Co sadzicie o tzw. "wolnych związkach", w którym partnerzy tolerują seks z innymi osobami? Czy można to jeszcze nazwać związkiem? I jak z zazdrością w takim związku? Nie odczuwają jej, kamuflują, czy też wynikają z niej jawne konflikty? Byliście w takim związku, chcielibyście być? Dlaczego?
Hmm w sumie wydaje mi się, że takie relacje jeśli z obu stron potrzeby się pokrywają można nazwać pewnego rodzaju układem...mówi się wprawdzie na to związek, ale ja bym nie do końca nazwała to związkiem...związek dla mnie zakłada między innymi uczucia troszkę innego rodzaju, niż takie które mogą trzymać ludzi przy sobie w wolnym związku...poza tym wydaje mi się że często jest tak że nagle jedna ze stron zaczyna mieć większe wymagania i zaczynają się schody (właśnie między innymi mam na myśli moment w którym pojawia się zazdrość)
Nie byłam w takim związku dlatego, że przywiązuję się do ludzi...wiem, że nie potrafiłabym do tego podejść tak jak zakłada to luźny związek.
Jeśli chodzi natomiast o innych ludzi to jeśli im taki układ odpowiada to ja do tego nic nie mam...jeśli komuś to wystarcza do szczęścia to jego osobista sprawa a mnie nic do tego...nie patrzę na to na pewno negatywnie.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
sama nazwa zaprzecza sobie - wolność albo związek...
wolne związki można spotkać tylko w filmach nakręconych dla starych panien. ale już tak zwane "friends with benefits" czyli sytuacja kiedy przyjaciele współżyją ze sobą jest bardziej realna.
_________________ Siostra zbiera aktorów, brat wycina piłkarzy... A ja tylko gołe baby, jesli gdzies zauważę.
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8896 Skąd: Kraków
Wysłany: 12-03-2008, 16:17
jakkolwiek napisał/a:
Czy można to jeszcze nazwać związkiem? I jak z zazdrością w takim związku? Nie odczuwają jej, kamuflują, czy też wynikają z niej jawne konflikty? Byliście w takim związku, chcielibyście być? Dlaczego?
Jeśli obydwie strony zgadzają się na wzajemną swobodę seksualną, to owszem, można nazwać to z obiektywnego punktu widzenia związkiem.
Z subiektywnego, nie wiem jak pogodzić zaangażowanie emocjonalne z tym, że pozwala się komuś na skoki w bok. Bez zaangażowania emocjonalnego nie ma normalnego 100% związku- to tylko sekszenie się z kimś i nic więcej.
Niektórzy mogą w takim stanie długo i spokojnie żyć, mając nawet paru "partnerów" naraz, bądź skakać z kwiatka na kwiatek jak swingerzy, mnie sam seks nie wystarcza.
Wydaje mi się, że tzw. wolny związek to specjalność ludzi niedojrzałych emocjonalnie, którzy boją się wejść obiema stopami w coś nieodwracalnie.
Ja wolny zwiazek widze troszke inaczej, jest to dwoje ludzi ktorzy sypiaja ze soba i tylko w sumie to ich laczy. Nie widze w tym nic zlego, a nawet popieram cos takiego poniewaz wiekszosc ludzi na poprzebe seksu i lepiej ja zaspokajac z poznana osoba niz latac po dyskotekach i nabawic sie niewiadomo czego.
Chodz wszystko tak naprawe zalezy od ludzi, jak i co sobie ustala.
Sam bylem w takim zwiasku, ale bardzo krotko.
Cytat:
sama nazwa zaprzecza sobie - wolność albo związek...
Niestety czesto zycje jest tak pokrecone, ze nie ma w tym za grosz logiki.
[ Dodano: 12-03-2008, 18:28 ]
fobia napisał/a:
Osobiście jestem przeciwny jakimkolwiek związkom.
Jasne, zobaczymy jak poznasz jakas kobiete i zakochasz sie.
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
Imię: Agnieszka
Dołączyła: 27 Sie 2005 Posty: 9550
Wysłany: 12-03-2008, 19:13
Jeśli obydwóm sobą w związku odpowiada taki układ to czemu nie. Mogą bardzo dobrze się dogadywać we wszystkich sferach wspólnego życia, tylko w sprawach sexu są do siebie niedopasowani.
Sama nie chciałabym być w takim związku, ale jak komuś to odpowiada.
Co sadzicie o tzw. "wolnych związkach", w którym partnerzy tolerują seks z innymi osobami?
Nie toleruję czegoś takiego.
W takim "związku" nie ma miłosci, jest tylko przyjemnosc fizyczna.
jakkolwiek napisał/a:
Czy można to jeszcze nazwać związkiem?
No właśnie. Nie nazwałabym tego tak.
jakkolwiek napisał/a:
Byliście w takim związku, chcielibyście być? Dlaczego?
Nie byłam i nie zamierzam.
Jeżeli kogoś kocham to dlaczego mam zgadzać się żeby ta osoba uprawiała seks z kims innym?
Jeżeli ja jej nie wystarczam to jaki sens być w takim związku?
Niewiele spotyka się osób w moim wieku, którym podobałyby się takie wolne związki, bo młodzież chyba raczej usilnie próbuje znaleźć swoją drugą połówkę, ewentualnie spotykają się na luźniejszych zasadach, ale nie prowadzą rozwiązłego trybu życia. Myślę, że jest to popularniejsze wśród trochę starszej grupy wiekowej, nazwijmy to umownie wiekiem studenckim.
Mi osobiście nie podoba się taka koncepcja bycia z kimś, bo nie zależy mi tylko na seksualnej sferze związku, ale i tej duchowej. Po co osoba, z którą jestem miałaby skakać na bok? Bo ja bym nie wystarczała? Bo ma za dużą chuć, której nie może powstrzymać? Bo nie byłabym dostatecznie dobra? To na cholerę mi ktoś, komu nie odpowiada jaka jestem? Nie zgodziłabym się na taki związek teraz i nie sądzę, żebym kiedykolwiek to zrobiła.
Być może jest to dobre rozwiązanie dla ludzi, którzy miłości nie traktują jako wielkie uczucie i mają inne priorytety w związkach.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Imię: Wooof
Wiek: 20 Dołączył: 07 Lip 2006 Posty: 2019 Skąd: z okolicy
Wysłany: 13-03-2008, 10:58
nie toleruje, nie bylem i na pewno nie bede. jestem bardzo zazdrosny i mam bardzo rozwiniete poczucie wlasnosci. dziekuje.
_________________ Witam w rzeczywistości...
KOCHAM OLEŃKE :-*
Nie dbam o wasz szacunek...
Misja zyciowa: ignorowac prowokatorow i ludzi pustych, bo oni i tak zgina z wlasna glupota.
sama nazwa zaprzecza sobie - wolność albo związek...
Z tym bym się akurat nie zgodziła...domyślam się pewnie że napisałeś tak zestawiając to z treścią tematu, ale jeśli by spojrzeć na to troszkę inaczej to "wolny związek" może nabrać też innego sensu i wartości które powinny być w związku pielęgnowane...według mnie dobry związek opiera się właśnie na wolności dwóch stron...nie nietraktowaniu się wzajemnie jak "czyjaś własność"...to tak troszkę obok tematu, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
ale już tak zwane "friends with benefits" czyli sytuacja kiedy przyjaciele współżyją ze sobą jest bardziej realna.
o tym właśnie pomyślałam. coś takiego jest jak najbardziej realne. dla niektórych odpowiednie i normalne, dla innych niedopuszczalne.
to zależy jak się do tego podejdzie. ale jeśli obie strony tego chcą, to czemu nie.
nigdy nie bawiłam się w wolne związki. i jakoś nie chcę. nie lubię się dzielić
_________________ poznam Cię po zapachu snów, po tęsknocie w Twoich oczach, którą gasi widok mój
Jak dla mnie to nie jest już związek. Jak ktoś wyżej trafnie określił - układ.
Związek to miłość, wiernośc, zaufanie ( itd), tworzenie 'jedności' w pewien sposób.
Nie wyobrażam sobie być z kimś a sypiać z kimś innym i na odwrót. To mi przypomina coś w stylu zaspakajania swoich potrzeb i takie 'umawianie się na seks', totalnie nie w moim stylu. Jezeli jestem w związku to 'należę' do jednej osoby.
Natomiast jeżeli komuś to pasuje - proszę bardzo, mi to wisi.
Każdy ma inną hierarchię wartości, jego życie, jego sprawa
Byle by się w takim wolnym związku jedna ze stron nie zakochała.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum