Jak byłam w gimku to musiałyśmy z koleżanką zrobić konia trojańskiego z tektury i poprzyklejać zapałki żeby wyglądał jak z drewna, i kleiłyśmy butaprenem w zamkniętym pokoju, z zamkniętym oknem przez kilka godzin.
Ale faz nie miałyśmy ;] tylko głowa strasznie bolała.
W każdy poniedziałek przed Literaturą Muzyczną wącham klej.
Potem gadam na lekcji o notacji średniowiecznej i muzyce starozytnej Grecjii.
Nawijam tak całą lekcje do czasu az klej przestanei działać.
wtedy pytam sie Pani czy mogę wyjśc na chwilę, biorę ze soba torbę i wciągam klej w toalecie.
jak zaczyna znowu dziaąłc to wracam i gadać o dodekafonii.
Jadę po Pendereckim i chwale Kilara.
Na koniec lekcji Pani mówi "Kamila nie wdychaj juz kleju" ale ja się jej nie słucham i robię tak co tydzień.
dla mnie ten kto wacha klej jest degeneratem, masakra, jak mozna cos takiego robic, co jest w tym przyjemnego i fascynujacego ze to robicie, przeciez zatruwacie swoj organizm
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum