Wysłany: 12-05-2008, 17:47 Czy wstydzimy się swojej niewiedzy?
Elektroniczna napisał/a:
Gabi napisał/a:
To taki straszny wstyd, czegoś nie wiedzieć?
Wydaje mi się, że to mógłby być temat na osobną dyskusję...dla mnie jest to zjawisko dość negatywne...życie w przekonaniu, że są pewne podstawy, których nieznajomość to największy wstyd i lepiej się nie wychylać i nie robić z siebie "głupka" pytając....lepiej postrzegany jest "głupek" który przytakuje razem z innymi, a tak na prawdę nie wie do czego przytakuje...strasznie mnie to irytuje.
Temat zainspirowany powyższym fragmentem z innej dyskusji...A więc zapraszam do dzielenia się przemyśleniami...Czy wstydzimy się czegoś nie wiedzieć i czy sami swoją postawą promujemy tak charakterystyczny dla naszego społeczeństwa model "głupka", który przytakuje z innymi choć nie rozumie o czy się mówi? Dodatkowo czy nie zauważacie u siebie postawy, która do takiego zachowania niejako zobowiązuje, twierdząc, że są pewne rzeczy tak oczywiste, których wstyd jest nie wiedzieć a jeszcze większym wstydem jest o nie pytać? Temat stworzony troszkę na szybko i być może nie poruszyłam wszystkiego co można by było przy tym temacie już na wstępie, ale liczę na to, iż samo się to jakoś rozwinie.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
To, że ja pytam o wszystko, to chyba żadna nowość. Jakoś nie ruszają mnie opinie tego, co ma chociażby egzystencjalne problemy. Wiedza najłatwiej przyswajalna, to ta przekazywana bezpośrednio przez drugiego człowieka.
Jeśli chodzi o bezsensowne przytakiwanie, zdarza się, ale tylko w kontakcie z niektórymi osobami (np. ojciec). Czasem dla własnego dobra wysłuchać, zgodzić się i wrócić do codziennych zajęć.
Nie lubię pytać o drogę, czy prosić o wyjaśnienie na czym dane zagadnienie polega. Głównie jeśli chodzi o wiedzę ogólną, a nie jakąś szczegółową, bo w przypadku tej drugiej to często proszę koleżankę o miniwykład z biologii.
Jeśli okazuje się, że nie mam pojęcia o podstawowych sprawach (a zdarza się ), to jest mi głupio, bo uważam, że elementarną wiedzę każdy powinien posiadać. I czasami aż dziwię się ludziom, że nie jest im choć trochę wstyd, kiedy mówią, iż dopiero niedawno zorientowali się, że premierem jest Tusk, a przecież oglądają wiadomości.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Ala no ale przecież, żeby móc się zagłębiać w szczegóły trzeba mieć jakąś wiedzę ogólną...chyba, że pytasz o szczegóły tylko jeśli masz jakieś ogólne pojęcie, a w innym przypadku nie starasz się nawet pytać...Ja w sumie też nie lubię czegoś nie wiedzieć i w tej kwestii podchodzę do siebie dość krytycznie (ale wyłącznie do siebie) i w ramach ćwiczeń zadaję na forum pytania nawet o "elementarne" sprawy jeśli czegoś nie wiem...zresztą kurcze to "elementarne" to też kwestia sporna...coś co dla jednego może być podstawą nie musi być dla innego...nawet jeśli teoretycznie po podstawówce powiedzmy wychodzimy z podobną wiedzą.
Source napisał/a:
Jeśli chodzi o bezsensowne przytakiwanie, zdarza się, ale tylko w kontakcie z niektórymi osobami (np. ojciec). Czasem dla własnego dobra wysłuchać, zgodzić się i wrócić do codziennych zajęć.
To nie do końca wiąże się z naszą niewiedzą i mimo, że też nie uważam takiej postawy za dobrą to czasem w odniesieniu do konkretnych osób również ją stosuję...choć zawsze staram się poprzedzić to przynajmniej jedną próbą nawiązania dialogu...no ale nie ze wszystkimi się tak da.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Ostatnio zmieniony przez Elektroniczna 12-05-2008, 19:57, w całości zmieniany 1 raz
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9547
Wysłany: 12-05-2008, 20:31
Mam często tak że nie mam problemu z nauczeniem się czy zrozumieniem skomplikowanych rzeczy, a banalne rzeczy leżą i kwiczą z rozpaczy. Jest mi wstyd tylko jeśli chodzi o takie elementarne zagadnienia. Chodź juz nauczyłam sie z siebie śmiać głównie jeśli chodzi o takie sprawy których i tak wiem że się nie nauczę.
Przytakiwanie naprawdę rzadko mi się zdarza, najczęściej jeśli chce żeby ta osoba dała mi już spokój i nie zagłębiała się w dany temat.
Tylko, że z tym przytakiwaniem bardziej chodziło mi o coś innego...ładnie zilustruje to chyba cytat, którym ostatnio tak rzucał na lewo i prawo jeden z użytkowników forum...cytat ten wprawdzie w swoim wydźwięku ma zwrócić uwagę na co innego, ale pokaże mam nadzieję to o co mi chodzi.
Lepiej milczeć i wydawać się głupim, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.
To jest często widziane na zajęciach...gdy prowadzący pyta się powiedzmy "Czy znacie państwo tego to a tego człowieka (tu pada nazwisko)?...jest to postać bardzo ważna" i prawie wszyscy nagle jak jeden mąż zaczynają kiwać głowami...w takich momentach zawsze zastanawiam się ile z tych osób tak naprawdę wie o kogo chodzi...czasem w ramach eksperymentu (bez względu na to czy wiem czy nie wiem) mówię, że ja nie wiem (ku oburzeniu ogółu!)...i kiedy prowadzący zaczyna objaśniać sylwetkę owego jegomościa zauważam te oczy i uszy, które rosną, starając się jak najwięcej wychwycić (a czasem nawet ukradkowo zanotować)...zabawne czy może raczej przykre....tak czy inaczej prawdziwe.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Ostatnio zmieniony przez Elektroniczna 12-05-2008, 21:14, w całości zmieniany 1 raz
A gdyby nie istniała taka możliwość, że ktoś Cię o to zapyta kiwała byś głową razem z innymi?
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Ostatnio zmieniony przez Elektroniczna 12-05-2008, 21:44, w całości zmieniany 1 raz
Ala no ale przecież, żeby móc się zagłębiać w szczegóły trzeba mieć jakąś wiedzę ogólną...chyba, że pytasz o szczegóły tylko jeśli masz jakieś ogólne pojęcie, a w innym przypadku nie starasz się nawet pytać...
U mnie wygląda to tak, że jeśli nie mam żadnych podstaw w jakiejś dziedzinie, a czuję, iż powinnam mieć jakieś rozeznanie w tej dziedzinie to edukuję się sama i wtedy również zapoznaję się ze szczegółami. Jeśli coś mnie już zainteresowało i ktoś ma większą wiedzę ode mnie to chętnie słucham, pytam, proszę o wyjaśnienie.
Po co miałabym pytać o jakieś szczegóły, jeśli nie miałabym ogólnego rozeznania o co chodzi? Zaczynanie z dupy strony, mówiąc brzydko.
Elektroniczna napisał/a:
To jest często widziane na zajęciach...gdy prowadzący pyta się powiedzmy "Czy znacie państwo tego to a tego człowieka (tu pada nazwisko)?...jest to postać bardzo ważna" i prawie wszyscy nagle jak jeden mąż zaczynają kiwać głowami...w takich momentach zawsze zastanawiam się ile z tych osób tak naprawdę wie o kogo chodzi...czasem w ramach eksperymentu (bez względu na to czy wiem czy nie wiem) mówię, że ja nie wiem (ku oburzeniu ogółu!)...i kiedy prowadzący zaczyna objaśniać sylwetkę owego jegomościa zauważam te oczy i uszy, które rosną, starając się jak najwięcej wychwycić (a czasem nawet ukradkowo zanotować)...zabawne czy może raczej przykre....tak czy inaczej prawdziwe.
U mnie jest podobnie na niektórych lekcjach. Na przykład na fizyce. Facet tłumaczy coś dość długo, po czym zadaje pytanie: "Czy jest ktoś, kto nie zrozumiał co właśnie wydarzyło się na tablicy?" - nikt się nie zgłosi, chyba że uczeń piątkowy pytający o jakiś niuansik, o którym zwykła Ala nie ma w ogóle pojęcia. Po chwili facet pyta: "To kto teraz może mi opowiedzieć na czym polega omawiane zagadnienie?" - nikt się nie zgłasza, bo przecież nie wiedzą o co chodzi.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Raczej nie robiłam bym nic, ani żeby pokazać, że wiem, ani że nie wiem. Jakoś niczym nie poparty poklask innych jest mi zupełnie zbędny.
Ty od razu zaznaczyłaś kwestię innych osób w klasie...i mimo iż powiedziałaś o poklasku to wyczuwam w tym większy lęk przed ewentualnym przyznaniem się do niewiedzy...no a gdyby takie potwierdzenie zrozumienia czy też zaprzeczenie traktować jedynie jako informację zwrotną dla nauczyciela (którym o ile dobrze pamiętam również chcesz zostać)...czemu nie traktować tego w takiej kategorii?
Alicja napisał/a:
Elektroniczna napisał/a:
Ala no ale przecież, żeby móc się zagłębiać w szczegóły trzeba mieć jakąś wiedzę ogólną...chyba, że pytasz o szczegóły tylko jeśli masz jakieś ogólne pojęcie, a w innym przypadku nie starasz się nawet pytać...
U mnie wygląda to tak, że jeśli nie mam żadnych podstaw w jakiejś dziedzinie, a czuję, iż powinnam mieć jakieś rozeznanie w tej dziedzinie to edukuję się sama i wtedy również zapoznaję się ze szczegółami. Jeśli coś mnie już zainteresowało i ktoś ma większą wiedzę ode mnie to chętnie słucham, pytam, proszę o wyjaśnienie.
Po co miałabym pytać o jakieś szczegóły, jeśli nie miałabym ogólnego rozeznania o co chodzi? Zaczynanie z dupy strony, mówiąc brzydko.
Teraz już trochę dokładniej wiem o co Ci chodzi. Ale zawsze może się zdarzyć tak, że przy pytaniach szczegółowych gdzieś tam wyjdzie niewiedza co do tych "elementarnych" wiadomości. To już taka uwaga poboczna, a nie czepianie się...możesz coś do tego dodać choć nie musisz
Alicja napisał/a:
Elektroniczna napisał/a:
To jest często widziane na zajęciach...gdy prowadzący pyta się powiedzmy "Czy znacie państwo tego to a tego człowieka (tu pada nazwisko)?...jest to postać bardzo ważna" i prawie wszyscy nagle jak jeden mąż zaczynają kiwać głowami...w takich momentach zawsze zastanawiam się ile z tych osób tak naprawdę wie o kogo chodzi...czasem w ramach eksperymentu (bez względu na to czy wiem czy nie wiem) mówię, że ja nie wiem (ku oburzeniu ogółu!)...i kiedy prowadzący zaczyna objaśniać sylwetkę owego jegomościa zauważam te oczy i uszy, które rosną, starając się jak najwięcej wychwycić (a czasem nawet ukradkowo zanotować)...zabawne czy może raczej przykre....tak czy inaczej prawdziwe.
U mnie jest podobnie na niektórych lekcjach. Na przykład na fizyce. Facet tłumaczy coś dość długo, po czym zadaje pytanie: "Czy jest ktoś, kto nie zrozumiał co właśnie wydarzyło się na tablicy?" - nikt się nie zgłosi, chyba że uczeń piątkowy pytający o jakiś niuansik, o którym zwykła Ala nie ma w ogóle pojęcia. Po chwili facet pyta: "To kto teraz może mi opowiedzieć na czym polega omawiane zagadnienie?" - nikt się nie zgłasza, bo przecież nie wiedzą o co chodzi.
A jak jest z reakcją osób z Twojej klasy na takie osoby (o ile oczywiście się zdarzają i nie mam na myśli tych od "niuansów") które odważą się powiedzieć, że nie rozumieją tłumaczonego zagadnienia...co najważniejsze co Ty myślisz wtedy o takich osobach? (wypowiadać w tym temacie mogą się także inni)
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Czy wstydzimy się czegoś nie wiedzieć i czy sami swoją postawą promujemy tak charakterystyczny dla naszego społeczeństwa model "głupka", który przytakuje z innymi choć nie rozumie o czy się mówi
Myśle ,że wiele osób wstydzi się niewiedzy.
Zazwyczaj udajemu głupka i przytakujemy nie wiedzac o co chodzi,czasme sie tak dzieje keidy kogoś nie słuchamy
Zazwyczaj jeśli czegoś nie wiem to sie pytam,a czasem udaje ze wiem o co biega, a czasme po prostu nie udzielam się w temacie.
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9547
Wysłany: 13-05-2008, 00:34
Elektroniczna napisał/a:
Ty od razu zaznaczyłaś kwestię innych osób w klasie...i mimo iż powiedziałaś o poklasku to wyczuwam w tym większy lęk przed ewentualnym przyznaniem się do niewiedzy...no a gdyby takie potwierdzenie zrozumienia czy też zaprzeczenie traktować jedynie jako informację zwrotną dla nauczyciela (którym o ile dobrze pamiętam również chcesz zostać)...czemu nie traktować tego w takiej kategorii?
Tak naprawdę rzadko zdarza się żeby nauczyciel się pytał czy rozumiemy, a jeszcze rzadziej żebym tedy ja zupełnie nie wiedziała o co chodzi, ale jak już to raczej nie mam problemu z powiedzeniem że nie rozumiem, lecz musi to być coś o czym mam ochotę słuchać (np na fizyce nawet nie ma sensu mówić że się nie umie, ale np na polskim nie raz zdarzało mi się dopytywać). Nie jest to raczej dla mnie kwestia honoru, czy dumy.
Elektroniczna napisał/a:
A jak jest z reakcją osób z Twojej klasy na takie osoby (o ile oczywiście się zdarzają i nie mam na myśli tych od "niuansów") które odważą się powiedzieć, że nie rozumieją tłumaczonego zagadnienia...co najważniejsze co Ty myślisz wtedy o takich osobach? (wypowiadać w tym temacie mogą się także inni)
U mnie w klasie przeważnie przytakiwali tak ci co najmniej wiedzieli i raczej było pewne że nie rozumieją. Przeważnie towarzyszą temu pobłażliwe uśmieszki i komentowanie szeptem do sąsiada z ławki. Mnie z jednej strony takie osoby śmieszą, a z drugiej strony mi ich żal i szkoda.
Dołączył: 01 Lut 2008 Posty: 61 Skąd: Z podkładki.
Wysłany: 13-05-2008, 08:27
Wydaje mi się, że czasami (nawet pewnie częściej) jest tak, że po prostu dany temat nas nie interesuje i łatwiej jest przytaknąć, aniżeli wgłębiać się w szczegóły których przedstawienie i wytłumaczenie pochłonełoby zbyty wiele środków względem ewentualnych późniejszych korzyści.
PS
Elektroniczna napisał/a:
którym ostatnio tak rzucał na lewo i prawo jeden z użytkowników forum... [...] Lepiej milczeć i wydawać się głupim, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.
alanho i Ceemka. Pytanie: kto jest lewakiem? A kto stoi po prawicy Ojca?
_________________ "I always tell the truth... Even when I' lie."
Wiek: 18 Dołączyła: 31 Mar 2006 Posty: 4516 Skąd: Kraków
Wysłany: 13-05-2008, 10:36
Nie wstydzę się swojej niewiedzy. Kazdy z nas cos wie, ja wiem dużo więcej od niektórych z was, a niektórzy z was wiedzą o wiele więcej ode mnie. A wszyscy razem nie wiemy wcale dużo. Im jesteśmy starsi tym bardziej wydaje nam sie ze powinnismy cos wiedziec. Ze to wstyd, bo inni wiedza a my nie. Tymczasem uczymy sie poprzez pytania, najwiekszy stosunkowo zakres wiedzy, wiedzy wprawdzie podstawowej ale zawsze wiedzy, zyskujemy w dziecinstwie. Dzieci nie wstydza sie pytać i pytają o wszystko, czasem wręcz denerwując dorosych swoją dociekliwością.
Alicja napisał/a:
U mnie jest podobnie na niektórych lekcjach. Na przykład na fizyce. Facet tłumaczy coś dość długo, po czym zadaje pytanie: "Czy jest ktoś, kto nie zrozumiał co właśnie wydarzyło się na tablicy?" - nikt się nie zgłosi, chyba że uczeń piątkowy pytający o jakiś niuansik, o którym zwykła Ala nie ma w ogóle pojęcia. Po chwili facet pyta: "To kto teraz może mi opowiedzieć na czym polega omawiane zagadnienie?" - nikt się nie zgłasza, bo przecież nie wiedzą o co chodzi.
Zauważ jednak ze tu, w grę wchodzi jeszcze jeden czynnik, wielu nauczycieli lubi sobie takiego nierozumiejacego delikwenta wziąć do tablicy, aby tam zgłębiał tajniki wiedzy. Choć w zasadzie to mało istotne bo niechęć taka ma podobne podłoze
_________________ Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam wrażenie że się pomyliłem - O. Wilde
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum