Nie mamy możliwości chodzić na imprezy razem, ale nie chciałabym by wychodził sam na dyskoteki itp. Może iść spotkać się sam z kolegami, ale nie sam z koleżankami. ^^
Na szczęście wybranek serca nie lubi dyskotek, więc problem z głowy.
Nie potraktuj tego Moniko jako czepialstwo, bo daleka jestem od oceniania, ale to co piszesz zakrawa o zaborczość i przypomina troszkę związek na zasadach uzależnienia...nie wiem czy takie ograniczanie drugiej osoby jest dobre...nawet jeśli chwilowo powiedzmy drugiemu partnerowi to pasuje
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Wiem. Jestem zaborcza. Jestem też straszną zazdrośnicą.
Niestety pomimo chęci nie potrafię zwalczyć tego. Nie przepadam za jakimikolwiek dziewojami w otoczeniu mego wybranka. Póki co śmieję się z tego, ale liczę się z tym, że w moim wypadku może to być kiedyś duży problem. Masz może jakiś sposób by się nie przejmować dziewczynami wokół mego wybranka?
_________________ "Elen síla lúmenn' omentielvo."
Ostatnio zmieniony przez miyako 11-11-2007, 18:49, w całości zmieniany 1 raz
Wiem. Jestem zaborcza. Jestem też straszną zazdrośnicą.
Niestety pomimo chęci nie potrafię zwalczyć tego. Nie przepadam za jakimikolwiek dziewojami w otoczeniu mego wybranka. Póki co śmieję się z tego, ale liczę się z tym, że w moim wypadku może to być kiedyś duży problem. Masz może jakiś sposób by się nie przejmować dziewczynami wokół mego wybranka?
Nie mam złotego środka na zazdrość...nawet na zwykłą a co dopiero "chorobliwą" o ile taka się rozwinie...nie jestem kompetentna żeby doradzać Ci w tak skomplikowanym problemie...to co jestem w stanie napisać to na pewno dobra jest refleksja nad tym jak wygląda nasz związek i uświadomienie sobie konsekwencji z ograniczania partnera a jednocześnie i siebie, bo nie jesteś szczęśliwa gdy jakaś kobieta się pojawia na jego drodze...na pewno praca nad sobą, nad zaufaniem do drugiej osoby, świadomość tego co mówi kochana osoba i jak ona postrzega związek...taka praca nad sobą na pewno do łatwych nie należy
Polecam też lekturę listopadowych "Charakterów" bo tam jest trochę o przywiązaniu i o takich związkach opierających się na relacji podobnej do uzależnienia..mi pomogło zrozumieć i uświadomić sobie parę kwestii...może i Tobie pomoże
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Ja ufam Jakubowi. Wiem, że on sam z siebie nie zdradziłby, ale dziewczętom nie ufam. To są potworne bestie czyhające na niewinnego, wspaniałego przedstawiciela rodzaju męskiego. Obawiam się, że mogłoby chwycić w swoje szpony i Jakub by się nie wyrwał.
Potworna wizja. 0.o
Wiesz Moniko...jak dla mnie aby doszło do zdrady trzeba minimalnej chęci obu stron...jeśli Kuba jest takim człowiekiem jakim go przedstawiasz to jak dla mnie musisz tylko przewartościować swoje myślenie a o niego się nie martwić...bo nie ma chyba takiej sytuacji (a wykluczam gwałt, który zdradą nie byłby...wiem że to co piszę brzmi śmiesznie ale nie traćmy dystansu do samych siebie ) że ktoś by się na niego rzucił a on nie mógłby zrobić nic innego jak tylko ule
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Nic innego mi nie pozostaje Moniko jak tylko złożyć Ci elektroniczne życzenia wytrwałości w pracy nad sobą
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
chyba głupotą byłoby jakieś ograniczanie się na wzajem..
Myślę że nie powinno się tego z całym przekonaniem nazywać głupotą...nie zawsze jest to kwestia głupoty
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
no tak, ale chodzi o zachowanie jakiegos rozsądku. nikt nie lubi jak sie go ogranicza.
można sie bawic razem, ale można tez osobno.
Jasne tu się z Tobą zgodzę, tyle że nie nazwałabym tego głupotą...niemożność pozwolenia partnerowi i często sobie na swobodę i zachowanie autonomii nie wynika często z tego że ktoś głupio sobie tak założył, że ta idea będzie mu przyświecać z relacjach z ludźmi...często są to problemy "wewnętrzne" ciężkie do przeskoczenia wywołane różnymi czynnikami...tylko to chciałam zasygnalizować cytując Twoją wypowiedź
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
jak jest u was z imprezami? czy bedąc w związku, pozwalacie by partner/partnerka chodziła sama na imprezy?
mamy wspólnych znajomych, wiec razem chodzimy na imprey, nie miliśmy jeszcze sytuacji, że ja lub mój chłopak chcielibysmy isc sami na imprezę, nie wime jak bym sie zachowała
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum