Wysłany: 12-11-2007, 18:26 Czy on się cały czas bawił moim kosztem...?
Hej! mam dziwny maly problem gdyz bylam z chlopakiem 2 miesiące zerwalam z nim i nie wiem czy dobrze zrobilam,poznalam go nad morzem,na poczatku bylo wszystko ladnie,pieknie,pokazal sie z jak najlepszej strony...gdy wrocilam do domu dzwonil do mnie non stop,pozniej sciagnal mnie do siebie...a ja glupia pojechalam ale ten wyjazd nie nalezal do najlepszych...,po pierwsze gdy bylam w podrozy on w tym czasie popijal z kolegami i nawet nie wyszedl po mnie na przystanek tylko przed dom,zostawial mnie sama,jednym slowem lekcewazyl mnie,gdy zwrocilam mu uwage zeby nie pil to on na to ze jak mi sie nie podoba to moge isc do domu,a gdy doszlo do spraw intymnych to ja nie zbyt do tego podchodzilam to on do mnie ze cytuje,,to po co tu przyjechalas,,(jeszcze tak zebym tego nie slyszala)powiedzial zebym sie nie zakochiwala w nim bo jest zly,mowil,ze po mnie przyjedzie ale caly miesiac balowal i nie przyjechal(widocznie tak mu zalezalo na tym ze az strach,jeszcze probowal drugi raz mnie sciagnac)gdy wrocilam do domu to dzwonil rzadko,albo wtedy kiedy chcial, potrafil nawet w nocy gdy wrocil z balangi i powiedziec ze laski wyrywa(zreszta nieraz to slyszalam od jego znajomych)i co bym zrobila gdyby mnie zdradzil albo jakas inna pocalowal...hmm...pewnie to zrobil,zreszta czesto ja dzwonilam mial wtedy pretensje ze 2razy dziennie dzwonie i ze go kontroluje,a on czasu dla mnie nie mial i pieniedzy,doszlo nawet do tego ze potrafil zadzwonic i powiedziec zebym ja zadzwonilam do niego bo mu sie karta konczy(a ciekawe gdzie wczesniej wydzwonil bo do mnie na pewno nie)wszyscy mowili mi ze on sobie jaja robi ze mnie a ja nie moglam w to uwierzyc,ale pewnego razu wyszla afera bo gdy zadzwonil powiedzialam ze jestem z kolegami i nie moge z nim rozmawiac a ten sie pogniewal,wtedy dowiedzialam sie od kolegi jego ze sie mna bawil i abym mu sie nie dala,nie wytrzymalam i na drugi dzien wyzwalam go i powiedzialam wszystko co lezalo mi na sercu,a on ze go zdradzilam,ze bledy popelnil,ze jest mlody i szaleje ze ma nowa klientke,i abysmy kumplami zostali ale ja mu odpowiedzialam ze osoba ktora mnie oklamywala upokarzala i bawila sie mym kosztem nie moze zostac przyjacielem a ten zaczal zebym mu wybaczyla i ze moze naprawi to co zepsul ale szansy mu juz nie dalam zmienilam numer tel i skonczylam z nim raz na zawsze,wiem naiwna bylam bo do tej pory nie moge w to uwierzyc ze on zarty ze mnie robil i ze chcial mnie wykorzystac,wszyscy mi mowia ze mnie oklamywal lekcewazyl i bawil sie mna i ze nie zaslugiwal nawet na wybaczenie,na pewno maja racje ale ja nie moge w to uwierzyc czy wy tez tak sadzicie.......
Doczytałam do połowy. Wybacz, ale twój brak szacunku do samej siebie mnie rozbraja. Jakby mi mój facet powiedział, że wyrywa laski na imprezach, to "zostalibyśmy przyjaciółmi".
Odpowiadając na pytanie, które zadałaś w temacie: tak, bawił się twoim kosztem, a ty mu na to pozwoliłaś.
Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 1025 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 12-11-2007, 18:44
brak jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych sprawił, ze czytałam to jak jeden nielogiczny ciąg. Ale cóż.
Ja już dawno bym z nim zerwała. Nie wiem, dlaczego tak długo to ciągnęłaś.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Wysłany: 12-11-2007, 18:57 Re: czy on sie caly czas bawil moim kosztem...???pomozcie
asia22 napisał/a:
...ale ja mu odpowiedzialam ze osoba ktora mnie oklamywala upokarzala i bawila sie mym kosztem nie moze zostac przyjacielem...
Odpowiedziałaś sobie na postawione przez siebie pytanie sama, więc w czym problem? Wybacz brutalną formę, wyciągnij wnioski i żyj dalej mądrzejsza o doświadczenie.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Bosz drogi...
Koles Cie zaprosil na sex co dal Ci wyraznie do zrozumienia i glownie o to mu pewnie chodzilo bo mial latwo a Ty sie zastanawiasz?
Bawil sie. tak. Pozwolilas mu na to. Tak.
Jestes sobie winna.. trzeba bylo mu sprzedac sierpowego w trakcie [pierwszego zblizenia i powiedziec soczyscie zeby poszedl sobie..
czy on sie caly czas bawil moim kosztem...??? niestety tak... to znaczy mogłaś wcześniej się zorientować i pobawił by się krócej, no ale cóż...
Teraz, mam nadzieję, będziesz mądrzejsza
_________________ "...dwoje ludzi, setki spojrzeń, tysiące chwil..."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum