Z obserwacji.
Wskaż mi osobe, która była by tak samotna by nie miec przyjacioł w ogóle, i wychodząca z rodzina dobrze tylko na zdjeciach.. Która jest tak samotna, ze nie ma NIKOGO naprawde a nie z jakis wyobrazen.
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9546
Wysłany: 19-05-2008, 00:33
Erill napisał/a:
Wskaż mi osobe, która była by tak samotna by nie miec przyjacioł w ogóle, i wychodząca z rodzina dobrze tylko na zdjeciach.. Która jest tak samotna, ze nie ma NIKOGO naprawde a nie z jakis wyobrazen.
Myślę że jest więcej ludzi samotnych niż ci się wydaje.
Erill napisał/a:
by nie miec przyjacioł w ogóle
Wiesz co ja bym była przeszczęśliwa jak bym miała chociażby jednego.
Z obserwacji.
Wskaż mi osobe, która była by tak samotna by nie miec przyjacioł w ogóle, i wychodząca z rodzina dobrze tylko na zdjeciach.. Która jest tak samotna, ze nie ma NIKOGO naprawde a nie z jakis wyobrazen.
Nie znam wszystkich ludzi z forum. Ba, bliżej poznałam tak naprawdę może 1-2 osoby. Wobec tego nie mogę wypowiadać się na taki temat, podobnie jak ty, bo nie masz takiej wiedzy, to tylko twoje przypuszczenia. Przejrzyj posty i sprawdź kto pisze, że nie dogaduje się z matką chociażby.
Być może nie zwróciłam uwagi jak jest na tym forum, ale na innych rzucało mi się w oczy jak ludzie zakładali tematy, że nie są akceptowani przez innych i nie mają do kogo się zwrócić, a w domu jedna wielka patologia. Na dobrą sprawę i u nas mogą być tacy ludzie, tylko o tym nie mówią.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Myślę że jest więcej ludzi samotnych niż ci się wydaje.
dkf, nie mówię o ludziach samotnych w ogóle. Ale tych którzy się wypowiadają na naszym forum. To dość mocno zawęzony krąg i niska próba społeczna. Nie przekładam miary naszego forum na społeczeństwo...
Cytat:
Wiesz co ja bym była przeszczęśliwa jak bym miała chociażby jednego.
Współczuje.
Alicja napisał/a:
Nie znam wszystkich ludzi z forum. Ba, bliżej poznałam tak naprawdę może 1-2 osoby. Wobec tego nie mogę wypowiadać się na taki temat, podobnie jak ty, bo nie masz takiej wiedzy, to tylko twoje przypuszczenia.
Obserwacja z założenia nie jest pewnością. To są moje subiektywne wnioski wyciagniete na temat wypowiedzi osób. Najczęściej jest tak, że osoby najabrdziej samotne tego nie okazują...
Alicja napisał/a:
Przejrzyj posty i sprawdź kto pisze, że nie dogaduje się z matką chociażby.
Jak miałam 16-19 lat też się z moja mamą nie dogadywałam. Mam koleżanki które złapały kontakt z matką dopiero w wieku 24 lat...
Nie zaprzeczam też patologiom o których tu jedna userka dość otwarcie pisała..
Alicja napisał/a:
Na dobrą sprawę i u nas mogą być tacy ludzie, tylko o tym nie mówią.
I to mam na myśli. Że najgłośniej krzyczą nie Ci, którzy maja faktycznie ten problem, tylko Ci którzy samotność utożsamiają z brakiem partnera...
Imię: P jak Poison
Wiek: 22 Dołączył: 19 Sty 2005 Posty: 1407
Wysłany: 06-06-2008, 14:44 Re: Samotność
kamasutra napisał/a:
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
Wadą... i to dużą.
kamasutra napisał/a:
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Nic nie robie.
kamasutra napisał/a:
Czy zazdrościcie im ? Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
Nie zazdroszczę. Nie jestem sam.
_________________
"Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, aby przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej": Paulo Coelho
Hmm.. coraz czesciej dochodze do wniosku ze nie umialabym być chyba w związku.
Porównuje wszystkich do Niego...
Czuje się dobrze sama nie narzekam ;]
Cóż jak sobie nie poradze psychicznie to coś wymyśle ;P
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
Ostatnio zmieniony przez kamasutra 08-06-2008, 11:27, w całości zmieniany 1 raz
Imię: Ola
Wiek: 17 Dołączyła: 02 Maj 2006 Posty: 2636 Skąd: Radom
Wysłany: 08-06-2008, 13:01
jako osoba samotna a raczej wolna od 2 tyg stwierdzam że jest mi tak o wiele lepiej. może dlatego że moja przyjaciółka i paru znajomych również są bez pary więc bez żadnego problemu można się umówić na piwo bez konsultowania tego z kimkolwiek.
ja sam nie wiem jaki mam przyjąć postawę o samej instytucji Singla. z jednej strony dobrze, bo rzekomo zwieksza sie swiadomosc ludzi, ze zwieksza sie swoboda, jednakze mam pewną odrazę do tego spsosobu życia. ja to widze jako traktowanie kazdego nowego w sposob odgórny "on sie nie nadaje, jestem i tak najlepszy/a"... możlwie, ze to podejscie mam takie, bo faktycznie caly czas moglem odniesc wrazenie, ze tylko takich spotykam, ktorzy staraja sie mi wpoić swiadomosc, ze jestem gorszy, ze do bani i td. po kilku latach, ktore juz cichym echem się odbijają w postaci lęków błyskawicznie kontrowanych przez siebie samego po wielu przewertowaniach. mimo wszystko jednak, jak blizna, w jakis sposob odbija się ten lęk. czasami niestety, za mocna ta kontra powoduje skutki przeciwne. ale o to mniejsza.... rozmowwaimy o samotnosci (chyba z dobrej woli).
mam podejscie raczej praktyczne i w jakis sposob konserwatywne: co z potomstwem? chyba nie bedziemy soe ograniczac tylko do wolnych i niezobowiązujących spotkan konczonych w lozku... ewolucja nie dostosowala nas do naglych wirów kulturowych i dzieci mogą miec wypaczone spojzrenie na swiat. ale to takie gdybanie jak przy GMO.
jak pisalem - ciezko mi jest sie wypowiedziec w tej kwestii, bo z jednej strony kazdy zrozbi i tak co chce i nie mamy prawa w to ingerowac, jednakze sama sytuacja, ze ktos jest sam z dobrej woli to kojarzy mi się z dobrowolnym rezygnowaniem z pełnowartosciowego dania na rzecz sałatki z sałatki. to ma kolejny podejrzweany zwiazek: związek z osobą atrakcyjną wielopoziomow zawsze było dla mnie luksusem, czymś odległym, nieosiągalnym (wiem, wiem, Source, jest NLP i odwaga...), a ostatnio doszło spojrzenie ogólne, ktoremnie trapi i trawi, niszczy. mianowicie spojrzenie stereotypowe, ktorego nie mogę wyplenić. kazda dziewczyna, ktora wygląda chocby w jakis sposob pdoobnie do tych, co wystepuja w tych .... teledyskach na stacjach typu MTV lub te, co się stroją w jakies blskotki, cos co ma je upiekszac tudziez im podobne to - wg mnie - osoby, ktorych celem jest zwabienie jak najwiekszej ilosci facetów i bawienie się (nimi), wynoszenie,jak ktos to bardzo celnie okreslil, swoich genitaliów na piedestał. co sie wiaze z traktowaniem facetow z góry a inne dziewczyny za kur*y, co dla mnie juz jest dyskwalifikujące i oznaczone klauzlą "do odstrzału"...
poza tym... jak z nudów i braku repertuaru ogladam ten kretynski MTV to mnie az krwe zalwea co się robi z ludz(m)i. matołów, prostaków, dla ktorych wsyzstko jest strasznie proste, dla tych zyjacych debilnymi stereotypami. i, co gorsza, coraz czesciej slysze slwoa aprobaty wobec tego pokroju zachowan.
rowniez przewalajaca sie rzeze europę fala singli - tez mni przeraza. ale czemu? znowu dostrzegam tu swoje strachy: jelsi kazdy bedzie chcial byc singlem to niepotrzebna/y bedzie jej/mu partner (moim przypadku... jej) i... znikną szanse na to, by stworzyc z kims odpowiadajacym wymaganiom zwiazek. wiec znow wątek prywatny. i dobrze. nie chce jednak sterowa cludzmi ze wzgledu na swoją opinię (tak jak to robią pro-life'owcy tej zgwalconej 14-latce).
nie wiem jednak wciąż jak to ogarnąć - dla mnie to niepojęte. targają mna same sprzeczności: wewnetzrne odczucia i liberalne wartosci.
_________________ poprzedni opis dotycył dawnej sytuacji politycznej. teraz właściwszy byłby: jak nie sraczka to tarczka...
nie wiem jednak wciąż jak to ogarnąć - dla mnie to niepojęte. targają mna same sprzeczności: wewnetzrne odczucia i liberalne wartosci.
Poukładanie siebie to podstawa. Polecił bym Core Transformation, ale powiem tylko tyle, ŚWIADOMOŚĆ.
Dominican napisał/a:
znikną szanse na to, by stworzyc z kims odpowiadajacym wymaganiom zwiazek.
Pojawia się pytanie, W JAKIM CELU TEN ZWIĄZEK TWORZYĆ. Zbywanie odpowiedzią, bo taka ludzka natura, wartości merytorycznej nie ma żadnej, a o wymianę informacji chyba na forach chodzi. Związki to indywidualne, niczym konkretnym nie umotywowane WIDZI MI SIĘ. Nie ma podstaw by istnieć, i póki mi ktoś tych podstaw nie wymieni, będę za bezsens uważał. Sama wewnętrzna "niezrozumiała potrzeba"mi nie wystarcza. Jak mogę zrozumieć kogoś, kto sam siebie zrozumieć nie potrafi?
Dominican napisał/a:
ktorych celem jest zwabienie jak najwiekszej ilosci facetów i bawienie się (nimi), wynoszenie,
Pytanie na ile jest to świadome, a na ile odruch ukształtowany przez przyrodę czy kulturę. Nie ma odruchów lepszych czy gorszych, są odruchy. Czym się różni odruchowe rzucanie się na faceta w damskiej toalecie, od odruchowego trzymania cnoty i chełpienia się dziewictwem? Niczym. Jedno jest jednakowo automatycznie głupie jak drugie. Uwarunkowanie są ograniczeniem świadomości. Szanuje bardziej przeciętną dziwkę od przeciętnego katolika dlatego, że z tej pierwszej jest pożytek.
Świadomość to jest jedyna droga ku odpowiedzialności. Bo na jakiej podstawie mogę odpowiadać za to, czego mnie w dzieciństwie nauczono?
Jest pora żeby się uczyć. Łykać wszytko bez krytycznej analizy. Jest i czas, w którym warto by było spojrzeć na siebie i zastanowić się, na ile to co robię, jest moim widzimisię, a na ile są to rozporządzenia wewnętrznego dyktatora, który krzyczy "CO SOBIE LUDZIE O TOBIE POMYŚLĄ".
Jeśli o matołów i prostaków chodzi. Może społecznie są mniej wartościowi, choć są na pewno bardziej szczerzy i prawdziwi(nawet w swoim udawaniu) niż przykładny katolik. Jeśli przeciętny matoł coś robi. Czy wciąga keczup nosem, czy puszcza się na dyskotece, masz praktycznie pewność, że robi to, bo ON ma na to ochotę. Nie zapieprza do kościoła co niedziele rano, nie pości w piątki, nie trzyma cnoty, bo BÓG/OJCIEC/BISKUP tego od niego wymaga. Nie wiesz czy masz do czynienia z nim, czy z jego obrazem, na temat tego, czego KTOŚ INNY od niego wymaga. Nakładanie filtrów na filtry nie jest czymś, co prowadzi jednostkę do zrozumienia siebie, ani do szczęścia.
moj przypadek jest taki, ze czuję wewnetrzna, niekontrolowana i podswiadoma potrzebe partnerstwa. bliskiego. osoby, z ktora mozna porozmawiac ot tak i przytulic. smiesznie to brzmi, przynajmniej dla mnie, ale czasami naprawde brakuje mi kogos do przytulenia. ale wiem czyja to wina. moja. czemu? dystansowanie. wspominalem o tym... nie staram sie zbytnio, by go zmniejszyc, ale poczynilem znaczne postepy w innych dziedzinach: nieangazowania emocji i oddzielania faktów od imaginacji. teraz juz mechanicznie.
ale dystansu nie pozbylem sie do tej pory.
jest jeszcze pare pomniejszych scen, ktore wiaza się ze stereotypowym postrzeganiem swiata idealnego, ale to tez wynika z pewnych kulturowych 'osadów' i nadmiaru hollyłódzkich kretynizujących filmów.
Source napisał/a:
Poukładanie siebie to podstawa.
heh, to wiem... gdzies czytalem jak radzic sobie z niejasnosciami. chyba w "umysle" bandlera byl dzial o niejasnosciach. proste, ale nie mialem okazji do zastosowania. ale sama niejasnosc wynika ze sprzecznych dzialan i wykluczajacych sie mysli. niejasnosc tak wlasciwie nie jest niejasnoscią a interferencją mysli. bo jest jedna wersja, ta "dyktatorska" i ta "open wise", ktora nie ma wlasciwie zadnych granic. szczegolnie kulturowych.
Source napisał/a:
Nie wiesz czy masz do czynienia z nim, czy z jego obrazem, na temat tego, czego KTOŚ INNY od niego wymaga.
dobrze powiedzianie. irytuje mnie jednak w ludziach to, ze oni sami zachowują się jak urodzeni hipokryci. mówią, ze to 'dusza' jest wazna, a sami sa materialistami. to oczywiscie najbardziej skrajny przyklad (jak czarnoskóry Żyd o preferencjach nazistowskich ubrany w strój KKK).
po prostu irytująca jest ta "zamkniętosc" innych, zyjących w swiecie "dobrego wychowania" (notabene slyszalemw radiu wypowiedz dzieci o tym wlasnie. ostatnie pytanie najprawdziwsze: -a w czym przeszkadza dobre wychowanie? -w normalnym zyciu).
i ludzie bazując na samym obrazie, bo cos ktos tam komus powiedizal i uprzedzil lub po jednym czynie rzutują na caly stosunek do tejze osoby. i osoba ktora zachowuje sie jak ostatni kretyn moze sie interesowac psychologią (w rozumieniu ogólnej tendencji zachowaczej ludzi) i rozwiązywa zadania z Mensy. a zachowuje sie tak, bo robi to swiadomie i wie, ze moze. a ludzie nie patrza na Mensę, na psychologów, a na to, ze np robi glupie zarty... to mnie wnerwia.
Source napisał/a:
Związki to indywidualne, niczym konkretnym nie umotywowane WIDZI MI SIĘ. Nie ma podstaw by istnieć, i póki mi ktoś tych podstaw nie wymieni, będę za bezsens uważał. Sama wewnętrzna "niezrozumiała potrzeba"mi nie wystarcza. Jak mogę zrozumieć kogoś, kto sam siebie zrozumieć nie potrafi?
wlasnie sie zastanawiam po co ludize sie ze sobą parzą. wniosek najprostszy, wykreowany przez kulturę - by się kochac i wspolnie zyc. ale do tego jest w cholere mnostwo pytan, ktore i tak dojdą do innego, ukrytego za dyktą wniosku, ze dla wlasnych egoistycznych potrzeb i zachcianek oczywiscie oczekując tego tamtego. stąd tyle rozwodów - niespelnienie oczekiwan i nagla zmiana imaginacji o kims w rzeczywistosc. tak, kazdy ma swoje widzimisię. na tym chyba tylko się buduje związki...
nieokreslona/niezrozumiala potrzeba to wynik nieumiejetnosci okreslenia tego w slowa, ubrania w taki sklad slow, ktory najwierniej oddawalby sytuację [i tu obnazamy wadę opisu i języka].
_________________ poprzedni opis dotycył dawnej sytuacji politycznej. teraz właściwszy byłby: jak nie sraczka to tarczka...
Dominican, czasem, a raczej często, mam wrażenie, że sam stwarzasz sobie problemy.
a żeby nie było OT"
Samotność?
nie odczuwam, od dawna.
jeśli chcesz być samotny to będziesz. mam wrażenie, ze to bierze się z nas, a nie z otoczenia.
_________________ poznam Cię po zapachu snów, po tęsknocie w Twoich oczach, którą gasi widok mój
tak, kazdy ma swoje widzimisię. na tym chyba tylko się buduje związki...
Jak zwykle od tyłu, jak zwykle słowami kogoś innego.
Koniec końców kocha się swą żądzę, a nie to, czego się pożąda - Nietzsche.
Dominican napisał/a:
irytuje mnie jednak w ludziach to, ze oni sami zachowują się jak urodzeni hipokryci.
Najzabawniejsze jest to, że ja sam, gdy denerwowałem się na innych, przestałem zauważać to, jakim sam hipokrytą jestem. Gdy to dostrzegłem, poczułem się o niebo lepiej. Kurde, też popełniam błędy! Też mogę się mylić! Też mogę być niespójny, by dalej
do spójności dążyć.
Potrafisz wskazać człowieka, który swoimi czynami własnym ideałom nie zaprzecza?
Dominican napisał/a:
chyba w "umysle" bandlera byl dzial o niejasnosciach
Tia, zakamuflowanie niewiedzy za zasłoną submodalności. IMHO nie tędy droga. Dalej takie kontrasty mogę powodować problemy na niższych poziomach neurologicznych. Bardziej widzi mi się tutaj Core Tranformation, 6 Step Reframing i unifikacja "cząstek" osobowości. To jednak moja prywatna, niepodparta wielkim doświadczeniem opinia.
Dominican napisał/a:
partnerstwa. bliskiego. osoby, z ktora mozna porozmawiac ot tak i przytulic.
Z braku pomysłów spowodowanych niekorzystnymi warunkami takimi czy innymi, przytoczę, jeszcze świeżą, historyjkę przyjaciela.
Miał fajną, dwu krotną, satysfakcjonującą dla obojga przygodę z pewną niewiastą. Niezobowiązującą, wolną, swobodną, lekką. Podczas szkolnej wycieczki do Grecji chcieli znowu się wspólnie pobawić. Z nieskładnych relacji wynika, że różnica była taka, że dziewczynie swoboda bardzo pasowała. Rama przygody, wolności i spontaniczności ją cechowała. On natomiast angażować się zaczął. To co było piękne przeszło 5dni + 2x w bliżej nieokreślonym przedziale czasowym, zostało zniszczone w przeciągu jednej chwili. Próba przywłaszczenia sobie i zatrzymania uczuć, emocji, wspomnień, o osobie nie wspominając.
Według większości mistyków, szczęście daje kreacja. Odbębnianie seksu małżeńskiego 3x w tygodniu jest raczej uwarunkowaniem, aniżeli spontanicznością. Czerpanie korzyści z relacji ni jak też może się równać do ich budowania.
Bu cieszyć się drugą osobą, wcale nie trzeba formalizować relacji. Przestraszyć się przeszłości, spojrzeć na wspaniałą teraźniejszość i z rzutować ją na przyszłość, to właśnie ogólna idea związku.
caessa napisał/a:
Dominican, czasem, a raczej często, mam wrażenie, że sam stwarzasz sobie problemy.
Pewne sytuacje można raczej jako problemy postrzegać, niż raczej je z niczego tworzyć. Inne ma potrzeby, inny sposób do ich realizacji, coś w tym złego?
Wiek: 18 Dołączyła: 31 Mar 2006 Posty: 4499 Skąd: Kraków
Wysłany: 31-07-2008, 12:37
Source napisał/a:
Szanuje bardziej przeciętną dziwkę od przeciętnego katolika dlatego, że z tej pierwszej jest pożytek.
caessa napisał/a:
Dominican, czasem, a raczej często, mam wrażenie, że sam stwarzasz sobie problemy.
Jak każdy, problemy zawze rodzą się w naszej głowie, pojawiają się wówczas gdy nasze życie odbiega od naszego wyobrażenia o nim. Nic nie musi być problemem dopóki sami nie obdarzymy tego tą rangą. Tak samo sami decydujemy keidy cos przestaje byc problemem, poprzez akceptacje, zmiane wizji, lub osiągnięcie czegoś co go likwiduje. Samotność? Nie byłabym w stanie przejsc przez zyci samotnie, nie mowie tu jednak o braku partnera. Niestety, od bliskości, zaangażowania już się uzależniłam i syzbko tego nie zmienię, bo tez wcale nie chce.
_________________ Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam wrażenie że się pomyliłem - O. Wilde
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum