Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 1026 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 02-04-2008, 16:16
Myśle, że często tak jest, iż ludzie się odkochują i są ze sobą z przyzwyczajenia. Ale też bywa, że kochają się, ale myślą, że to przyzwyczajenie i się rozstają, by naprawdę zrozumieć, że się kochają. Plątanina.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Myśle, że często tak jest, iż ludzie się odkochują i są ze sobą z przyzwyczajenia. Ale też bywa, że kochają się, ale myślą, że to przyzwyczajenie i się rozstają, by naprawdę zrozumieć, że się kochają. Plątanina.
taaa.......
coś chyba jest w tym że ludzie sie do siebie przywyczajają,ale taka juz kolej rzeczy,ja mam nadzieje ,że moja milośc nawet jesli przeobrazi sie w przyzwyczajenie to nie będe z tego powodu nieszczęśliwa,
Ostatnio zmieniony przez kleopatra2 02-04-2008, 20:04, w całości zmieniany 1 raz
Imię: Anna
Wiek: 17 Dołączyła: 20 Lip 2007 Posty: 3277
Wysłany: 03-04-2008, 18:32
Mhm, podobno po dwóch latach "zwykle" miłość przeradza się w przyzwyczajenie. Tak gada moja siostra. Pierdoły jak dla mnie, sprawa indywidualna. Pewnie miłość może się nawet nigdy nie stać przyzwyczajeniem i sobie tego życzę.
_________________ Żyć, błądzić, padać, triumfować, odtwarzać życie z życia!
Myśle, że dobrze Twoja koleżanka zrobiła, bo skoro go nie kocha po co się mają nawzajem oszukiwać? On z pewnością znajdzie "wybrankę swojego życia", ona z pewnością ponownie się zakocha. Możliwe jest odkochanie, ale na pewno nic nie dzieję się od tak po prostu. Najgorsze w zwiazku jest przyzwyczajenie i nuda,monotonia bo to często przekształca się w niechęć do drugiej osoby, a potem w odrzucenie. Mówią, ze kocha się mimo wszystko, lecz to raczej zbyt wyidealizowane stwierdzenie.
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
Mhm, podobno po dwóch latach "zwykle" miłość przeradza się w przyzwyczajenie.
Mnie się wydaje, że to raczej kwestia związania się na poziomie przyzwyczajenia. A nie, że miłość zanika a pojawia się przyzwyczajenie.
Nie mówię też, że tak się nie dzieje... Ale znam pary które są ze sobą lata długie i które wiedzą, że są do swojej obecności w życiu przyzwyczajone ale kochaja się nadal, tyle, że dojrzalej niż np. na początku
ale kochaja się nadal, tyle, że dojrzalej niż np. na początku
Co masz na myśli mówiąc dojrzalej? Pomińmy fakt, że nadal nie wiem czym jest obdarowywanie jednostki tym pięknym uczuciem.
Z biologicznego punktu widzenia, statystycznie po 3 latach następuje "przyzwyczajenie". Czym ono jest? Habituacja, przyzwyczajeniem się do bodźca, którym w tym wypadku są hormony. Żeby tego było mało, po tych 3 latach wytwarza się ich znacznie mniej. Nie dość, że ich wpływ odczuwamy słabiej, to ich ilość ubywa - kataklizm.
O ile hormony to trochę zagmatwana sprawa, to z habituacją można sobie w prosty sposób poradzić. Najgorzej mają ludzie skłonni do uogólniania i nadawania etykiet. Taki osobnik po kilku miesiącach dochodzi do wniosku, że partnera to XYZ z ZXY i YZX, zna go na wylot i najzwyczajniej w świecie przestaje go interesować. Fascynacja i ciekawość to lekarstwo na przyzwyczajenie.
To znaczy znajac sie lepiej, poznajac i zbierajac informacje ze wspolnych doswiadczen mp. wlasnych rekacji na rozne sytuacje.
I de facto - Twoje leki na przyzwyczajenie - sa w sumie tym co mialam na mysli mowiac o niezastapieniu przez przyzwyczajenie milosci. Drugiego czlowieka mozna byc ciekawym zawsze. Ale to wymaga wysilku i checi poznawania go na nowo. A wielu ludziom po jakims czasie sie to nudzi sadzac, ze zbadali dana osobe na tyle doglebnie, ze bardziej nie trzeba. A co nalezy to znalezc nowy obiekt ciekawosci.
A wielu ludziom po jakims czasie sie to nudzi sadzac, ze zbadali dana osobe na tyle doglebnie, ze bardziej nie trzeba.
Paradoksalne jest to, że nie da się kogoś poznać w 1% nie mówiąc o 100%. Człowiek jest jak rzeka, niby ten sam, niby ciągle woda, ale ciągle w ruchu.
Uogólnienia nie są złe, bez tego mózg by wyparował od nadmiaru pracy, dobrze jednak wiedzieć o ich istnieniu(świadomość, Świadomość, ŚWIADOMOŚĆ) po to, by poddać je w wątpliwość i stworzyć je na nowo.
Paradoksalne jest to, że nie da się kogoś poznać w 1% nie mówiąc o 100%. Człowiek jest jak rzeka, niby ten sam, niby ciągle woda, ale ciągle w ruchu.
Dokladnie
Tyle, ze nie kazdy chce zglebiac rzeke i pamietac, ze nigdy sie do tej samej nie wchodzi
Source napisał/a:
Uogólnienia nie są złe, bez tego mózg by wyparował od nadmiaru pracy, dobrze jednak wiedzieć o ich istnieniu(świadomość, Świadomość, ŚWIADOMOŚĆ) po to, by poddać je w wątpliwość i stworzyć je na nowo.
Musimy uzywac schametow i skrypyow, automatyzmow bo bysmy sie pogubili w natloku rzeczy o ktorych nalezy pamietac. Uogolnienia wykinaja z oszczedzania energii na pewne rzeczy, ktore mozna po prostu przyjac jako cos i to cos oetykietowac.
I nie z kazdego uoglnienia warto zdawac sobie sprawe.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum