Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8886 Skąd: Kraków
Wysłany: 17-05-2008, 18:50 konkubinat, życie "na kocią łapę"
Dzisiaj, około 4 nad ranem obudziłam się po solidnej migrenie, a potem nie mogłam już zasnąć.
Ponieważ wszystkie myśli w mojej głowie zaczynają się od K. i na nim kończą, zaczęłam w końcu myśleć na temat "konkubinatu", w którym trwam już od 11 miesięcy
Postanowiłam założyć temat na ten temat, mam nadzieję, że jeszcze go nie było.
Od prawie pół roku właściwie mieszkam u K. i zastanawiamy się razem, kiedy i który sąsiad doniesie do spółdzielni, że K. ciągle płaci czynsz za jedną, a nie dwie osoby.
Nie myślimy na razie o "legalizacji" naszego związku, co więcej, ja uważam, że wyrażenie "legalny związek" jest dziwne.
Mam rozumieć, że związek, który trwa więcej niż 2-3,5-10 lat, bez ślubu i dzieci jest uważany za "nielegalny"? Jakim prawem i kto ma mi dyktować, kiedy mam wyjść za mąż? Państwo, społeczeństwo? Przecież to moja prywatna sprawa!
Dla mnie to tylko norma kulturowa, że ludzie w pewnym momencie się żenią, czy wychodzą za mąż. W pewnym momencie ludzie dochodzą na ogół do wniosku, że "wypada" wziąć ślub.
Do jakiego momentu ludzie są w "związku", i jaka jest górna tego granica?
W którym momencie, po ilu latach bycia razem, waszym zdaniem, zaczyna się konkubinat i co myślicie o życiu razem bez jakiegokolwiek papierka?
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9546
Wysłany: 17-05-2008, 19:11
Właśnie sama ostatnio się nad tym zastanawiałam, a to głównie z tego względu, że jestem wielką przeciwniczką ślubów, w szczególności ze mną w roli głównej.
Wg mnie brakuje tu jedynie jakiejś przyzwoitej nazwy na trwały związek bez ślubu, bo samo słowo konkubinat kojarzy mi się z menelstwem .
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8886 Skąd: Kraków
Wysłany: 17-05-2008, 19:22
dkf napisał/a:
samo słowo konkubinat kojarzy mi się z menelstwem .
Taki obraz wytwarzają media.
Wiadomo przecież, że przypadki pobić, czy alkoholizmu w "normalnych" rodzinach się nie zdarzają.
Dołożyć do tego słowo "konkubinat" i już mamy gotowy cały obraz takiego związku w głowie.
Znany stereotyp.
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9546
Wysłany: 17-05-2008, 19:27
Wiem że stereotyp i sprawa mediów, ale nic nie poradzę że samo słowo ma dla mnie wydźwięk negatywny.
W przeciwieństwie do samego związku, bo ten akurat jest jak dla mnie bardzo pozytywna sprawą i kojarzy mi się dużo bardziej pozytywnie niż małżeństwo, może z tego powodu że nie ma wielkich spektakularnych rozstań, takich jak rozwód i trwania ze sobą, ze względu na ten papierek i problemy, koszty rozejścia się.
No niestety określenia takie jak konkubinat czy "życie na kocią łapę" ma dla sporej części ludzi zabarwienie pejoratywne...w zapisie prawnym musi być to jakoś nazwane, choć dla mnie nazwa konkubinat czy związek nieformalny czy jakkolwiek inaczej by sobie tego nie ujął to właśnie tylko próba określania czegoś co nie ma jakichś sztywnych ram...nie znalazłam nigdzie takiej informacji, bo z ciekawości trochę o tym poczytałam po jakim czasie związek dwójki ludzi można zacząć określać jako konkubinat...to ciekawe swoją drogą czy istnieje w ogóle taka granica czasowa...jak będę miała możliwość to podpytam z ciekawości kogoś kompetentnego w tym temacie, no chyba że tutaj ktoś doszuka się takiej informacji i poda wcześniej.
Hmm podejrzewam, że ludzie (oprócz tych którzy czują taką wewnętrzną potrzebę, żeby dla samych siebie związek zalegalizować) robią to między innymi ze względu na opinię osób wśród których żyją, czy też dlatego, żeby było im łatwiej dochodzić pewnych praw czy przywilejów.
Hmm co do mnie samej to myślę o ślubie gdzieś w przyszłości...nie wynika to raczej u mnie z potrzeby złożenia przysięgi przed Bogiem...może bardziej chodzi o te kwestie prawne...łatwość załatwiania i regulowania pewnych spraw...to trochę wygodne...na pewno...jednakże nie miałabym nic przeciwko a nawet jestem bardzo za wspólnym pomieszkaniem sobie przez dłuższy czas z partnerem, z którym będę chciała wiązać swoją przyszłość....takie sprawdzenie jak wygląda wspólne mieszkanie może o wielu rzeczach zadecydować i pomóc uniknąć dalej jakichś błędów (wśród których może być i nieprzemyślane małżeństwo)
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Hmm podejrzewam, że ludzie (oprócz tych którzy czują taką wewnętrzną potrzebę, żeby dla samych siebie związek zalegalizować) robią to między innymi ze względu na opinię osób wśród których żyją, czy też dlatego, żeby było im łatwiej dochodzić pewnych praw czy przywilejów.
Ja właśnie sądzę, że większa część ludzi biorących ślub jest tak zauroczona partnerem, iż chce się z nim połączyć na wszelkie sposoby. Wydaje mi się, że niewielka część robi to, bo jest im "głupio".
_________________ Black is like the silence of the body after death, the close of life.
Kandinsky
Hmm podejrzewam, że ludzie (oprócz tych którzy czują taką wewnętrzną potrzebę, żeby dla samych siebie związek zalegalizować) robią to między innymi ze względu na opinię osób wśród których żyją, czy też dlatego, żeby było im łatwiej dochodzić pewnych praw czy przywilejów.
Ja właśnie sądzę, że większa część ludzi biorących ślub jest tak zauroczona partnerem, iż chce się z nim połączyć na wszelkie sposoby. Wydaje mi się, że niewielka część robi to, bo jest im "głupio".
Jasne takie zauroczenie partnerem też może być kolejnym powodem, jak i to, że powiedzmy dwójka ludzi wpadła, więc skoro dziecko to wypadałoby i wziąć ślub...a co do tej legalizacji, bo "głupio" to wiesz nie twierdzę, że wszyscy tak mają, ale skoro są osoby, które mają takie ciśnienie ze strony otoczenia, że są sami a wypadałoby już kogoś mieć w "tym wieku", że biorą sobie pierwszą lepszą osobę i się z nią wiążą (znam takie przypadki osobiście)...to jest też możliwość, że pary legalizują związek żeby uniknąć gadania ze strony ludzi i komentarzy życzliwych sąsiadek w stylu "No tak bo oni to na kocią łapę a przecież to sodoma i gomora i nie po bożemu zupełnie"
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
to jest też możliwość, że pary legalizują związek żeby uniknąć gadania ze strony ludzi i komentarzy życzliwych sąsiadek w stylu "No tak bo oni to na kocią łapę a przecież to sodoma i gomora i nie po bożemu zupełnie"
Teoretycznie tak jest i masz rację, ale wiesz... nie wyobrażam sobie kim trzeba być by sugerować się opiniami starych, znudzonych plotkar.
_________________ Black is like the silence of the body after death, the close of life.
Kandinsky
Kim? wrażliwym na opinię społeczną człowiekiem...nikim ponadto...niektórzy mają naprawdę silną potrzebę aprobaty społecznej...może już nawet nie jeśli chodzi o te plotkary, ale często taką presję stwarza rodzina.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Dołączył: 01 Lut 2008 Posty: 61 Skąd: Z podkładki.
Wysłany: 18-05-2008, 11:39
Elektroniczna napisał/a:
Od prawie pół roku właściwie mieszkam u K. i zastanawiamy się razem, kiedy i który sąsiad doniesie do spółdzielni, że K. ciągle płaci czynsz za jedną, a nie dwie osoby.
No to może ich uprzedźcie?
_________________ "I always tell the truth... Even when I' lie."
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8886 Skąd: Kraków
Wysłany: 18-05-2008, 12:21
E5 napisał/a:
Myślę, że jest to sprawa całego osiedla. Czynsz, nie wasz związek.
Póki co jeszcze się do niego nie wprowadziłam i niczego nie reguluję prawnie.
Jego sąsiedzi wiedzą, kiedy wchodzę, kiedy wychodzę, jak wyglądam, a ja o nich nic- bo ja nie podglądam ich przez wizjer
Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że nie podsłuchują przez ścianę, kiedy się kochamy i nie liczą, ile razy w miesiącu. Sodoma i Gomora.
Elektroniczna napisał/a:
wypadałoby już kogoś mieć w "tym wieku", że biorą sobie pierwszą lepszą osobę i się z nią wiążą (znam takie przypadki osobiście)..
Jezu. Nie chciałabym być z kimś ze świadomością, albo, gorzej, bez świadomości, że ten ktoś szuka kogoś, byle tylko mieć.
Elektroniczna napisał/a:
często taką presję stwarza rodzina.
Życie pod dyktando innych, nie może być szczęśliwe.
Rodzina zawsze uważa, że chce dobrze.
Zwłaszcza mamusie i tatusiowie.
Nie wiem, jak będzie w mojej sytuacji- rodzice K. uważają ciągle, że weźmiemy ślub kościelny (po co? po to, by tylko im było miło? żeby dostać prezenty ślubne?) i będziemy żyli po bożemu.
Nie wiem, jak przyjmą do wiadomości, że jeśli kiedyś będzie ślub, to tylko cywilny, i że nie zamierzamy przyjąć ich recepty na życie.
Jest dobrze, tak jak jest.
yyyy... a o czym?
Czy to jest ich, czy nasza sprawa?
Myślę, że jest to sprawa całego osiedla. Czynsz, nie wasz związek.
Przecież rachunki (woda, gaz itd) płaci się oddzielnie.
Rozumiem, że jakby chłopak Gabi trzymał w domu 3 kozy i miał harem mogłoby to przeszkadzać sąsiadom, ale to, że mieszka z dziewczyną? Bez przesady.
[ Dodano: 18-05-2008, 13:48 ]
Ślub cywilny pewnie wezmę, kościelny- naturalnie nie. Z resztą odpowiednio się zabezpieczę na wypadek, jakby rodzice mojego wybranka naciskali, skutecznie uniemozliwiając sobie wzięcie ślubu czy jakiekolwiek inne życie kościelne
_________________ Ostatnio trochę OTuję o penisie!
Mam rozumieć, że związek, który trwa więcej niż 2-3,5-10 lat, bez ślubu i dzieci jest uważany za "nielegalny"?
Ale on jest nielegalny. W swietle prawa.
Poza tym. Ludzie uwielbiaja oceniac, sadzic innych. By miec temat do rozmow. Uwielbiaja dyskredytowac innych ze swoistej zazdrosci... Najczesciej najgorzej o konkubinacie wypowiadaja sie albo osoby skrajnie konserwatywne albo te ktore sie hajtnely i sie wiele popsulo w tym momecie.. Bo nie trzeba bylo sie juz starac...
Gabi napisał/a:
Jakim prawem i kto ma mi dyktować, kiedy mam wyjść za mąż?
prawem chociazby rodzica, ktory chce najlepiej.. a chodzi de facto o to, zr mu glupio, ze corka/syn zyje bez slubu a cala rodzina krzywo na to patrzy. Prawem jestem starszy wiem lepiej, prawem, jestem stara chcialabym byc na Twoim slubem. I setką innych maniuplacji, ktore maja przycinac mlodych do slubu. A wszytskie biora sie ze starych tradycji w jakich byli wychowani.
Gabi napisał/a:
Państwo, społeczeństwo? Przecież to moja prywatna sprawa!
Grupa spoleczna zwana rodzina. I wlasnie nie. To nie jest twoja prywatna sprawa... Niestety. Jakby sobie czlowiek nie klal na to, to jest sprawa miedzy dwoma rodzinami a nie dwojegiem ludzi... Glupie to strasznie... ale niestety tak sie zbudowalo.
Gabi napisał/a:
W którym momencie, po ilu latach bycia razem, waszym zdaniem, zaczyna się konkubinat i co myślicie o życiu razem bez jakiegokolwiek papierka?
W ktorym momencie? wydawalo mi sie, ze jesli zyje sie ze soba [mieszka, etc] bez slubu to to jest konkubinat. I nie ma granicy ze przez dwa lata nie a potem to juz tak..
ja zyje bez papierka. Od roku prawie.
I choc chcialabym wziasc slub w moim partnerem to nie czuje sie tak jakby ten dzien mial nastapic niebawem. Jestem pod presja mojej rodziny w tym wymiarze. Rodziny nie dosc, ze konserwatywnej to jeszcze wiekowej ktora usiluje na mnie wymoc slub, co dla mnie jest totalna bzdura. Poki co twardo stapam po swoim i tym, ze nie chce brac jeszcze slubu. Ze wiem, ze zyje z czlowiekiem z ktorym chce przejsc przez zycie, ale z legalizacja chcialabym poczekac. I im bardziej sie na mnie naciska tym bardziej jestem na nie
Przekora jest moja natura..
Cala ta pejoratywnosc w postrzeganiu zwiazkow ktore zyja ze soba bez ppaieru wynika z tradycji glownie. I z tego, ze ludziom ciezko zrozumiec, ze ktos chce poczekac. Z egoiztycznej checi osob z boku ktora chce decydowac na mlodych dla wlasnej satysfakcji a nie tej mlodej pary. Ludzi lubia zyc zyciem innym i chca je konrolowac.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum