To się tylko tak wydaje. Biorąc pod uwagę, że około jedną trzecią roku spędzamy razem, a wtedy czas leci jak szalony
To chyba kwestia podejscia. Pamietam jak mysmys ciezko znaosili czekanie na dzien kiedy w koncu zamieszkamy razem, a to byly czasy gdy On byl w Waw a ja jeszcze we Wro. Dzielni bylismy ale bylo ciezko i wtedy perspektywa kilku miesiacya wiec dronej czesci tego ile wy musiscie czekac byla ciezka..
My mogliśmy już od tych wakacji.
Właściwie nawet na to zasłużyłam, ponieważ warunkiem było, że mam się jak najlepiej uczyć. Dostałabym się do każdego krakowskiego liceum, a jednak rodzice jeszcze nie wyrazili zgody. Rozumiem ich, ale gdy pomyślę, że JUŻ moglibyśmy... Żal ściska serce Jednak już się przyzwyczaiłam. Na początku tylko ciągle płakałam i płakałam, wyrzucałam sobie, że chyba jednak nie postarałam się aż tak bardzo, jak mogłam i wtedy takiego optymistycznego podejścia nauczył mnie Janek.
Dobrze, bo inaczej nietrudno byłoby mi o załamanie nerwowe
Myślę też jednak, że to pod względem mojej edukacji nie był najlepszy krok, bo moje kiepskie świnoujskie liceum, choćby i pod okiem rodziców, nigdy nie będzie tym samym co krakowska piątka.
No wiesz. Masz 16 lat, nie dziwie im sie ze maja obawy bys mieszkala nie dosc, ze zdala od nich to tym bardziej z chlopakiem...
Wiem jak to ciezko zniesc, ale rodzice maja ta denerwujaca zdolnosc do nie mylenia sie w wieku kwestiach. Jak bylam mlodsza ale wciaz starsza od Ciebie moja mama kategorycznie zabraniala mi spac u swojego owczesnego chlopaka ktory mieszkal w tym samytm miescie co ja i to okolo 15 jazdy samochodem od mojego domu. A mialam 21 lat!
Otacza mnie rzeczywistość w której 15-16 latki szaleją na przeróżnych imprezach z 20/30 letnimi SAMCAMI. Niektóre wracają z nimi do domu, samochodu etc.
Najzabawniejszą sytuacje miałem jak w Międzyzdrojach ok godziny 4 nad ranem podeszły do nas dzieci(wiek oscylujący w granicach >15), zaczęły flirtować, po czym rzuciły propozycję by udać się na plac zabaw do pobliskiego parku.
No coz.. dziesiejsze czasy obfituja w ciekawy i lekko przerazajacy paradoks polegajacy na przyspieszaniu pewnych etapow rozwoju [np. sexualnosc] z jednoczesnym panicznym hamowaniem innych [samodzielnosc].
Moi rodzice ufają mojemu chłopakowi bezgranicznie, natomiast największym problemem dla nich było to, że musiałabym dojeżdżać z nim do Krk i potem wracać na wieś, a to 2h dziennie razem, które tutaj mogę poświęcić na naukę.
(W samochodzie nie, bo mam chorobę lokomocyjną.)
natomiast największym problemem dla nich było to, że musiałabym dojeżdżać z nim do Krk i potem wracać na wieś, a to 2h dziennie razem, które tutaj mogę poświęcić na naukę.
Zaraz, zaraz. To on nie mieszka w krk? Bo nie rozumiem. Skoro mieliscie zamieszkac razem to skad ten dojazd? Poza tym.. 2 godziny dziennie to az tak duzo straty dla nauki? To ile Ty sie musisz uczyc??
Moim zdaniem nie, ale zauważ, że to była decyzja moich rodziców.
Odnosze wrażenie, ze to pretekst.
harlequin napisał/a:
Erill napisał/a:
Wspolczuje...
Nie musisz, bo mają słuszność.
Mam w zyciu prosta zasade. Nie mozna nikomu ufac bezgranicznie z soba na czele. Czlowiek sam za siebie nie moze odopwiadac z ksiazkowa pewnoscia pryncypialisty a wiec jak moze odpowiadac za kogos?
Bezgraniczosc w zaufaniu kojarzy mi sie z naiwnoscia. Moja mama kiedys byla tak naiwna. Srogo ja to kosztowalo. Mnie przy tym tez.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum