Endorfinki sieją spustoszenie w głowie. Przeżyłem raz w życiu, w takiej formie więcej nie chcę. Mogła byś opisać proces obrazujący tą....emocję, uczucie? Ja mam dość negatywne uczucia z tym związane i byłbym "nieobiektywny". Miłość to w końcu rzeczy przyjemne prawda?
Opisac proces upojenia?
Ale ja zdaje sie opisam go w kontekscie zakochania. Bo wtedy czlowiek jakos tak sam z siebie usmiecha sie i [paradoksalnie] nie jest w stanie dokladnie skonkretyzowac dlaczego.
Jest to proces polegajacy na tym, ze obecnosc tego czlowieka powoduje, ze przestajesz zauwazac swiat obok [naturalnie nie do stopnia wlazenia pod kola samochodu, nie], jakos tak drazni Cie ze inni sie do Ciebie odzywaja mimo ze wczesniej czekalo sie na sygnalod nich. Czlowiek chce na jakis czas zniknac z tym w ktorym sie zakochal i nie zyc niczym innym tylko nim.
Source napisał/a:
Erill napisał/a:
I wlasnie przemianowanie swojego jestejstwa i wliczenie w to, ze nie jestem sam a mysle za dwojke jest dosc znaczacym tego sygnalem.
Żeby takie coś uznać i wprowadzić do swojego życia musiałoby się całe moje życie wywrócić do góry nogami. Jednym z moich fundamentów jest wolność emocjonalna, brak przywiązania etc. Tam, gdzie jest miłość, nie ma miejsca na żądania, na oczekiwania, nie ma zależności. Nie mam prawa identyfikować się z czymś czego prawo do wolności uznałem. Nigdy nie usiłują posiąść innej osoby.
Bo wlasnie pojawienie sie milosci odwraca zycie do gory nogami. Czlowieka - ale zaznaczmy czlowieka w pelni uksztaltoanego dla ktorego zlaczenie kawalka swojego swiata z innym nie oznacza integracje i zagrozenie jego tozsamosci - ktory jest w stanie ograniczyc w jakis sposob czy raczej zmodyfikowac, bo ograniczyc jest pejoratwne ; swoj poglad na zycie i swoja rzeczywitosc i w swoje myslenie wlaczyc MY a nie juz tylko JA.
W milosci nie ma miejca na wolnosc emocjonalna... Milosc wylacza wolnosc emocjonalna, poniewaz w jakis sposob czlowiek wiaze sobie dlonie byciem z innym i w jakis sposob zaleznym od osoby kytora kocha. Nie chodzi tu o zaleznosc ubezwlasnowolniona. Ale zaleznosc zyciowa, w ktorej pojawia sie przestrzen MY. Ciezko to de facto wyjasnic. Milosc bardzo wiele zmienia. Zmienia struktury ulozonego dotad zycia. Naklania do kompromisow. A madra milosc i madrzy partnerzy osiagaja te kompromisy nie tracac w tym siebie i czatki swojej automonii
I milosc nie jest checia posiadania. Milosc jest chcecia dzielenia sie. Soba, zwoim zyciem, swoja przestrzenia, pogladami i sciezka ktora sie kroczy.
Source napisał/a:
Inną ciekawostką jest, że od jakiegoś czasu, dość długiego zresztą nie pozwoliłem żadnej kobiecie wyprowadzić się z równowagi.
Uwazasz, ze sprzeczka moze wyprowadzac z rowniwagi? Niekoniecznie. To jest proces doceirania sie dwoch indywidualnosci, ktore nie moga sie zawsze zgadzac. Jestesmy rozni. I czasem trzeba by posypaly sie iksry by sie dopasowac. A raczej dopelnic
Dopasowanie za bardzo sie kojarzy z konformizmem.
Source napisał/a:
Dobro ma znaczenie wówczas, gdy czynione jest bezwiednie. Reszta to egoizm-interesowność.
W kazdym innym przypadku zgodze sie z Toba. W milosci to tak nie dziala. Jesli przy kazdym milym drobiazgu zaznaczaloby sie jak to sie zadbalo o jego obecnosc to jest interesownosc, komunikat "zobacz jak wiele dla Ciebie robie!".
jesli natomiast jest to cos takiego, ze wiedzac, ze Twoja partnerka cos lubi i znajdujesz to w sklepie kupujesz to jej i zostawiasz w domu; czy podkladasz gdzies czy nawet jej to wreczasz; to nie jest interesownosc. To jest po prostu okazanie jej Twojego uczucia. Takie "Mysle o Tobie, pamietasz co lubisz".
Widzisz Source podejrzewam, ze dojrzales milosci nie miales okazji zasmakowac wiec ciezko Ci pojac jaka radosc sprawia czlowiekowi sprawienie radosci osobie ktora sie kocha. Nawet batonikiem kyory lubie, ktory sie mu podrzuca do torby gdy idzie do pracy.
Cytat:
Jedna z rzeczy, która od teraz mnie najbardziej interesuje. Może opis myśli, które pojawiają się w głowie? Obrazy, dialog głosu wewnętrznego, odczucia(nie uczucia) kinestetyczne?(np ciepło w klatce piersiowej)
Mysli? Obrazy?
Niewiele to da. Bo lacza sie z emocjami. To jest "jejku, jak mi tu dibrze, jak blogo, jak spokojnie". Poczucie bycia w najwlasciwszym sobie miejscu we wszechswiecie gdy jestesci razem, I to niezaleznie czy w domu, przed snem, na spacerze czy w tlumie ludzi na imprezie.
To jest usmiech gdy ten czlowiek na Ciebie spojrzy, to jest usmiech i radosc ze mozesz go przywitac w drzwiach. To jest cieplo na calym ciele gdy On jest blisko [nie majace nic wspolnego z ledzwiami]; to jest poczucie, ze coby sie nie dzialo mozesz po prostu polozyc glowe na ramieniu i wiesz, ze ten czlowiek bedzie.
Cytat:
Zmiany pod wpływem drogiej osoby? Taka indoktrynacja czyichś poglądów? Kolejna z rzeczy której nigdy(pamięć bywa zawodna) nie doświadczyłem i nie mam większego pojęcia w jaki sposób zachodzi.
Nie! Jaka indoktrynacja?
Zupelnie nie ten mechanizm. Widzisz chodzi bardziej o to, ze doswiadczasz uczucia zmiany swoich postaw i zachowan. Nie dlatego, ze partner/ka nakazuje Ci ich zmiane, ale dlatego, ze dla WAS chcesz byc lepszy. Naturalnie nie zadko jest tak, ze partner/ka zwraca uwage na to, co ja drazni w zachowaniu podobnie jak Ciebie w niej. Wiadomo, ze latwiej komus z boku zobaczyc nas, niz my smai widzimy siebie. Nasze JA idealne czesto nie rozrizniane jest z JA aktualne.
Mowiac na przykdzie. Jesli jako 7 latek dostajesz kotka, to mimo, ze do tej pory byles beztroski to zaczynasz odczuwac potrzebe bycia odpowiedzialnosci, pamietania o pewnych obowiazkach, czy zmiany swojego podejscia. Rozumiesz? Nie dlatego, ze kot nakazuje Ci sie zmienic. Ale dla relacji jaka sie buduje miedzy Toba a nim musisz pewne cechy pochamowac, zmienic a inne wyksztalcic.
Najbardziej, jako osoba nastawiona maksymalnie relatywistycznie, nie mogę zrozumieć pewności z jaką te wszystkie teorie(w twoim mniemaniu zapewne to już teorie nie są) wygłaszasz. Kolejna rzecz, którą chciałbym zrozumieć, choć wcale nie muszę. Miałem nadzieję, że ktoś się jeszcze wypowie. Ciężko mi uwierzyć w to, że wszyscy mają koncepcje identyczną jak Twoja.
Erill napisał/a:
Bo wlasnie pojawienie sie milosci odwraca zycie do gory nogami.
To znaczy, że wszystkie przekonania i filtry, przez które oglądam świat nie mają żadnego znaczenia? Miłość wchodzi tylnimi drzwiami? Ciekawi mnie, czy według Ciebie możliwe jest być odpornym na miłość? Koncepcja miłości, niczym latającego kupidyna, który sam wybiera cel nie bardzo mi odpowiada.
Erill napisał/a:
Uwazasz, ze sprzeczka moze wyprowadzac z rowniwagi?
Sprzeczka, jest to obrona własnego stanowiska(jednocześnie atak czyjegoś). Będąc osłem, za jakiego się uważam i jednocześnie uważam wszystkich innych, o wiele prościej jest mi obojętna postawa. Nie sprzeczam się, pierwsze co stosuje w gorących sytuacjach, jest "potwierdzenie rzeczywistości i odczuć rozmówcy" czyli słowa tak na pewno masz rację. Nie czuję potrzeby obrony czegoś, co nie jest integralną częścią mnie, a za taką rzecz uważam poglądy i przekonania.
Erill napisał/a:
I czasem trzeba by posypaly sie iksry by sie dopasowac. A raczej dopelnic
Możliwe, że u mnie jest problem z tym, że ani nie szukam aprobaty dla moich zachowań, ani tej aprobaty nie daję. Bez znaczenia jest dla mnie, czy ktoś się ze mną zgadza, mnie popiera. Mój ostatni pseudozwiązek rozpadł się przez właśnie takie coś. "Zdradzę!", "Zdradzaj!" zdradziła a ja z uśmiechem wypiłem kolejne piwo nic sobie z tego nie robiąc. Czasami mam wrażenie, że nad głową każdego człowieka widnieje napis CHCĘ CZUĆ SIĘ WAŻNY!
Erill napisał/a:
Widzisz Source podejrzewam, ze dojrzales milosci nie miales okazji zasmakowac wiec ciezko Ci pojac jaka radosc sprawia czlowiekowi sprawienie radosci osobie ktora sie kocha. Nawet batonikiem kyory lubie, ktory sie mu podrzuca do torby gdy idzie do pracy.
Nie wiem jaka to jest dojrzała, ale przebrnąłem przez wszystkie etapy, które miałaś okazję wymienić. Czasem mimo wewnętrznego sprzeciwu. W końcu krzyknąłem w duchu:
"Mam tego dość! Musi istnieć jakiś lepszy sposób na życie niż uzależnianie się od innych" Umarł Rafał narodził się Source. Szkoda, że dziadów nie dane było mi przeczytać.
Nie mówię, że poszedłem w lepszą stronę, na pewno poszedłem w inną.
Erill napisał/a:
Niewiele to da. Bo lacza sie z emocjami.
Emocje są subiektywne i zazwyczaj usuwają większość informacji. Na moim przykładzie mogę podać obrazy, które zazwyczaj pojawiały się w moim wypadku. Największy nawał był halucynacji odnośnie naszego WSPÓLNEGO przyszłego życia. To jak spędzamy wakacje, to jak spędzamy święta etc. Jasne, kolorowe, mocno nasycone, oddalone w zależności od odstępu jaki dzieli je od teraźniejszości. Już wiem co znaczy "żyć tu i teraz". Ukochana odchodząc zabiera wszystkie te obrazy, zostawiając przysłowiową pustkę. Skończyły się halucynacje a razem z nimi odeszło przywiązanie i ból po odejściu.
Erill napisał/a:
Jesli jako 7 latek dostajesz kotka, to mimo, ze do tej pory byles beztroski to zaczynasz odczuwac potrzebe bycia odpowiedzialnosci, pamietania o pewnych obowiazkach, czy zmiany swojego podejscia. Rozumiesz? Nie dlatego, ze kot nakazuje Ci sie zmienic. Ale dla relacji jaka sie buduje miedzy Toba a nim musisz pewne cechy pochamowac, zmienic a inne wyksztalcic.
Kolejna rzecz która bardzo mi się spodobała, i którą będę powielał i kopiował.
O chemii to ja wiem, ale nie wiem jak ją rozpoznać.
Przy roznych osobach czujesz sie w rozny sposob.
Kazdy odczuwa cos innego.
Poznaj siebie, aby moc rozpoznac swoje uczucia.
Moge Ci powiedziec co u mnei powoduje tzw. 'chemia', ale jakie to ma znaczenie. Sam musisz u siebie odnalesc w sobie co oznaczaja Twoje uczucia.
Source napisał/a:
kreska napisał/a:
zaczynasz myslec o wszystkim w kategoriach 'my'. I co najwazniejsze nauczyc sie egzystowac jako 'my'.
Mam tego dość! Musi istnieć jakiś lepszy sposób na życie niż uzależnianie się od innych.
Tu nie chodzi o to zeby slepo sluchac drugiej osoby.
Chodzi o branie pod uwage zdania, uczuc, emocji, reakcji drugiej osoby, z wlasnej nieprzymuszonej woli. To Twoje uczucie powoduje, ze chcesz znak zdanie drugiej osoby, chcesz sprawic jej przyjemnosc. Z zewnatrz moze to wygladac jak uzaleznienie.
Wiadomo, ze nie chodzi o to zeby ztracic swojej osobowosci, chodzi mi tutaj bardziej o czestsze podchodzenie do kompromisow majac na uwadze nie tylko swoje, ale wspolne dobro.
[ Dodano: 24-02-2008, 20:43 ]
Source napisał/a:
Ciekawi mnie, czy według Ciebie możliwe jest być odpornym na miłość?
Wedlug mnie mozna sie uodpornic na okazywanie milosci, ale nie na jej odczuwanie.
Source napisał/a:
Czasami mam wrażenie, że nad głową każdego człowieka widnieje napis CHCĘ CZUĆ SIĘ WAŻNY!
Tez mysle, z etak jest, ale nie uwazam ze to cos zlego.
Btw. uwazam, ze gdy ktos nie ma osoby dla ktorej jest wazny ( obojetnie, czy rodzicow, przyjaciol, dziewczyny, chlopaka), to nie doswiadcza w swoim zyciu pelnego szczescia.
Ze znanych SOBIE osób robię to najlepiej. Nie czytałaś moich postów uważnie. Napisałem wyraźnie PRZYJMIJMY, że mam ALEKSYTYMIĘ. Wszystkim nieznającym siebie polecam medytację.
kreska napisał/a:
majac na uwadze nie tylko swoje, ale wspolne dobro.
Wspólne dobro nie istnieje. Można spotkać "OŚWIECONĄ INTERESOWNOŚĆ", która objawia się poczuciem szczęścia, z powodu uszczęśliwieniem drugiej osoby. Altruizm nie istnieje. Jak już pisałem wcześniej: Dobro ma znaczenie wówczas, gdy czynione jest bezwiednie. Reszta to egoizm-interesowność.
kreska napisał/a:
Wedlug mnie mozna sie uodpornic na okazywanie milosci, ale nie na jej odczuwanie.
Z cybernetycznego(nie mówię słusznego) punktu widzenia, sama sobie zaprzeczasz. Nie istnieje coś takiego jak brak komunikatu. Brak komunikatu jest również JAKIMŚ komunikatem. Czyżbym utrudniał sobie życie?
kreska napisał/a:
to nie doswiadcza w swoim zyciu pelnego szczescia.
Moja miarą szczęścia jest wolność w tym emocjonalna. Potrzeba aprobaty jest uzależnieniem się od opinii świata zewnętrznego i tą wolność wyklucza. Miłość zaprezentowana przez Erill również wyklucza wolność.
Ze znanych SOBIE osób robię to najlepiej. Nie czytałaś moich postów uważnie. Napisałem wyraźnie PRZYJMIJMY, że mam ALEKSYTYMIĘ. Wszystkim nieznającym siebie polecam medytację.
Czytalam, ale pomienal ten watek poniewaz nie chcialo mi sie sprawdzac co to alekstymia, teraz tez mi sie nie chce. Wiem, ignorantka ze mnie.
Source napisał/a:
Wspólne dobro nie istnieje.
Owe wspolne dobro rozumiem jako kompromis. Widomo, ze dwie osoby nie sa identyczne. Mozna jednak sie dogadac osiagajac czesciowe zadowolenie obydwoch osob.
Source napisał/a:
Nie istnieje coś takiego jak brak komunikatu. Brak komunikatu jest również JAKIMŚ komunikatem. Czyżbym utrudniał sobie życie?
Tak utrudniasz sobie. Dla mnie brak komunikatu, to brak komunikatu. Przynajmniej na dany temat.
Jesli zadam Ci pytanie 'tak lub nie?', a Ty nie udzielisz mi odpowiedzi, nie bedzie to komunikat na interesujacy mnie temat, a jedynie fakt, ze mnie ignorujesz.
Nie poznam Twojego zdania, na interesujacy mnie temat, a wiec nie otrzymam komunikatu.
Source napisał/a:
Moja miarą szczęścia jest wolność w tym emocjonalna. Potrzeba aprobaty jest uzależnieniem się od opinii świata zewnętrznego i tą wolność wyklucza.
Ładnie napisane. Nieralne do wykonania. Czlowiek sam w sobie potrzebuje aprobaty i akceptacji, nie wszystkich, ale chociaz najblizszego sobie otoczenia.
Miłość zaprezentowana przez Erill również wyklucza wolność.
Nieptrawda. I tu sie roznnimy. Tobie sie wydaje, ze milosc ogranicza wolnosc. A ja uwazam, ze milosc ta wolnosc daje. Kosztem zintegrowania pewnych sfer ale brak milosci niesamowicie ogranicza milosc. Nigdy nie zdawalam sobie de facto sprawy, ze az tak dopoki nie odczulam jak to jesyt kochac dojrzale..
Source napisał/a:
Najbardziej, jako osoba nastawiona maksymalnie relatywistycznie, nie mogę zrozumieć pewności z jaką te wszystkie teorie(w twoim mniemaniu zapewne to już teorie nie są) wygłaszasz.
Kiedys Ci napisalam Ci ze masz problem z rzumieniem emocji. I widze, ze mam racje. ja wcale nie pisze z pewnoscia, iz moj poglad jest jedynym wlasciwym. Co wiecej, ze jest teopria naukowa, ktora jest potiwerdzona przez rozne swiadectwa [nawet jesli indukcyjnie]. To, ze mam okreslony poglad na pewne wymiary rzeczywitosci nie znaczy ze wynosze je do miara teorii naukowej. To jest wyrazenie zdania jakie mam, pogladu. Rowniez Ty wyrazasz swoje poglady z pewnoscia. jakkolwiek jest to pewnosc bardziej do tego, ze sie ten poglad samemu wyszksztaltoewalo a nie do jego uniwersalnosci
Source napisał/a:
To znaczy, że wszystkie przekonania i filtry, przez które oglądam świat nie mają żadnego znaczenia? Miłość wchodzi tylnimi drzwiami? Ciekawi mnie, czy według Ciebie możliwe jest być odpornym na miłość?
ALez ja wcale nie powiedzialam, ze nie maja. Raczej chodzilo mi iz milosc i na nie wplywa - dlatego tez kiedys Cie wyprostowalam z myslenia o sztywnym kregoslupie pogladowym
Milosc wchodzi szpara jaka zostawiamy gdzies miedzy naszymi pogladami. trzeba naprawde duzo samozaparcia zeby ja odrzucac i probowac latac szpary gdzie moze wejsc. czy jest mozliwe byc odpornym? Mysle, ze nie. Ale mysle tez ze mozna sie dlugo skutecznie oszukieac.. Do czasu. Mam przyjaciela. Jest czlowiekiem ktory prawoie pol zycia ma za soba. I on mi dopiero niedawno przyznal, ze wlasnie unikal, oslanial sie i i tak nie dalo sie przed uczuciem obronic..Mowiac wprost nie znam, nie slyszalam zeby byl czlowiek ktory przed miloscia obronil sie skutecznie...
Source napisał/a:
Sprzeczka, jest to obrona własnego stanowiska(jednocześnie atak czyjegoś). Będąc osłem, za jakiego się uważam i jednocześnie uważam wszystkich innych, o wiele prościej jest mi obojętna postawa. Nie sprzeczam się, pierwsze co stosuje w gorących sytuacjach, jest "potwierdzenie rzeczywistości i odczuć rozmówcy" czyli słowa tak na pewno masz rację. Nie czuję potrzeby obrony czegoś, co nie jest integralną częścią mnie, a za taką rzecz uważam poglądy i przekonania.
Dosc ciekawy poglad.
Ale z drugiej strony nie powoduje ze stoisz w miejscu?
Sprzeczka jest tez uczaco bo moze pokazac cos czego nie dostrzegales. I uprzedze twoje pytanie - nie nie zawsze da sie to ot tak powiedziec, w trakcie konwersacji.
Obojetnosc... Odnosze wrazenie iz wogole twoją postawe cechuje obojetnosc na swiat, szczegolnie tez zwiazany z emocjami.. Czyzby to nie chodzilo o to, ze lepiej emocji nie odczuwac i "panowac" nad nimi gdzy plyniecie na ich fali jest zbyt nieprzywidywale?
Source napisał/a:
Możliwe, że u mnie jest problem z tym, że ani nie szukam aprobaty dla moich zachowań, ani tej aprobaty nie daję. Bez znaczenia jest dla mnie, czy ktoś się ze mną zgadza, mnie popiera. Mój ostatni pseudozwiązek rozpadł się przez właśnie takie coś. "Zdradzę!", "Zdradzaj!" zdradziła a ja z uśmiechem wypiłem kolejne piwo nic sobie z tego nie robiąc. Czasami mam wrażenie, że nad głową każdego człowieka widnieje napis CHCĘ CZUĆ SIĘ WAŻNY!
Naprawde? Chcesz powiedziec, ze pracujesz na to by byc odludkiem? Az tak nie chcesz miec do czynienia z ewaluacja ludzka, ze wyrabiasz w sobie postawe do moejgo zycia potrzebuje siebie i swojej akceptacji kazda inna jest zbedna?
Czy mnie sie tylko wydaje [ z uwgai na filt wlasnych przekonan i pogladow] ze de facto jestes czlowkiem sklrajnie samotnym??Tylko moze nie wiesz jeszcze o tym...?
Oddzielasz sie od emocji az tak bardzo, zeby miec w nosie ze ktos Cie zdradza? Czy nie napisales wypowiedz wyzej, ze to wlasnie zdrada wyprowadzila Cie z rownowagi?
Mnie sie czasem wydaje ze nad Twoja glowa widnieje napis "ZOBACZNIE JAK BARDZO CHCE WAM POKAZAC JAK MALO JESTESCIE DLA MNIE ZNACZACY".
Cytat:
Nie wiem jaka to jest dojrzała, ale przebrnąłem przez wszystkie etapy, które miałaś okazję wymienić. Czasem mimo wewnętrznego sprzeciwu. W końcu krzyknąłem w duchu:
"Mam tego dość! Musi istnieć jakiś lepszy sposób na życie niż uzależnianie się od innych" Umarł Rafał narodził się Source. Szkoda, że dziadów nie dane było mi przeczytać.
Zastanawia mnie czy az tak bardzo obawiasz sie ze ktos czycha na Twoja tozasmosc ze obawiasz sie pewnego stopnia uzalenienia, ze utrzymujesz tylko pzoory wiezi czy faktycznie nie potrzeba Ci czuc wiezi, ktora mimo, ze wiaze sie z uzaleznieniem to jednak daje wolnosc..
Naprawdę jest wielu mnichów, którzy medytują kolejną dekadę w jaskini, nie pokazując się nikomu na oczy.
To, ze nie maja bezposredniego kontaktu z innymi ludzi, nie zmienia faktu, ze poczucie akceptacji jest potrzebne. Potrzebna jest sama swiadomosc, ze sie jest akceptowanym.
Owy mnich jest akceptowany przez innych mnichow, za samo bycie mnichem.
Poczucie akceptacji nie znika wraz z izolacja od ludzi.
[ Dodano: 24-02-2008, 23:38 ]
Btw. religia to juz inna bajka. Tam tez wchodzi rola Boga. Taki mnich podporzadkowuje mu cale swoje zycie. Czy starajac sie zyc wedlug jego zasad, nie szuka u niego pewnego rodzaju akceptacji?
Btw. religia to juz inna bajka. Tam tez wchodzi rola Boga. Taki mnich podporzadkowuje mu cale swoje zycie.
Z tą różnicą, że w buddyzmie bóstwa nie istnieją. Nie można więc mówić o przyporządkowaniu.
Erill napisał/a:
A ja uwazam, ze milosc ta wolnosc daje.
O zgrozo, ja również. Nie odpowiada mi tylko kształt miłości jaki opisujesz. Jak powiadają Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach". Miłość to stan ducha, nie ukierunkowane uczucie.
Erill napisał/a:
I widze, ze mam racje. ja wcale nie pisze z pewnoscia, iz moj poglad jest jedynym wlasciwym.
Odnośnie tekstu pisanego, oceniam tylko to, co widać. Żadnych wątpliwości przeczytać nie było mi dane.
Erill napisał/a:
Kiedys Ci napisalam Ci ze masz problem z rzumieniem emocji.
Zrozumienie, spostrzeżeniem, wywołaniem czy może UTOŻSAMIENIEM się? By spostrzegać nie trzeba rozumieć czy utożsamiać się. Wystarczy opis procesu. Nie trzeba być drzewem by zauważać drzewa. Co do umiejętności wywoływania uczuć, jestem bardzo plastyczny. Motywacja, pewność siebie, dobry nastrój czy kreatywność, to stany w które wprowadzam się bez większych problemów. Co znaczy rozumieć emocje? Znać podłoże?
Utożsamiać się? Nie nie jestem swoimi emocjami. Emocje przychodzą i odchodzą, ja pozostaję.
Erill napisał/a:
Odnosze wrazenie iz w ogóle twoją postawe cechuje obojetnosc na swiat, szczegolnie tez zwiazany z emocjami.. Czyzby to nie chodzilo o to, ze lepiej emocji nie odczuwac i "panowac" nad nimi gdzy plyniecie na ich fali jest zbyt nieprzywidywale?
Spontaniczność jest w zasięgu ręki. To tylko proces jak wszystko, który można w oka mgnieniu wywołać. Obojętność jest nacechowana negatywnie. Nie czuję potrzeby wpływania na rzeczywistość.
Kłopot z większością ludzi polega na tym, że są straszliwie zajęci organizowaniem rzeczywistości, której nawet nie "rozumieją". Zawsze coś ustalamy, organizujemy... Nigdy nie przyjdzie nam do głowy, że rzeczy nie potrzebują być organizowane. Naprawdę. Rzeczy potrzebują jedynie "zrozumienia". Jeśli je "zrozumiesz", one się zmienią. Podobnie jak uczucia.
Erill napisał/a:
Czy mnie sie tylko wydaje [ z uwgai na filt wlasnych przekonan i pogladow] ze de facto jestes czlowkiem sklrajnie samotnym??
Samotny to taki, który się do nikogo nie przywiązał? Może i jestem, bo nie każde moje przywiązanie zostało zweryfikowane. Samotny to taki, który spędza czas w obecności własnej osoby? Na taką samotność narzekać nie mogę.
Erill napisał/a:
Oddzielasz sie od emocji az tak bardzo, zeby miec w nosie ze ktos Cie zdradza? Czy nie napisales wypowiedz wyzej, ze to wlasnie zdrada wyprowadzila Cie z rownowagi?
Mnie sie czasem wydaje ze nad Twoja glowa widnieje napis "ZOBACZNIE JAK BARDZO CHCE WAM POKAZAC JAK MALO JESTESCIE DLA MNIE ZNACZACY".
Zobaczcie jak niewielki wpływ macie na moje życie owszem. Warto było by zdefiniować wartość. Poziom uzależnienia się od osoby? Poczekam na pomysły.
Pierw dostałem smsa świadczącego o zdradzie. Nie spodobał i się raczej sposób przekazu, choć obojętny nie zostałem wobec faktu. Samo spotkanie twarzą w twarz przeszło bez echa i żalu.
Erill napisał/a:
ze obawiasz sie pewnego stopnia uzalenienia, ze utrzymujesz tylko pzoory wiezi czy faktycznie nie potrzeba Ci czuc wiezi, ktora mimo, ze wiaze sie z uzaleznieniem to jednak daje wolnosc..
Mam wiele nałogu, jestem jednak świadom ich istnienia. Są jednak niczym w porównaniu z "miłością".
Więź albo wolność mają złą definicję w takim razie. Nie można być przywiązanym, będąc jednocześnie wolnym. Paradoks?
Nie odpowiada mi tylko kształt miłości jaki opisujesz. Jak powiadają Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach".
To znaczy ze Tobie ogolnie nie podoba sie milosc ktora cechuje nie dosc, ze ambiwalencja to jeszcze do tego rownowaga miedzy sloncem i cieniem??
Sadzisz, ze gdyby byla tylko sloncem wiedzialbys ze nia jest? Skoro zawsze by byla? Taka sama? SLodka, idealna, niezmienne i zawsze obecna w identycznej postacu bo kazde jej zaburzenie juz moze powodowac pojawienie sie cienia..
Ok. Szanuje Twoje zdanie. Osobiscie lubie milosc, ktora ma tez cienie... rzeczywitosc tez je ma. Skoro juz rozumiesz rzeczywitosc ktora nie jest jednolita a ma kilka wymiarow dziwi mnie az taka niechec do tego by milosc je miala..
Source napisał/a:
Miłość to stan ducha, nie ukierunkowane uczucie.
Zgadzam sie. Ale jak opiszesz stan ducha jesli nie ukierunkowanymi uczuciami i emocjami???
Cytat:
Odnośnie tekstu pisanego, oceniam tylko to, co widać. Żadnych wątpliwości przeczytać nie było mi dane.
Troche nie rozumiem do czego wlasciwie pijesz? Przeciez sam przestawiasz wszystkie swoje mysli z ta sama pewnocia. A przeciez nilkt nie napisal, ze sa jedynymi wlasciwymi, czyz nie?
Cytat:
Zrozumienie, spostrzeżeniem, wywołaniem czy może UTOŻSAMIENIEM się? By spostrzegać nie trzeba rozumieć czy utożsamiać się. Wystarczy opis procesu. Nie trzeba być drzewem by zauważać drzewa. Co do umiejętności wywoływania uczuć, jestem bardzo plastyczny. Motywacja, pewność siebie, dobry nastrój czy kreatywność, to stany w które wprowadzam się bez większych problemów. Co znaczy rozumieć emocje? Znać podłoże?
Przejezyczylam sie bo chodzilo mi o rozroznienie.
Source napisał/a:
Utożsamiać się? Nie nie jestem swoimi emocjami. Emocje przychodzą i odchodzą, ja pozostaję.
Mylisz sie. Jestes caloscia. Ze swoja emocjonalnoscia, cialem, motywacjami, procesami spostrzegania, myslenie i innymi. Nie ma czegos takiego jak emocje sa obok a ja jestem sam. Emocje, stany psychiczne to inna postac ciebie.
Sugeruje zapoznac sie z lektura "Wielkie pytania psychologii" Wiesława Łukaszewskiego; tam bedziesz miał dośc dobitnie wyjaśnione iż nie ma czegos takiego jak odzielenie czego s co nie pasuje lub nad czym sie "panuje" od siebie i swojego jestejstwa.
Skoro zawsze by byla? Taka sama? SLodka, idealna, niezmienne i zawsze obecna w identycznej postacu bo kazde jej zaburzenie juz moze powodowac pojawienie sie cienia..
miłosć to naleśniki z plastikowego talerzyka na murku na grodzkiej, to wspinanie sie na drzewo i wypychanie kieszeni czereśniami, to kłótnia na przystanku czekając na 502 i obrażnoe spojżenie na szybe, to też butelka wina w samotności, to szampan na rocznice. dziekuje.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum