dokładnie masz złote serce i albo ja naprawde kochasz albo chcesz jej tylko pomóc. moim zdaniem nie poddawaj się jeszcze, zabierzcie ją na te terapie, a jak to nie pomoże to nie pozostaje Ci nic innego jak tylko odejść. nie trać wiary, bo wiara czyni cuda:). powodzenia Dominican:)
Już od dwóch tygodni jestem na terapii. Zanim tam poszłam spodziewałam się najgorszego, sądziłam, ze wytrzymam góra kilka dni, a potem ucieknę i więcej tam nie wrócę. I po pierwszym dniu tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu - miałam silny nawrót myśli depresyjnych, czułam się tam bardzo źle psychicznie (a w rezultacie też fizycznie)... czułam się jak w jakimś koszmarze, chciałam zrezygnować po tym jednym dniu.
Zdecydowałam jednak, ze przemęczę się chociaż tydzień, a potem rzucę to w cholerę! Ale... z dnia na dzień zaczął zmieniać się mój stosunek do tego miejsca, ludzi z którymi jestem w grupie... i teraz czuję tak wielką radość, jak rano tam idę, że sama jestem tym zdziwiona! Jak myślę o tym, że jeszcze tylko przez miesiąc będzie trwać ta terapia, to robi mi się strasznie przykro!
Podsumowując: uważam się za żywy przykład tego, że mimo początkowej niechęci, trzeba się czasem przemóc i potem da się na terapii wytrzymać! Jeśli udało się to mi - osobie, która uciekła z kursu językowego, bo nie mogła wytrzymać psychicznie w grupie (mimo zapłaconych grubych pieniędzy) - to może się to udać też i innym!
_________________ Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat. Jan Stanisław Lec
Ja też podzwiam, najważniejsze to odrazu nie rezygnować. Ja chodzę na kurs angielskiego ze studentami, ale mi to jakoś nie przeszkadza, wręcz przeciwnie ;D
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
Ostatnio zmieniony przez Sakura 16-06-2007, 13:22, w całości zmieniany 1 raz
hmmm jeśli ja naprawdę kochasz to jest to tylko próba czy sobie poradzicie. Ja ją rozumiem i Ciebie też bo swego czasu robiłam podobnie mojemu chlopakowi. To jest glupie ale niestety takie cos sieci w niektorych kobietach. Ona musi sama zrozumiec ze Ciebie to takze boli. Jak ja zrozumialam ze problemy ktore sobie wymyslam bola mojego chlopaka to przestalam tak robic-stopniowo. Musisz ja zapewniac ale tez krytykowac i powedziec jej dosadnie ze NIE MOZE sie uzalac nad soba. Powie ze sie nie uzala ale w srodku cos moze zrozumie.Zycze Ci powodzenia. ale ten jej szantaz byl najgorszy. pamietaj ze Ty tez mozesz zrobic jej szantaz zobaczysz czy mysli o WAS I TOBIE czy o sobie. Jesli o Tobie to gdy Ty powiesz taki szantaz, zrezygnuje ze swojego. Milosc jest poswiecenim a nie upartym staniem przy swoim.
_________________ "Buki nie da się w żaden sposób ogrzać"
Lubię Baka Baki i Basia Tygrysie Oko xD (lepsza niż Chuck Norris)
Dominican, wpadłeś w bagno, Ja bym się bał na twoim miejscu podejmować zbyt pochopne decyzje. Sam twierdzisz, że pisze o myślach samobójczych na blogu. Odejdziesz, ona tego nie zniesie może sobie coś zrobić, a potem będziesz się obwiniał ze to jak postąpiłeś. Na twoim miejscu powoli zacząłbym odsuwać się mniej z nią czasu przebywać, tłumacząc się np kłopotami w domu. Pewnego dnia napiszesz że ten związek nie ma przyszłości itp. Może się łagodnie to skączy.
Powodzenia!
Ostatnio zmieniony przez powerbass 17-06-2007, 17:17, w całości zmieniany 1 raz
po tygodniowym niewidzeniu się doszło do przełomu!
ale od początku...
...jak wiecie, moze wam mowilem, z tygodnia na tydzien, z dnia na dzien jej humory byly coraz ciezsze do zniesienia, czyli: przychodze - przymulona, pytam co sie dzieje - a nic, nic... no to w takim nastroju w niedziele pojechalem do domu jak zawsze (tyle, ze spotkal mnie incydent, bo jakis baran mi samochod zastawil mowiac, ze to obce tablice, to parkuje [a swoja droga, wjechalem tam mimo zakazu...] mimo iz sam mial rejestracje DW496xx, ale mogl miec w dokumentach "mieszkanca")...
napisala mi w poniedzialek czy pojdziemy na basen. niestety musialem odmowic, bo bylem spłukany (a nie mialem od kogo z rodziny pozyczyc). to samo w srode, ale zaproponowalem, bysmy poszli gdzies do jakiejs knajpy czy pubu, gdie lubi. odp: nie, bo idzie z kuzynką. (tu musze wrzucic pewien wątek osobny, ktory bedac tezą wyjasnialby pewne kwestie: tydzien przed w/w niedziela tez byla z kuzynka w pubie. tam spotkala pewnego ABS-a (Absolutny Brak Szyi) - tak wynika z jej tlumaczen - ktory, gdy oboje byli pod lekkim wplywem Pana Procenta, pozyczyl sobie jej komorke nie zwracajac jej. ona sie zorientowala, gdy juz wychodzili z baru/pubu. po tym incydencie ten owy facet ciągle do niej pisal, dodzwanial, ale przy mnie nie odbierala, ani tez nie odpisywala... w opisanym tygodniu, po tym jak napisala, ze idzie z kuzynka, nie odpisala juz ani razu. nawet w weekend. bylem ciekawy co zrobi.
wczoraj bylem na dlugiej przechadzce z psem (parenascie kilometrow: z centrum Tarnowa =>[E] mostowa =>[S] park sanguszków =>[S] al. tarnowskich =>[E] harcerska - wzdluz obwodnicy =>[ES] wsch. krance Zawady [na gorze Marcina] =>[E] Skrzyszów [przez las idąc] =>[W] braci sakow [t-ów] =>[W] T-ów; widoczne w zumi.pl) gdy bylem w drodze do Zawady zadzwonila kuzynka bohaterki tego tematu z zapytaniem czy jest u mnie. -nie, jestem na marcince -bo mnie mowila, ze idzie do ciebie, a w domu nikt nie odbiera [pip] -nie wiem, od jakiegos czasu sie nie spotykamy... -aa bo to [piip... - zdechła komorka, bateria padla]...
dzis ta sama kuzynka spytala sie mnie z telefonu Marty (czemu wlasicielka koma nie spyta sama, albo nie rozmowczyni nie zadzwoni ze swojego?) czy podwiozlbym je dwie do hurtowni zabawek. ok, to sie zebralem, przyszly. Marta siadla z tylu, a jej kuzynka, nazwijmy ją Ewelina, z przodu. atmosfera lekko napieta, ale Ewelina starala sie jakos podtrzymac rozmowy. nie wiem co moja mina wyrazala, ale chyba byla grozna...
jak juz bylismy pod szkola to zabralismy te zabawkowe tobołki, za wspolprace podziekowano. chwile potem Marta poprosila na chwilke rozmowy. powiedziala, ze chciala, bysmy sie na razie nie spotykali, musi przemyslec pare rzeczy, zebysmy zostali przyjaciolmi (czyli na zasadzie "nie wiem = nie"), bo robila zle i o tym wie... nie zostalo mi nic jak sie zgodzic... sytuacja sama si rozwinela, a raczej Z-winela.
uff...
_________________ poprzedni opis dotycył dawnej sytuacji politycznej. teraz właściwszy byłby: jak nie sraczka to tarczka...
jak juz bylismy pod szkola to zabralismy te zabawkowe tobołki, za wspolprace podziekowano. chwile potem Marta poprosila na chwilke rozmowy. powiedziala, ze chciala, bysmy sie na razie nie spotykali, musi przemyslec pare rzeczy, zebysmy zostali przyjaciolmi (czyli na zasadzie "nie wiem = nie"), bo robila zle i o tym wie... nie zostalo mi nic jak sie zgodzic... sytuacja sama si rozwinela, a raczej Z-winela.
uff...
no widzisz, po prostu chciała z Tobą zerwać od pewnego czasu,
ehh te dziewczyny, zamiast bez ogródek powiedzieć że chcą zerwać to chcą się pokłucić
ehh te dziewczyny, zamiast bez ogródek powiedzieć że chcą zerwać to chcą się pokłucić
Ja słyszałam o du.pku, który nie mówi wprost, że zrywa, tylko ciągnie to dalej, męcząc tą drugą osobę psychicznie, aż ona sama zrezygnuje bądź nie wiem co- wy to nieraz potraficie być żałośni kolego Oczywiście nie uogólniam.
Dominican, udało Ci się chłopcze
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum