Imię: Ola
Wiek: 17 Dołączyła: 02 Maj 2006 Posty: 2658 Skąd: Radom
Wysłany: 13-12-2006, 17:44
W mojej rodzinie jest konflikt pokoleń ale nie między mną a mamą tylko między moją 19-letnią siostrą i rodzicami. nie mżna nazwać tego przejawem dojrzewania bo chyba już jest za stara na takie tłumaczenia, poprostu są ulepieni z innej gliny. oczywiście ja uważam że to mama ma zazwyczaj rację a moja siostra chce się przejechać po swojej głupocie. Nawet się dziwię bo są z pod tego samego znaku zodiaku a i tak dogadać się nie mogą w żaden sposób. Ona poprostu uważa się na tyle dorosłą że nie potrzebuje rad mamy. Z tatą też rzadko rozmawia, a jak już rozmawia to najczęciej się kłącą. nieraz jednak są ciche dni. i tak to jest w mojej rodzince
Znak zodiaku:
Didek [Usunięty]
Wysłany: 13-12-2006, 17:57
Tylko o biznesie rozmawiam z rodzicami. Takie czasy - pogoń za pieniądzem.
Zawsze jakoś mnie to interesowało - jak to jest mieć 60-letnich rodziców mając te 17-18 lat. Jakoś tak.
Odpowiem Ci bo ciekawość z pewnością nie da Ci spokojnie zasnąć. Nie jest wcale inaczej niż mieć rodziców trzydziesto kilku letnich.Fakt faktem ,że ich poglądy są zdecydowanie bardziej staroświeckie niż rodziców młodszych ale zapewniam że da się z tym normalnie żyć. Żadna anomalia.
_________________ Nie zapomnij skąd wyrosły Ci nogi.
Wiek: 20 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 9164 Skąd: Kraków
Wysłany: 13-12-2006, 18:22
Byłam w ogóle nieplanowanym dzieckiem, miedzy mna a moja siostra jest 19 lat różnicy, z racji tego że mojej siostry kiedy już się urodzilam, nie było w kraju, byłam wychowywana jak jedynaczka- przez jakieś 10 lat miałam siostrę tylko na telefon, potem doszły maile. Z nią też sie nie dogadywałam, kiedy miałam te 13-14 lat- wiadomo, burza hormonów etc.
Nieraz miałam wrażenie że moi rodzice za bardzo mnie chronia, trzymaja w zlotej klatce. Bo ten dzisiejszy świat taki zły, "za komuny było lepiej" (cyt. mój ojciec- lepiej - moze dla niego) a podwórko, centrum miasta czy knajpa po 20.00 zamienia się w piekło na ziemi, gdzie wszyscy czyhaja tylko na mój portfel, dokumenty albo na moją cnotę.
Pomogło tylko to, że stereotypowo już, moi rodzice uważają że z momentem ukończenia 18 lat staje sie dorosła i cokolwiek zrobie, jakikolwiek błąd popełnię, sama za to zapłacę. I pomogła moja tresura- moje stawianie przed faktem dokonanym, o czym juz gdzies pisałam- co zaczelam praktykować jakis rok temu.
Miedzy moją 13'-16' było najgorzej- awantury niemal codziennie, nieraz o zupełne pierdoły- tak jest do dziś, np matka wczoraj wydarła sie na mnie ze wytrzepuje nad stołem klawiaturę z okruszków. O.o
Nie mam o niczym z nimi rozmawiać, siedza tylko w domu (bo sa oboje na emeryturze), ich glowna rozrywka jest telewizor).
Mają bzika na punkcie mojego bezpieczenstwa- moja matka potrafi nadal pół nocy trzasc sie o mnie i nie spac, jak jestem na imprezie, nawet jak do niej zadzwonie i oznajmiam że wszystko jest OK i że sie swietnie bawie.
Nie umieją porównać tego co jest teraz, od tego jak było 20 lat temu, nie umieja tego oddzielić. Są kompletnie nienowoczesni- chcialam mame nauczyc obslugiwać komputer- uznała że jej to niepotrzebne. Zero checi do czegokolwiek, entuzjazmu w zyciu.
Ile razy cos spontanicznie proponowałam, slyszalam tylko "pożyjemy, zobaczymy".
W rezultacie moje prosby o cokolwiek niemal zawsze spełzały na niczym.
Konflikt pokoleń, jest u mnie czasami. Moi rodzice mają 41 lat, a ja 18. O co ? Między innymi o poglądy, 2 lata temu i do dziś nie zbyt im się podoba, że neguję kościół, religię a mój wygląd jest niezgodny z normami społecznymi. Jak to określiła moja mama: wyglądam, jak bandyta i że niby ludzie mogą się mnie przestraszyć itp. Wyobrażacie sobie, jak zareagowali rodzice, 3 lata temu, jak im powiedziałem, że zapuszczam długie włosy i więcej nie pójdę do fryzjera?
Słowa mojego ojca: "chyba zwariował" ale jakoś pozowlili, bo nie są wcale staroświeccy, trochę negowali moje poglądy, ale nie zmuszają do chodzenia do kościoła, a nie chodzę już z 6 lat... nie chodzę na religię w szkole, więc nie jest tak źle.
wszyscy ktorzy czytaja Twojego posta pozdrawiaja Cie
a co do konfliktu pokolen to czasami sie pojawia ale to zalezy od sytuacji wiadome jest ze rodzice czy dziadkowie inaczej patrza na pewne sprawy niz, my, jak oni byli mlodzi to bylo zupelnie inaczej, i jeszcze na pewne sytuacje patrza z takiej prespektywy
_________________ Bo tylko dzięki Tobie żyję, jestem i oddycham...
Imię: Paweł
Dołączył: 30 Lis 2006 Posty: 96 Skąd: z Glatz
Wysłany: 15-12-2006, 22:58
jakkolwiek napisał/a:
Nie dogaduje sie zupelnie. Zastanawiam sie czy przypadkiem mnie nie adoptowali
Ja mam taką teorię, że jak byłem mały to w szpitalu mnie podmienili... Albo jeszcze inna, że mój brat został podmieniony przez rodzine fstrętnych żaboli ze smerfów...;p
[ Dodano: 15 Gru 2006 10:02 pm ]
Moim zdaniem to zalezy od wychowania rodziców...
Moja mama była wychowana bardziej luźno i mam z nia dobry kontakt, mój ojciec to ograniczenia zasadami i regułami wiec nie mam z nim kontaktu.... Mimo wszystko najlepszy kontakt miałem z ś.p. pradziadkiem... Gdy ja miałem 15 lat on miał 88 i byliśmy najl;epszymi przyjaciółmi... Teraz mam świetny kontakt z babcią i parababcią... One są dla mnie cenniejsze od rodziców bo nie porawią jedynie morałów, ale jeszcze słuchają...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum