Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 967 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 02-02-2008, 10:54
Żal mi ludzi starszych. Takich, którzy chcieliby sobie sami poradzić, a nie mogą. Takich, którzy uśmiechają się mimo bolącej nogi i ciągłego kaszlu.
O swojej starości myślę rzadko i zadaję sobie tylko pytania " co w życiu przejdę, z kim będę, czy będę mieć dzieci i kogo będę kochać".
Po prostu wyobrażąm sobie jego uśmiechniętą twarz i mnie, przytulonych przy kominku. Tylko w ten sposób.
legalna napisał/a:
Chyba tego boje się najbardziej- samotności.
Dokładnie.
Moi dziadkowie są sprawni psychicznie i fizycznie. Dziadek ma nieczynne jedno płuco, bo w młodości pobił go niemiec(chyba w czasie wojny). Jego żona czyli moja babcia jest sprawna, owszem bierze jakieś leki, bo to ją wątroba boli, co coś innego, ale ogólnie jest sprawna. A druga babcia(jej mąż nie żyje, dziadka nie pamiętam niestety) to uhuuu ;P kupuje sobie buty na szpilkach, koralne, troszkę się pindraczy. Dziadek nie żyje już 10 lat, a niedawno się dowiedziałam, ze [babcia] do jakiegoś FACETA jeżdzi na pogaduszki
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Ostatnio zmieniony przez Żelowa 02-02-2008, 16:00, w całości zmieniany 1 raz
Bardzo boję się starości. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, jak to będzie i nie jestem pewna, czy chciałabym tego doczekac. Patrząc na starszych ludzi, trochę mnie to przeraża. Nie zniosłabym tego, że żyję na czyjejś łasce, jeśli nie będę w stanie sama wszystkiego robic. Nie chcę byc od nikogo zależna.
_________________ Kiedyś ktoś Cię opuści- uświadom to sobie, bądź na to gotowy, mniej boli...
Imię: Anna
Dołączyła: 31 Sty 2008 Posty: 24 Skąd: z daleka...
Wysłany: 02-02-2008, 12:20
Ja sie bardzo boje starości. Jak patrze na te wszystkie choroby itp.
Mój dziadek ma 93 lata, a cały czas chodzi, jak ma do wyboru jechac windą albo iśc schodami to wybiera schody. Cały czas coś robi. Bo powiedział, ze jak siądzie i nic nie bedzie robił to sie zacznie na wszystko chorowac i sie nie bedzie mógł ruszyc. I trzyma sie naprawde niezle.
Żal mi ludzi starszych. Takich, którzy chcieliby sobie sami poradzić, a nie mogą. Takich, którzy uśmiechają się mimo bolącej nogi i ciągłego kaszlu.
Hmm no jeszcze pierwszą część zdania drugiego jestem w stanie zrozumieć że żałuje się osób które mimo chęci nie mogą sobie z czymś poradzić bo musi być to deprymujące, ale czemu żałować ludzi którzy uśmiechają się mimo bolącej nogi czy kaszlu jak napisałaś? Przecież to tylko dobrze, że mimo wszystko, mimo choroby potrafią zachować w miarę pogodę ducha...Chyba nie byłoby lepiej gdyby narzekali czy nad tym płakali?...Chyba że źle zrozumiałam to co chciałaś wyrazić.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Może chodziło jej o to, że po prostu przykro patrzeć jak ludzie się starzeją. Nie narzekają, ale to nie zmienia faktu, że czas mija.
Chciałabym być sprawna nawet w podeszłym wieku. żebym nie musiała prosić o wszystko rodzinę czy wynajmować panią do opieki. Chciałabym mieć z kim porozmawiać, a nie być zostawioną na pastwę telewizora i krzyżówek.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum..."
Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 967 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 02-02-2008, 16:02
Elektroniczna napisał/a:
ale czemu żałować ludzi którzy uśmiechają się mimo bolącej nogi czy kaszlu jak napisałaś?
Bo mimo wszystko w ich uśmiechach widać cierpienie. Nikogo nie chcą sobą obciążac, mimo, ze tego potrzebują. Uśmiech starszej osoby, owszem, jest bardzo miły. Lubię takie wesołe babcie czy dziadków. Ale chodziło mi o uśmiech "wymuszony", tedy takiego człowieka robi się po prostu żal.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Ostatnio zmieniony przez Żelowa 02-02-2008, 16:03, w całości zmieniany 1 raz
No może to miała na myśli (zresztą poczekam jeszcze na zdanie Żelowej o ile odpisze)....ale jakby na to nie patrzeć to jest kurcze naturalna kolej rzeczy...ludzie się starzeją, co by nie robili (oczywiście wykluczam samobójstwo czy przedwczesną śmierć) to i tak się zestarzeją...wiem, że tego za bardzo nie można porównywać no bo są różnice w byciu 50-latkiem a 80-latkiem, ale to tak jakby małe dziecko żałowało swojej mamy która ma 50 lat a nie 20...moim zdaniem tu nie ma też co żałować takich ludzi....ja z mojej strony jakoś nigdy nie miałam myśli jak widziałam mojego dziadka typu "jak przykro się na niego patrzeć, starzeje się".
[ Dodano: 02-02-2008, 15:09 ]
Żelowa napisał/a:
Elektroniczna napisał/a:
ale czemu żałować ludzi którzy uśmiechają się mimo bolącej nogi czy kaszlu jak napisałaś?
Bo mimo wszystko w ich uśmiechach widać cierpienie. Nikogo nie chcą sobą obciążac, mimo, ze tego potrzebują. Uśmiech starszej osoby, owszem, jest bardzo miły. Lubię takie wesołe babcie czy dziadków. Ale chodziło mi o uśmiech "wymuszony", tedy takiego człowieka robi się po prostu żal.
Mhmm, no jeśli faktycznie widać to cierpienie to mogę się zgodzić...ale czasem chyba jest tak (nie mówię że zawsze), że to my bardziej dopatrujemy się w nim cierpienia niż ono tam naprawdę jest lub niż jest na takim poziomie na jakim jest.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 967 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 02-02-2008, 16:14
Elektroniczna napisał/a:
Mhmm, no jeśli faktycznie widać to cierpienie to mogę się zgodzić...ale czasem chyba jest tak (nie mówię że zawsze), że to my bardziej dopatrujemy się w nim cierpienia niż ono tam naprawdę jest lub niż jest na takim poziomie na jakim jest.
Możliwe. A nawet bardzo. Zwłaszcza, jeżeli mamy w domu np.: starszą babcie i wiemy, że bardzo cierpi. Wtedy wydaje nam się, że inni starsi ludzie to przeżywają.
Jednak w mojej wypowiedzi bardziej chodziło o tę pierwszą część zdania. O tych ludzi, którzy nie mogą sobie poradzić, np.: z trudem podnosząc jakiś przedmiot, który im upadł. Wtedy na prawdę serducho ściska. A może dlatego, że zdajemy sobie sprawę z tego, że kiedyś też będziemy takimi osobami.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Mhmm, no jeśli faktycznie widać to cierpienie to mogę się zgodzić...ale czasem chyba jest tak (nie mówię że zawsze), że to my bardziej dopatrujemy się w nim cierpienia niż ono tam naprawdę jest lub niż jest na takim poziomie na jakim jest.
Możliwe. A nawet bardzo. Zwłaszcza, jeżeli mamy w domu np.: starszą babcie i wiemy, że bardzo cierpi. Wtedy wydaje nam się, że inni starsi ludzie to przeżywają.
Jednak w mojej wypowiedzi bardziej chodziło o tę pierwszą część zdania. O tych ludzi, którzy nie mogą sobie poradzić, np.: z trudem podnosząc jakiś przedmiot, który im upadł. Wtedy na prawdę serducho ściska. A może dlatego, że zdajemy sobie sprawę z tego, że kiedyś też będziemy takimi osobami.
Mhmm już mniej więcej rozumiem jak to widzisz...dzięki że rozwinęłaś....też często łapię się na czymś takim mimo iż może nie powinnam.
Czasem na przykład się zastanawiam czy pomóc....i może żeby było dobrze zrozumiane dam przykład bo chodzi mi o konkretną sytuację...powiedzmy jestem w sklepie i jakiejś staruszce coś wypada...od razu mam odruch żeby podnieść i podać, ale często Ci ludzie (starzy ale nie schorowani) też wykonują taki ruch jak do schylenia i widać czasem w ich oczach coś na kształt komunikatu "Przecież nie jestem jeszcze na tyle stara, żebym sobie sama tego nie podniosła"....i mimo iż pewnie w jakiś sposób są wdzięczni to tego nie oczekują....mam takie wrażenie...choć nie zdarzyło mi się oczywiście, żeby mi jakaś starsza osoba zwróciła na to uwagę.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Imię: Aneta
Dołączyła: 11 Sie 2007 Posty: 967 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 02-02-2008, 16:27
Elektroniczna napisał/a:
widać czasem w ich oczach coś na kształt komunikatu "Przecież nie jestem jeszcze na tyle stara, żebym sobie sama tego nie podniosła"
Myślę, że to zależy od charakteru danej osoby. Może niektórzy nie mogą się pogodzić z tym, że już się zestarzeli? Może wmawiają sobie, że mają jeszcze ten dawny, dawny wigor... albo też widzą w teraźniejszym pokoleniu mniej zyczliwych ludzi. Jakiś podstęp w Twojej pomocy. Ileż się mówi o tym, jakiej to muzyki ZŁEJ słucha młodzież, jacy ci nastolatkowie niemili, niekulturalni itd.
_________________ "A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć".
Za ukochaną, przyszłą ojczyznę.
Bardzo możliwe, że jest to kwestia charakteru...sama teraz na przykład widzę po sobie, że ciężko przychodzi mi proszenie kogoś o pomoc i jeśli jestem w stanie to robię wszystko sama...na pewno później też się to przekłada na takie myślenie o pomocy od innych...może starsze osoby odbierają to jako "zamach" na ich niezależność, którą tak bardzo chcieliby jak najdłużej zachować.
Heh to wszystko jest ciężkie do wyważenia...trzeba chyba obserwować ludzi i mniej więcej zauważać z jakim "typem" człowieka mamy do czynienia...jedna starsza osoba się oburzy jak zaproponujesz miejsce w poczekalni czy autobusie bo "Przecież ona ma jeszcze siły stać sama" (czasem powiedziane milej czasem mniej miłym tonem) a czasem nie ustąpisz i też jesteś zła bo nie ustąpiłaś.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
To jak będziemy wyglądali na starość, zależy głównie od tego jak przeżyjemy swoje życie.
Zniedołężnienie? Powiedzcie to SENIOROM(60+) który dalej walczą w sportach siłowych o mistrzostwo. 360KG w przysiadzie dla 82 latka to chyba więcej niż większość z was jest sobie w stanie wyobrazić.
Jeżeli ktoś sam swoim sposobem życia skazuje się na problemy zdrowotne, nie może winić nikogo poza sobą. Lepiej chyba przemyśleć dokąd zmierza nasze zdrowie i w odpowiednim momencie zmienić kurs.
Długowieczność? Prawdopodobnie najstarszym człowiekiem na świecie jest Mohammed al Wasimy, liczący 133lata. Li Ching-Yuen(1677 AD - 1933 AD)[256lat] - najstarszy ODNOTOWANY w rejestrach mistrz taoizmu. Był żonaty 14 razy. Jego wieku nigdy nie potwierdzono.
Samotności się nie boje. Większość dotychczasowego życia spędziłem w samotności i w samotności prawdopodobnie spędzę.
Starość? Piękne doświadczenie życiowe. Przy odrobinie szczęścia, odpowiednim charakterze i nastawieniu można ten czas świetnie wykorzystać.
Nie boję się. Będę pracował całe życie na moją starość. Jeżeli będę moje życie odpowiednio prowadził, będę wiódł wesołe, dostanie życie. W wieku 60 lat ożenię się z jakąś nastolatką/założę harem etc. Jeśli nic sie nie zmieni, moją ostatnią wolą będzie kosmiczna dawka meskaliny, może lsd czy innego specyfiku który umili(?) mi drogę na tamtą stronę.
Życie to zlepek chwil. Te późniejsze często wynikają z tych wcześniejszych, więc muszę każdą przelotnią okazję spostrzec i wykorzystać właśnie tu teraz - nie jutro, za tydzień czy jak skończę szkołę.
Elektroniczna napisał/a:
na przykład widzę po sobie, że ciężko przychodzi mi proszenie kogoś o pomoc
Czy to dobrze? Niektórzy ludzie uwielbiają czuć się potrzebni i możliwość pomocy odbierają jako okaz szacunku do ich umiejętności. Fajnie czasem dać sobie pomóc. Jeżeli nie dla siebie, to dla satysfakcji tej drugiej osoby. Lubię szukać altruistów i sprawdzać naturę ich altruizmu. Czasami nie dziękuję, czasami focha strzelę mimo tego że MI się pomaga. Fajnie pokazać niektórym jak ten ich altruizm naprawdę wygląda. "Bezinteresowność". To ja wolę pozostać egoistą i nie fałszować moich intencji.
Pozdrawiam
Source.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Source 02-02-2008, 17:11, w całości zmieniany 1 raz
Nie boję się. Będę pracował całe życie na moją starość. Jeżeli będę moje życie odpowiednio prowadził, będę wiódł wesołe, dostanie życie. W wieku 60 lat ożenię się z jakąś nastolatką/założę harem etc. Jeśli nic sie nie zmieni, moją ostatnią wolą będzie kosmiczna dawka meskaliny, może lsd czy innego specyfiku który umili(?) mi drogę na tamtą stronę.
Hmm i to pisze osoba, która chce mieć pełną świadomość swojego życia? To całe NLP i wszystkie mądre książki umożliwiające wyjście z niektórych sytuacji i pod koniec życia chcesz to wszystko sobie darować? Nie mieć świadomości pewnych rzeczy...nie doświadczyć wszystkiego co umożliwia nam życie? Nie poznaję Pana Heh a teraz możesz mi napisać że człowiek dąży swoimi czynami do osiągnięcia przyjemności i to tylko temu ma służyć. Albo podejść do tego inaczej. (jeśli nie chcesz odpisywać tu to proponuję PW)
Source napisał/a:
Elektroniczna napisał/a:
na przykład widzę po sobie, że ciężko przychodzi mi proszenie kogoś o pomoc
Czy to dobrze? Niektórzy ludzie uwielbiają czuć się potrzebni i możliwość pomocy odbierają jako okaz szacunku do ich umiejętności. Fajnie czasem dać sobie pomóc. Jeżeli nie dla siebie, to dla satysfakcji tej drugiej osoby. Lubię szukać altruistów i sprawdzać naturę ich altruizmu. Czasami nie dziękuję, czasami focha strzelę mimo tego że MI się pomaga. Fajnie pokazać niektórym jak ten ich altruizm naprawdę wygląda. "Bezinteresowność". To ja wolę pozostać egoistą i nie fałszować moich intencji.
Heh myślę że posłużenie się pogrubioną częścią Twojej wypowiedzi zaspokoi Twoją ciekawość i odpowie na pytanie. Poza tym nie widzę w samodzielności życiowej niczego złego. Owszem jeśli nie potrafi się w ogóle prosić o pomoc to może i nie jest to dobre, ale ja o nią umiem prosić gdy zachodzi taka potrzeba. Traktujmy to bardziej w kategoriach zapobiegania pojawianiu się "wyuczonej bezradności"...poza tym ile satysfakcji sprawia zrobienie czegoś samemu.
harlequin napisał/a:
Elektroniczna napisał/a:
sama teraz na przykład widzę po sobie, że ciężko przychodzi mi proszenie kogoś o pomoc i jeśli jestem w stanie to robię wszystko sama
Robisz źle uniemożliwiając przejawienie się dobra
Odpowiedź na Twój komentarz znajduje się troszkę wyżej w sumie Wasze posty były w tej części ciut podobne, więc mam nadzieję że nie obrazisz się za zbiorczą odpowiedź.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Ostatnio zmieniony przez Elektroniczna 02-02-2008, 20:33, w całości zmieniany 1 raz
Hmm i to pisze osoba, która chce mieć pełną świadomość swojego życia?
Odniosłem wrażenie, że na myśl przyszło Ci samobójstwo. Nic z tych rzeczy. Podobnie jak Aldous Huxley chciałbym uatrakcyjnić sobie drogę na tamten świat. Taka mini eutanazja.
Swoją drogą mam/miałem straszny pociąg do wszelkiego rodzaju używek. Robię co mogę, ale czasem(kwestia miesięcy nie dni) głód wygrywa.
Elektroniczna napisał/a:
Owszem jeśli nie potrafi się w ogóle prosić o pomoc to może i nie jest to dobre, ale ja o nią umiem prosić gdy zachodzi taka potrzeba.
Z tymi potrzebami to różnie bywa. Można subiektywnie ocenić, że żadna pomoc nam potrzebna nie jest, w momencie kiedy jesteśmy blisko dna.
Większość rzeczy wolę robić sam, łącznie z wiązaniem krawata, jednak rzeczy mało przyjemne i rozwojowe wole zastępować tymi dającymi więcej frajdy i doświadczeń.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum