Analogicznie- czy morderca zasługuje na karę śmierci? Czy jest to tylko pozbycie się niechcianego już elementu ze społeczeństwa? Jak to się ma do Twojego poczucia moralności? Czy oko za oko, ząb za ząb w takim przypadku jest moralne? Potrafiłabyś zabić psa alb człowieka, niezależnie od tego, co zrobił? Bo ja nie.
Wreszcie- czy skrócenie czyichś cierpień = morderstwo? Ludzie mordują się raczej z nienawiści, a nie z miłości. A nie sądzę, że rodzina umierającego chce go uśmiercić tylko dlatego, że czyha na spadek.
Jeżeli chodzi o karę śmierci, też jestem przeciwko. Jestem przeciwko zabijaniu, jakiemukolwiek. Jak dla mnie takie postępowanie to tylko błędne koło. Bo na dłuższą metę wątpię , żeby przyniosło oczekiwane(?),o ile takie w ogóle są, efekty.
Nie wiem czy można nazwać to morderstwem, ale może raczej samobójstwem.
_________________ Taki przewrotny i ambiwalentny Ikar.
Potrafiłabyś zabić psa alb człowieka, niezależnie od tego, co zrobił? Bo ja nie.
Ja mojego psa wiozłem pod "nóż", byłem pewny, że zostanie uśpiony i jakiś wielkich obiekcji nie miałem. Jako jedyny z ojcem chciałem mu ulżyć a nie trzymać przy życiu dla własnego "widzi mi się". Fajnie, że dało się ją uratować.
Mam wrażenie, że potrafił bym się zmotywować do tego, by zabić kogokolwiek. Niczym Raskolnikow. Obawiam się tego.
kamiluśka napisał/a:
Tak ja nigdzie nie napisałam. Nie segreguję ludzi.
Bardziej mi chodzi o to, że segregujesz zwierzęta. Człowiek też jest zwierzęciem. Z ewolucyjnego punktu widzenia jeden stwór od drugiego różni się specjalizacją i zdolnością przetrwania. Jak można wartościować w obrębie grupy to i dało by się w obrębie gatunku.
kamiluśka napisał/a:
Nie wszystko da się sprecyzować.
Popatrz na to z tej strony.
Cytat:
Kamiluśka: ...Moralność
Source: ...a co to?
Kamiluśka:...nie potrafię wytłumaczyć
Podpierasz się czymś, co nie ma merytorycznej wartości, gdyż sama znasz znaczenie słowa którego użyłaś. Nie da się prowadzić wymiany informacji, więc i rzeczowej dyskusji w ten sposób.
Gabi napisał/a:
Wreszcie- czy skrócenie czyichś cierpień = morderstwo?
Morderstwo jest wbrew woli. Warto zastanowić się do kiedy człowieka można nazwać "żywym". Za "żywych" tych ze wspomagaczami mechanicznymi nie uważam. Gdy odłączymy ich od aparatury jesteśmy mordercami? Zabiliśmy ich my, czy może zginęli przez niewydolność swoich organizmów? A gdyby tak nawalił prąd...?
Gabi napisał/a:
Czy jest to tylko pozbycie się niechcianego już elementu ze społeczeństwa?
Nawet nie to jest najgorsze. Mnie osobiście najbardziej odpychającą rzeczą jest tworzenie ideologi i zmienianie znaczenia zachowań. Skoro coś robimy to nazywajmy to po imieniu, a nie szukajmy powodu, dzięki któremu będziemy mogli się sami przed sobą wytłumaczyć.
"Ja go nie zamordowałem, to było w obronie własnej"
"Ja go nie zamordowałem, to był wynik działań wojennych"
Najfajniejsze jest to, że jednych morderców się sadza na krześle elektrycznym, innym przyznaje się ordery i zasługi.
Einstein napisał/a:
* Zabicie kogoś na wojnie nie różni się niczym od popełnienia zwykłego morderstwa.
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8762 Skąd: Kraków
Wysłany: 24-03-2008, 15:39
Source napisał/a:
Ja mojego psa wiozłem pod "nóż", byłem pewny, że zostanie uśpiony i jakiś wielkich obiekcji nie miałem. Jako jedyny z ojcem chciałem mu ulżyć a nie trzymać przy życiu dla własnego "widzi mi się".
Chodzi mi o psa, który zrobił komuś krzywdę. Gdyby to był mój pies- którego kocham, miałabym opory przed tym, by dać go sobie ot tak, zastrzelić.
Nie wiem jaka jest procedura takich spraw i czy moja zgoda w takim przypadku jest potrzebna- pewnie nie.
Ale ja płakałabym po swoim ukochanym psie, a rodzina zagryzionego chłopca / dziewczynki, cieszyłaby się, że dokonała na tym psie zemsty.
Tylko nie wiem, co taka zemsta daje (tak jak w przypadku kary śmierci u człowieka).
Zabijesz tego, który to zrobił, ale i tak na jego miejscu urodzi się 5 następnych.
Source napisał/a:
Za "żywych" tych ze wspomagaczami mechanicznymi nie uważam. Gdy odłączymy ich od aparatury jesteśmy mordercami? Zabiliśmy ich my, czy może zginęli przez niewydolność swoich organizmów? A gdyby tak nawalił prąd...?
Wspomagacz jest potrzebny w przypadkach, kiedy cierpi osoba po jakimś mechanicznym urazie, wypadku. I jest szansa, że z tego wyjdzie, bo wcześniej była zdrowa i nic jej nie dolegało. A nie osoba przewlekle chora, która ma zdiagnozowanych 10-15 chorób naraz. Jestem jedynie za podawaniem przewlekle chorym morfiny i innych środków uśmierzających fizyczny ból- a nie mechanicznym przedłużaniem życia (cierpienia, a nie życia). W hospicjum ludzie mają aplikowane takie środki. Nie używa się tam respiratorów, elektrod. Podejrzewam jednak, że i tak jednak nie mogłabym pracować w takim miejscu- psychicznie by mnie to zjadło- taki codzienny kontakt ze śmiercią.
Nie sądzę, żeby respirator wiele pomógł osobie 90-100 letniej, przewlekle chorej.
Owszem, pomoże jej oddychać, ale co to będzie za życie, jeśli osoba ta codziennie i tak szprycowana jest dodatkowo morfiną i sika przez rurkę do woreczka? Dla mnie osobiście tragedią byłoby, gdybym nie mogła wyjść z łóżka przez pół roku, rok, nie mogłabym zrobić niczego, co bym chciała- mimo, że mój mózg nadal funkcjonowałby. Mój ojciec był taki sam i śmiem podejrzewać, że nie chciał żyć już dalej w taki sposób, być dla wszystkich wokół problemem. Jego mózg pracował, natomiast ciało- niestety nie nadążało.
Zadaniem lekarza jest RATOWANIE życia, a nie sztuczne jego podtrzymywanie.
Myślę, że naturalna śmierć, bez aparatury, ale z lekami uśmierzającymi ból jest lepsza z moralnego punktu widzenia, niż podtrzymywanie sztucznej agonii.
Z tego co wiem, szpitale mają jakieś dodatkowe agregaty, więc w przypadku awarii prądu wszystko nadal działa. Nie wyobrażam sobie, że wszystko- światło, aparatura pada w środku operacji.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum