Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą? Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Czy zazdrościcie im ? Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
Człowiek nie nauczył się jeszcze, jak poznać piękno samotności. Zawsze tęskni za kimś, zawsze pragnie być z kimś – z przyjacielem, z żoną, z mężem, z dzieckiem... z kimś. Stworzył więc społeczności, kluby, partie, ideologie, kościoły. U podstaw tego tkwi potrzeba, by jakoś zapomnieć o własnej samotności. Będąc powiązanym z tak wieloma tłumami próbujesz zapomnieć o czymś, co pojawia się natychmiast po zapadnięciu ciemności – o tym, że urodziłeś się samotny, że umrzesz samotny, że cokolwiek robisz – jesteś samotny.
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
W jakim sensie zaleta, w jakim wada?
Z punktu widzenia kogo?
Samotny znaczy gorszy? Bo mi osobiscie wady kojarza sie negatywnie.
Pojecie samotnosci jako wady lub tez zalety moge sobie jedynie wyobrazic z punktu widzenia osoby trzeciej ktora chca poderwac osobe samotna uwaza jej samotnosc za zalete, a 'zajetosc' jako wade.
Btw. Jak dla mnie samotnosc nie oznacza, nie bycia w zadnym zwiazku z druga osoba. Osoba samotna jest osoba ktora nie ma wokol siebie nikogo na kim moglaby polegac, czy taka osoba moze to uznac za zalete?
Moim zdaniem bycie singlem, jak i w zwiazku ma swoje wady i zalety, ale osobiscie chcialabym sie zestarzec z kims przy swoim boku.
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Chce mi się ryczeć.
Nie cierpię tego.
Ahhhhhhh........
kamasutra napisał/a:
Czy zazdrościcie im ?
Kiedyś może i zazdrościłam Teraz wychodzę z założenia, że nic nie trwa wiecznie i ich szczęście może sie kiedyś skończyć, może juz niedługo, więc cieszę się, że są szczęśliwi i życzę jak najlepiej.
kamasutra napisał/a:
Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
Wariacje na temat nie.
Niiiie
NIE
Nnnnnniie
Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
NiE
NNNNieee
nienienie
NIEnieNIE
Nieeeeiee
Eh................. nie.
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
Samotność można odczuwać również przy drugiej połówce. A jeśli chodzi o "stan cywilny" to nie rozpatruję tego w kategoriach wady czy zalety, ot jest i tyle.
kamasutra napisał/a:
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Nie siedzę z boku. Często na imprezach moja dobra koleżanka jest ze swoim facetem i jakoś nie wybiegam płakać do łazienki z tego powodu. Przecież nie są moimi jedynymi znajomymi i nie muszę siedzieć z nimi bez przerwy - szanuję to, że czasami wolą posiedzieć sami.
kamasutra napisał/a:
Czy zazdrościcie im ?
Jeśli chodzi o wyżej wymieniana przeze mnie parę, to trochę zazdroszczę stażu.
kamasutra napisał/a:
Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
Moje szczęście nie zależy w takiej mierze od tego czy jestem sama czy mam partnera, aby decydowało o całym moim nastawieniu do świata - nie uśmiecham się tylko wtedy kiedy z kimś jestem. Owszem, miło jest kiedy mam kogoś, ale jak jestem sama to mój świat się nie rozsypuje tylko żyję sobie normalnie.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
Zależy od osoby. Jeśli komuś to przeszkadza to wada, jeśli ktoś to lubi to zaleta.
kamasutra napisał/a:
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Wybranek jest w miarę daleko, więc na ewentualnych imprezach rzeczywiście jestem sama. Jednakowoż nie płaczę i nie stękam z tego powodu, jakoś po prostu nie rusza mnie to. Miło by było, gdyby partner był obok, ale skoro nie może to trudno. A poza tym najważniejsza rzecz, ja po prostu nie chadzam na imprezy itd. ^^
kamasutra napisał/a:
Czy zazdrościcie im ?
Nie zazdroszczę, bo mam kogoś kogo kocham i kto mnie kocha. ^^
kamasutra napisał/a:
Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
Obecnie gdy poznałam jak dobrze jest być z obecnym partnerem byłabym cholernie nieszczęśliwa sama, ale gdy byłam sama przed poznaniem jego było dobrze. Nie narzekałam, chociaż co ja w sumie mogłam przeżyć przez tak krótki okres czasu. ^^ Ale z nim lepiej, niż bez niego.
_________________ Black is like the silence of the body after death, the close of life.
Kandinsky
A czy zauważyłyście/zauwazyliście ze osoby które sa w parach nie rozumieją singli którzy uważają że nie potrzebują teraz nikogo, nie są jakimiś desperatami?
Ja zauważyłam ze oni myślą ze nas nikt nie chce bo jestesmy jacyś pierodolnięci albo co innego.
Nie rozumieją że ktoś chce kochac kogoś a nie mieć kogoś tak o żeby sobie był.
[ Dodano: 01-05-2008, 21:25 ]
kreska napisał/a:
Samotny znaczy gorszy?
moja siostra tak uważa o_O
Alicja napisał/a:
Przecież nie są moimi jedynymi znajomymi i nie muszę siedzieć z nimi bez przerwy - szanuję to, że czasami wolą posiedzieć sami.
no tak tak
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
A czy zauważyłyście/zauwazyliście ze osoby które sa w parach nie rozumieją singli którzy uważają że nie potrzebują teraz nikogo, nie są jakimiś desperatami?
Nikt mnie na siłę nie swata i w ogóle nie zauważyłam tego problemu. Prędzej moje koleżanki cierpiące niezmiernie z powodu braku miłości ciągle stękają: "A tobie to dobrze, bo masz chłopaka, a ja taka sama jestem ciągle." - bokiem człowiekowi wychodzi.
Cytat:
Ja zauważyłam ze oni myślą ze nas nikt nie chce bo jestesmy jacyś pierodolnięci albo co innego.
Nie rozumieją że ktoś chce kochac kogoś a nie mieć kogoś tak o żeby sobie był.
Tak to jest jak czyjeś życie kręci się tylko wokół jednego.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Prędzej moje koleżanki cierpiące niezmiernie z powodu braku miłości ciągle stękają: "A tobie to dobrze, bo masz chłopaka, a ja taka sama jestem ciągle." - bokiem człowiekowi wychodzi.
tak jest czesto, tez należałam /naleze do takich osób.
Chyba z wiekiem zrozumialam że nie warto szukać na siłę, jak się znajdzie to znajdzie,ale też nie zamykać sie w sobie.
ja mam naprzykład znajomego ktory umiera jak nie ma od miesiaca dziewczyny o_O
Ciągle narzeka...
I mi sie ciągle pyta dlaczego nie chce nikogo ,i najlepiej by bylo jakbym się zgodzila z nim być
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
Ostatnio zmieniony przez kamasutra 01-05-2008, 21:56, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8896 Skąd: Kraków
Wysłany: 01-05-2008, 22:51
kamasutra napisał/a:
Czy samotność, brak drugiej połówki wydaje się wam zaletą czy też wadą?
Nie jest ani wadą, ani zaletą, bo moje życie nie skupia się tylko na tym, by sobie kogoś znaleźć. I w jednym i drugim można znaleźć jakieś zalety.
Teraz, kiedy jestem w związku od 10 miesięcy, i gdyby przyszło nam się na jakiś czas rozstać, wiem, że nie wytrzymałabym za długo AKURAT bez niego- konkretnej osoby.
Moje życie "samotne" nie różni się zbytnio od życia z X.
kamasutra napisał/a:
Co robicie kiedy wasi znajomi bawią się ze swoimi partnerami a Wy siedzicie z boku i przyglądacie się temu wszystkiemu.
Czy zazdrościcie im ?
Byłam kiedyś zazdrosna, ale przeszło mi z wiekiem.
kamasutra napisał/a:
Czy czujecie sie szczęśliwi sami?
Hm, X. jest właściwie moim dopełnieniem do pełni szczęścia.
Może powiem inaczej- nie wiedziałam, jak szczęśliwa mogę być, dopóki nie poznałam jego
Obecnie gdy poznałam jak dobrze jest być z obecnym partnerem byłabym cholernie nieszczęśliwa sama, ale gdy byłam sama przed poznaniem jego było dobrze.
O dokładnie, dokładnieeee.
Zauważyłam, że to właśnie osoby, które już w miarę długi czas są ze swoją połówką, albo przechodzą z jednego związku od razu do następnego nie mogą zrozumieć jak ktoś może być sam. Im się to po prostu nie mieści w głowach, bo przyzwyczaili się już do stanu 'we dwoje'
Jednak gdy w związkach jest sie krótko, potem przez jakiś czas jest się 'singlem' bawiąc się w tym okresie przeciwną płcią i z przeciwną płcią, samotność (w sensie braku drugiej połówki) aż tak nie doskwiera, bo dostrzega się zalety i wady obu stanów. Natomiast permanentni 'parowcy:P', uważają posiadanie partnera za priorytet nad priorytetami i wszelkie rozmowy kierują na tory związków Np muszę przyznać, że gdy jestem ze znajomymi, którzy częściej bywają singlami niż są w związkach, to rzadziej wypytają o sprawy typu "jesteś z kimś?, a jak się poznaliście?, jak on/ona wygląda?, to coś poważnego?, dlaczego jesteś sam/a?, nie myślisz że powinieneś/naś kogoś mieć?, może zeswatam cię z..."
Generalnie wiem, że oni robią to z dobrego serca:>, ale np na imprezach wolę bawić z singlami, właśnie dlatego, że nie zadają niewygodnych pytań, które potrafią zadawać związkowcy, które dla osoby samotnej są raczej wkurzające. Ile razy można odpowiadać na pytanie, 'tak jestem w tym momencie życia sam' na to związkowiec odpowiada "och jej...może cię z kimś zapoznać...?", "tak poproszę, bo jestem kurna biedny i samotny, zastanawiam się czy się nie pociąć nożem elekterycznym -.-"
Boszz.
Generalnie jestem jak najbardziej za byciem w związku, jednakże jak już się przyzwyczaimy do dzielenia się sobą z partnerem, powtórna samotność będzie dla nas nie do przejścia i podświadomie będziemy szukać następnego partnera, bo czegoś nam w życiu będzie brakowało. Co więcej! Posiadanie partnera może wydać nam się czymś tak pięknym, że będziemy litować się nad każdym kto go nie ma. Co niestety dobre nie jest. Szczególnie dla tych drugich, bo wtedy czują się jeszcze bardziej wyobcowani.
Dlatego jak chce się z kimś być, to najlepiej trafić raz a dobrze(żeby samotność rozumiana jako brak drugiej połówki nas już nigdy nie dopadła:P) iii trafić na takiego partnera w momencie, kiedy bycie singlem już nas nie bawi A różnych ludzi, w różnym wieku bawią różne rzeczy i stany, dlatego myślę, że samotność jako taka (tzn czasowy brak partnera) niesprawiedliwie jest uważana za stan wręcz ułomny społecznie^^
_________________ Życie to 10% tego, co nam się przydarza i 90% tego, jak na to reagujemy. Nasze podejście jest wszystkim. Nie ma innego wyjścia. Koniecznie musisz się dobrze bawić.
Ostatnio zmieniony przez akukaracza 02-05-2008, 00:01, w całości zmieniany 1 raz
A czy zauważyłyście/zauwazyliście ze osoby które sa w parach nie rozumieją singli którzy uważają że nie potrzebują teraz nikogo, nie są jakimiś desperatami?
Nie zauwazylam.
Zauwazylam cos innego.
Kiedy ja bylam w zwiazku a moja kolezanka nie, miala caly czas do mnie pretensje, ze nie mam dla niej czasu. Nie pomagaly tlumaczenia, ze musze teraz dzielic ten czas na dwie osoby co najmniej.
Teraz gdy Ona jest w zwiazku, praktycznie niemozliwoscia jest sie z nia umowic gdzies na dluzej, no moze na polgodzinny spacer umowiwszy sie kilka dni wczesniej.
W sumie nie mam jej tego za zle, ze nie ma czasu.
Tylko przypomnialam jej jakie miala do mnie o to pretensje i jeszcze sie obrazila eh.
Szkoda slow, to dluzsza historia rozpadajacej przyjazni gdy drogi ludzkie sie rochodza
Kiedy ja bylam w zwiazku a moja kolezanka nie, miala caly czas do mnie pretensje, ze nie mam dla niej czasu. Nie pomagaly tlumaczenia, ze musze teraz dzielic ten czas na dwie osoby co najmniej.
mi się własnie wydaje że to sa pretensje bez sensu,ale ciązko to komuś przetłumaczyc kto jest sam. Szkoda ,ze ludzie nie roumieją że ktoś chce być z ta drugą połówką.
_________________ Pewnej nocy księżyc, widząc jej samotność, zapytał:
- Nie męczy Cię to czekanie?
- Trochę. Ale nie mogę się poddać...
Nie rozumieją że ktoś chce kochac kogoś a nie mieć kogoś tak o żeby sobie był.
Bierz pod uwagę, że dla niektórych to synonim. Z analizy pamiętników Casanovy wnika, że on kochał i potrafiłby poświęcić się dla każdej, ze swoich kobiet. To nie było posiadanie, to była szczera spontaniczna miłość, która swoją magią przyciągała kolejne niewiasty. Mu zapewne też trudno byłoby zrozumieć singla, bo miłość spotykał w spożywczym, w kościele, na ulicy, w parku, w porcie. Co to za człowiek, który nie poddaje się miłości?
Mniej uogólniaj moja droga, będzie Ci prościej zrozumieć innych.
Akuka napisał/a:
którzy częściej bywają singlami niż są w związkach, to rzadziej wypytają o sprawy typu "jesteś z kimś?, a jak się poznaliście?, jak on/ona wygląda?, to coś poważnego?, dlaczego jesteś sam/a?, nie myślisz że powinieneś/naś kogoś mieć?, może zeswatam cię z..."
Kwestia wychowania sobie znajomych, jak i umiejętności obrony. Z perspektywy trzeciej osoby można powiedzieć, że się obnoszę z tym, że jestem singlem do grobowej deski. Traktuje niedelikatnie "parowców" wyciągając ich wszystkie osobiste niedoskonałości i niedopasowania. Ludzie naprawdę nie lubią rozmawiać ze mną o związkach bo:
"Rafał, czy Ty zawsze musisz mówisz w taki sposób bym poczuł/a się niezręcznie?"
Akuka napisał/a:
'tak jestem w tym momencie życia sam' na to związkowiec odpowiada "och jej...może cię z kimś zapoznać...?"
Mam takie wrażenie, że zbyt poważnie traktujesz życie osobiste, związki i tym podobne. Powaga zabija powoli. Czemu by nie odpowiedzieć: "Tak! Chcę się uzależnić od drugiej osoby! Bo wiesz, już mam dość tego rozwoju osobistego, nauki, spełniania własnych marzeń. Wolę, tak jak wy, wpaść w miłość, udawać, że ta osoba jest kolejną drugą połówką mojej duszy." Albo po prostu wstań, podejdź do najfajniejszego faceta na sali i zapytaj czy postawi Ci drinka. Wróć ze zdobycznym alkoholem do natrętów i z cynicznym uśmiechem zaatakuj ich słowami. "Dziś będę go pieprzyć całą noc."
Akuka napisał/a:
które potrafią zadawać związkowcy, które dla osoby samotnej są raczej wkurzające.
To działa w drugą stronę. Nie tylko single mają niewygodne tematy. Każdy zaetykietowany człowiek ma w sobie coś, co mu do etykiety nie pasuje, i źle się z tym czuje. "Skoro jestem dobrym partnerem/ojcem/synem/polakiem/uczniem, etc, nie powinienem robić tego, tamtego i owego." Wystarczy takie coś naświetlić i już mamy kolejną osobą, która z nami rozmawiać nie lubi. Kwestia braku hamulców i umiejętności nabijania się z ludzi.
Akuka napisał/a:
jednakże jak już się przyzwyczaimy do dzielenia się sobą z partnerem
Miłość to bardzo fajna rzecz. W każdym języku przeżywa się ją inaczej. Że przytoczę tylko angielskie "wpaść w miłość" niczym do czarnej dziury. Miłość powinna wznosić i uskrzydlać, a nie ściągać na dół. Miłość chyba nie powinna być kolejnym bagażem, brzeniem, które trzeba nieść mimo woli, a mam wrażenie, że niektórzy ludzi tak ją właśnie postrzegają. Miłość ich ogranicza. Kocham więc mogę to, ale nie mogę już tego, tego, tego i jeszcze tego. Ujemny bilans.
Czy dzielenie się sobą to odpowiednia strategia?
Akuka napisał/a:
Dlatego jak chce się z kimś być, to najlepiej trafić raz a dobrze
Ograniczasz wtedy możliwość wyboru. Tworzy się wtedy niewygodne i destrukcyjne generalizacje. Można trafić na romantycznego kochanka, który po ślubie staje się kawałem skurwysyna. O ile mamy kontrast w fazie przed związkowej, to w związku znamy tylko jeden przypadek, i nie mamy z czym go porównać.
Akuka napisał/a:
Szczególnie dla tych drugich, bo wtedy czują się jeszcze bardziej wyobcowani.
Życie to 10% tego, co nam się przydarza i 90% tego, jak na to reagujemy. Nasze podejście jest wszystkim. Czy to nie Twój podpis?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum