Żyję zdrowo...do pewnego stopnia. Można powiedzieć, że jestem na nieustannej diecie, albo po prostu, że zdrowo się odżywiam.
Z regulacją wagi nigdy nie miałem większych kłopotów. Pomijam czasy kiedy za łepka śniadanie jadłem w drodze na boisko a kolacje po powrocie, o ile miałem jeszcze siły.
Dieta to przeżytek. Dieta w rozumowaniu większości ludzi - byle zrzucić parę KG a potem znów wrócić do starych nawyków żywieniowych. 5 posiłków dziennie, chlebek razowy, brak bomb kalorycznych(jak chleb biały), brak tłustych rzeczy. Dużo płynów w krótkich odstępach czasu. Niekiedy i 3-4 litry się nazbiera.
Odradzam każdemu katowanie się przez krótki czas. W końcu żyjemy dla siebie, a nie przeciw sobie.
Wydaje mi się, że to, co robię nie jest zdrowe.
Gdy jadę do mojego chłopaka, jestem faszerowana przez jego mamę dwudaniowymi obiadami, ciastami, wszystkim w ogromnych ilościach, mięsnych ilościach, tłustych ilościach i na dodatek jeszcze pysznych, więc nie mogę się oprzeć. Poza tym ona obraża się, jeśli choć odrobinę zostawię na talerzu, więc staram się tego nie robić.
Za to gdy jestem u siebie w domu, jem rzadko, ale często w dużych ilościach, szczególnie słodycze, jednak dużo się ruszam i zawsze tu chudnę, co mnie cieszy, bo tak mi bardziej do twarzy.
Jem zawsze wtedy gdy jestem głodna. Najbardziej głodna jestem w szkole, w weekendy jem znacznie mniej. Mój mózg zużywa ogromne ilości glukozy, znaczy myślę, czyli ogólnie to pozytywnie.
_________________ Żyć, błądzić, padać, triumfować, odtwarzać życie z życia!
Nie potrafię żyć według jakiś diet.
Nie potrafię i szybko przegrywam.
Gdyby gdzieś tam zamieścić 3bita to i może coś by z tego było.
Tak wiele razy próbowałam sobie wmawiać jedząc go, że jest wstrętny, że to ozorek. xD
Nie pomogło.
Staram się mniej jeść. Gdzie kolacji w ogóle.
Śniadanie normalne, trochę mniej niż zazwyczaj na obiad. Pić tylko wodę niegazowaną, nie podjadać między posiłkami i nie brac pieniędzy do szkoły. ^^
_________________ pod światło widać jak bardzo się różnimy.
Stosowałam dietę Nż (nie żreć). Najlepiej skuteczna. Nie jadłam po 18, nie piłam słodkich napojów, które są moim uzależnieniem i nie robiłam sobie przegryzek typu paluszki, batoniki jak to miałam w zwyczaju. Jednak najlepszym sposób na dietę, to ograniczenie jedzenia i sport.
Darn napisał/a:
Jakie możecie polecić a jakie odradzić?
Odradzam tzw. cudowne diety, bo których du.pa jeszcze bardziej rośnie, gdy wróci się do starych nawyków żyywieniowych.
kamasutra napisał/a:
Darn napisał/a:
Jakie są wasze osiągnięcia jeżeli chodzi o diety?
hmmm..
Moją jedyna dietą jest obżerać się albo w ogóle nie jeść ;P
Też tak robiłam.
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 1024 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 19-05-2008, 14:56
Staram się cały czas być na lekkiej dicie, bo wydaje mi się, że tylko diety długotrwałe(czyli takie, które stosuje się długo) są długotrwałe(pozostają na zawsze ).
Nie jem po 18, ograniczam słodycze, codziennie wykonuje, choć przez chwilkę, kilka prostych ćwiczeń, staram się wolny czas wypełnić tańcem, spacerami.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Imię: Albert Fish
Wiek: 16 Dołączył: 23 Lut 2006 Posty: 5125
Wysłany: 19-05-2008, 15:52
Pierdolona głupota i kompleksy.
Nigdy nie miałem żadnej diety, jem sporo i niezdrowo. Dziennie muszę zjeść przynajmniej 2 czekolady. Nie wykonuje na siłe żadnych ćwiczeń, czasem jak mam ochotę to pomacham sztangą czy hantlami albo zrobie parę brzuszków, ale to bardziej z nudów. Po chuj ograniczać coś co się lubi? W imię czego? Nie szanuje osób, które głodzą się żeby lepiej wyglądać (o ile nie mają nadwagi zagrażającej życiu i zdrowiu).
Ja żadnej diety nie stosuję i nigdy nie stosowałam - chociaż od pewnego czasu próbuję się zdrowo odżywiać.
Wyeliminowałam ze swojego jadłospisu białe pieczywo, jem więcej warzyw i owoców, a mniej słodyczy.
Zawsze też jem śniadanie, które dawniej omijałam.
W dni kiedy piję mleko, zjadam też jogurt albo kefir, które zawierają żywe kultury bakterii, potrzebne do strawienia laktozy.
Niestety nie udaje mi się wyeliminować napadów głodu (szczególnie tych nocnych) - które jak ostatnio zaobserwowałam nie są głodem "żołądkowym", tylko psychicznym
Jako, że od przyszłego roku chcę zacząć studiować dietetykę jako drugi kierunek, ostatnio sporo czasu spędzam na czytaniu różnych książek tematycznych. W większości doradza się zdrowe podejście do kwestii picia wody. Ostatnio byłam też na wykładzie pani profesor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która również zachęcała do nie wpadania w skrajność, że woda jest taka cudowna i niezwykle pomocna w odchudzaniu
Alicja napisał/a:
Chyba kiedyś Erill pisała na tym forum o mitach związanych z odchudzaniem i tam było również coś o piciu wody.
Dokładnie - sporo jest tych mitów.
Gabi napisał/a:
Jak to jest- dwa litry dziennie oprócz herbaty, zupy itd.? Czy łącznie z nimi? Bo nigdy nie wiem.
Nie chodzi o picie samej wody - przecież wszystkie płyny (a więc to z czego składają się zupy, herbatki, owoce, itp) zawierają już w sobie wodę
_________________ Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat. Jan Stanisław Lec
Ja po prostu nie mogę patrzeć na jedzenie rano. Kiedy wstaję i widzę jakiekolwiek jedzenie, to od razu robi mi się niedobrze i wmuszam w siebie chociaż kawę albo herbatę. Nie zjem rano to później sobie odbijam przez cały dzień. Do dupy. Nie wiem jak przekonać się do śniadań. Musiałabym chyba wstawać z 2 godziny wcześniej, bo mniej więcej po 2-3 godzinach od pobudki jestem w stanie cokolwiek przełknąć.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
a ja akurat śniadanie muszę zjeść. reszta posilków już nie jest taka ważna. a na śniadanie musi być coś "słodkiego". kiedyś to była nutella, ostatnio stwierdziłam, ze jest za droga jak na mnie biedną studentkę, a teraz dżemy. żadnego sera, szynki czy coś rano nie zjem.
poza tym białego pieczyw już od dawna nie jem. no chyba, że jestem w domu rodzinnym, gdzie czasem bywa tylko białe pieczywo, ale głównie jakieś ciemne albo wasa.
ost zaczęłam jeść więcej warzyw i owoców. jakoś tak zimą do mnie nie przemawiały.
moje obiady wyglądają tak: zjem to co znajdę, albo to co dadzą. dziś np. sałatka którą przywiozłam z domu. na studiach nie jem mięsa bo mi się go robić nie chce.
jakieś tam etapy różnego dziwnego odżywiania w moim życiu przeszłam. teraz wolę zwiększyć ilość wysiłku fizycznego niż drastycznie zmiejszyć ilość spożywanego jedzenia. byleby mi stawy nie siadly, to mogę ćwiczyć
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9422
Wysłany: 19-05-2008, 23:32
Alicja napisał/a:
Ja po prostu nie mogę patrzeć na jedzenie rano.
Ja też, rano nie zjem nic, bo wszystko mi staje w gardle i puchnie w ustach, a później mi niedobrze. Już nawet ojciec przestał ze mną walczyć że mam jeść śniadanie. Rano to tylko mocna kawa.
Ja też, rano nie zjem nic, bo wszystko mi staje w gardle i puchnie w ustach, a później mi niedobrze.
Też tak miałam przez całe życie - na widok kanapek z rana robiło mi się niedobrze (później zresztą zauważyłam, ze nie tylko z rana - jedzenie kanapek zaczęło mnie odrzucać o każdej porze).
Dopiero kiedy poszłam na studia, przestałam sobie wyobrażać świat bez śniadania - ale na widok chleba rano i tak jest mi niedobrze. Tak więc przerzuciłam się na smaczniejsze i lżejsze śniadania - typu pyszne musli Crunch, którego mogę zjeść każdą ilość niezależnie od pory dnia czy nocy!
_________________ Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat. Jan Stanisław Lec
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9422
Wysłany: 20-05-2008, 18:45
Nie no ja nie mam tak ekstremalnie, że niedobrze mi już na sam widok jedzenia. Po prostu dopiero jak bym próbowała je skonsumować. Dopiero ok 10 mogę coś zjeść, albo przetrzymać to i nie jeść cały dzień.
Jako, że od przyszłego roku chcę zacząć studiować dietetykę jako drugi kierunek,
Bardzo fajny kierunek
Ja ostatnio piję mniej kawy,ćwiczę ,nie jadam po 22 tzn staram się
Staram się nie jeść fast foodów
(wychodzi mi to z marnym skutkiem)
[ Dodano: 20-05-2008, 19:39 ]
Cytat:
widok chleba rano i tak jest mi niedobrze.
mam taki sam odchyl wymiotny ;/
Nie moge tego przeboleć
Piję herbate jak zdarze
Jak mialam praktyki to jadalam śniadanie i to w sumie bylo jakieś 4 kęsy o_O reszta kromki leżała w smietniku albo po prostu kroiłam pół.
_________________ Więc może mam Ci za rapować żebyś kochał mnie ponad to?
Nie będę miłością Twojego życia,choćbym zdołała podpalić oceany.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum