzadko robisz to Ty.
Nie przecze temu, ze da sie gdy sie chce. Ale zaznaczam, ze nie kosztem innych...
Na dodatek to zdanie wyrwales z konkteksu w ktorym mowilam o tym, ze sa ludzie, ktore poraszke tak sobie wyltumacza ze nie zauwaza ze mogli kogos przy tym np. zranic, czegos nie zauwazyc. Wszytsko tlumacza sobie pod swoj swiatopoglad ze wystraczy siegnac i sie ma. Bo to dla mnie i wazny jestem ja
Source napisał/a:
Moje osobiste doświadczenia skłaniają mnie ku temu by tak twierdzić.
Az mi sie cisnie na usta wspolczuc ludziom obok..
Aczlkolwiek nie mam pewnosci czy faktycznie postepujesz wedle zasady - ja moge to osiagam a po rezultatach patrze na innych ktorzy mogli dostac odlamkowym.
Source napisał/a:
Jedna osoba z mojej rodziny pokonała raka. Inna z wykształceniem niepełnym zawodowym stworzyła całkiem spore przedsiębiorstwo, którego zyski sięgają blisko 1mln zł rocznie.
Po pierwsze - mowie o Tobie a nie o kims z rodziny. Moja ciocia tez pokonala raka. Moja kuzynka poronila 8 razy, jedno dziecko umarlo 3 tygodnie po poroadzie a ona nie poddala i zaszla w ciaze i urodzila...
I nie zrozumieles mnie.
Czasem cos co staje nam drodze wymusza na nas weryfikacje pewnych pogladow - okazuje sie ze w tym stanie jakim my ja postrzegamy jest niue do pokonania i trzeba cos pozmieniac w sobie zeby to jakos w koncu przejsc.
To mialam na mysli mowiac cos co pokonalo. Cos co pokazalo, ze nasze podejscie nie sprawdza sie zawsze i wszedzie
**MJ** napisał/a:
Erill napisał/a:
Takie branie od zycia czego sie chce to nie odwaga a tupet.
Przepraszam Cie ale jesli oni sie naprawde kochaja to on tego nie zniszczy. Laska nie bedzie szukala alternatywy a facet nie pozwoli jej "odbic"
Ale ja sie w pelni zgadzam, z Toba.
Co nie zmienia faktu, ze facet/dziewczyna ktorzy probuja dla wlasnego szczescia rozbic zwiazek nie jest odwazna ale ma tupet.
Zwroc uwage jak czesto ja podkreslam zwracanie uwage na uczucia innych a jak rzadko robisz to Ty.
Bo ja jestem na etapie "cieszenia sie sobą". Inni ludzie to w większości statyści w mojej sztuce zwanej życiem. "Świat jest teatrem, aktorami ludzie; którzy kolejno wchodzą i znikają" - jak mawiał Shakespeare, z tą różnicą że w mojej sztuce ja jestem pierwszoplanową postacią.
Choć muszę się zgodzić że myślę i działam na zasadzie "co ja będę czuł" a nie "co oni będą czuli".
Erill napisał/a:
Nie przecze temu, ze da sie gdy sie chce. Ale zaznaczam, ze nie kosztem innych...
Zwycięzcy nie mają czasu zajmować się przegranymi. Żyjemy w świecie gdzie silniejszy wygrywa, i wcale nie mówię o tężyźnie fizycznej. Stawiając sprawę w ten sposób, nie mógł bym awansować na wyższe stanowisko w pracy, bo to wiąże się z degradacją osoby która to stanowisko zajmuje?
Erill napisał/a:
Aczlkolwiek nie mam pewnosci czy faktycznie postepujesz wedle zasady - ja moge to osiagam a po rezultatach patrze na innych ktorzy mogli dostac odlamkowym.
I tak i nie. Jeżeli chodzi o kobiety to w większości przypadków nie prowadzę akcji wywiadowczych. Przechodząc obok kogoś w klubie nie zastanawiam się czy ma kogoś i jak długo - co i tak nie zmienia faktu że guzik mnie to obchodzi. W 90% przypadków pełna spontaniczność - i tak dziewczyna dokonuje wyboru. Jeśli chodzi o inne sytuacje to nie wyobrażam sobie specjalnie bym krzywdził kogoś bezpośrednio, pośrednio i owszem, ale najczęściej wynika to z zachowania osób trzecich, za których odpowiedzialności brać nie mogę jak i po prostu nie chcę.
Erill napisał/a:
Czasem cos co staje nam drodze wymusza na nas weryfikacje pewnych pogladow - okazuje sie ze w tym stanie jakim my ja postrzegamy jest niue do pokonania i trzeba cos pozmieniac w sobie zeby to jakos w koncu przejsc.
Jeśli chodzi o weryfikację moich poglądów, przekonań i czynów - zajmuje ona kilkaset stron w moim pamiętniku. Opisałaś zresztą główne zasady NLP, którym jestem wierny.
"Wyznaczyć cel
Podjąć działanie
Wyciągnąć wnioski" I tak aż do osiągnięcia celu.
Erill napisał/a:
Co nie zmienia faktu, ze facet/dziewczyna ktorzy probuja dla wlasnego szczescia rozbic zwiazek nie jest odwazna ale ma tupet.
Z racji że nie wydaję opinii wartościujących, powiem tylko że odmawianie sobie szczęścia jest nierozsądne. Złe? Dobre? Zależy od moralności każdego z osobna.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum