To tak jakby sie chciało mieć kogoś na własność i podporządkować go sobie o_O
Mówienie MÓJ, MOJA, MOJE jest jednoznaczne z przywłaszczaniem, pomijam, że jest to pozbawianie siebie samego wolności. "Ona jest moja! Nie dotykaj jej!" "Nie będę szczęśliwy do póki nie wróci!". Normalnie parodia czasem.
Odpowiednio rozumiane słowa mogą się odnosić do seksu...ale podkreślam, że chodzi mi o głębsze rozumienie tych słów a nie ich powierzchowną interpretację...choć jasne rozumiane powierzchownie (w moim odczuciu) też mogą być prawdą...dziewczyna słysząc tekst z cyklu "gdybyś....to byś..." może zgodzić się na seks, wtedy będzie to "dowód" na coś, ale według mnie minie się z głębszym pojmowaniem seksu jako dowodu miłości...seks może być także "dopełnieniem" rozumianym jako "zapchajdziura" wypełniająca każdą pustą lukę, ale nie będzie dopełnieniem postrzeganym przeze mnie jako element w prawdziwej miłości, może być również zaspokojeniem popędu, ale ja wolałabym w seksie dostrzegać zaspokojenie potrzeb bliskości, poczucia bezpieczeństwa etc.
Także można temu przypasować najróżniejsze słowa...kwestia tylko interpretacji i rozumienia tych słów.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Imię: Wooof
Wiek: 20 Dołączył: 07 Lip 2006 Posty: 2019 Skąd: z okolicy
Wysłany: 25-03-2008, 11:51
dopełnieniem
_________________ Witam w rzeczywistości...
KOCHAM OLEŃKE :-*
Nie dbam o wasz szacunek...
Misja zyciowa: ignorowac prowokatorow i ludzi pustych, bo oni i tak zgina z wlasna glupota.
Wiek: 19 Dołączyła: 29 Sty 2006 Posty: 8488 Skąd: Kraków
Wysłany: 25-03-2008, 13:40
Source napisał/a:
Mówienie MÓJ, MOJA, MOJE jest jednoznaczne z przywłaszczaniem, pomijam, że jest to pozbawianie siebie samego wolności.
Ale niektórzy pozbawiają się wolności na własne życzenie, np wychodząc za mąż.
I dalej są, we własnym mniemaniu, szczęśliwi.
Bynajmniej jednak nie chodzi mi tutaj od uzależnianie się od danej osoby.
Ale niektórzy pozbawiają się wolności na własne życzenie, np wychodząc za mąż.
I dalej są, we własnym mniemaniu, szczęśliwi.
Ja to akceptuje. Akceptuje wszystko co jest skuteczne, działa i prowadzi do celu.
Dużo widzę sytuacji, gdzie jedna osoba ma pretensje na drugą z powodu który był wliczony w cenę. Niektórzy zawierają różne związki i narzekają później na wszystkie możliwe ograniczenia z tym związane. Pytam się po co? Po co się pchać w coś, co nas nie zadowala. To tak jak narzekanie na swoją tuszę, jedząc coraz więcej by odreagować i wychodząc coraz mniej z powodu wstydu związanego z wyglądem. Nie logiczne, nie praktycznie nie skuteczne i zapewne do szczęścia nie prowadzące.
Najczęściej spotykanym paradoksem są dla mnie dziewczyny, które zachowują się niestosownie, po czym narzekają na swoją opinię. Dziewczyny ubierające świecidełka na biodra i dekolt po pępek, płaczące z powodu tego, że przyciągają samych chamów co im wpatrują się w ich duże, piersi i następnie pchają się do łóżka. "Akcją, reakcją" jak to było powiedziane w pewnym francuskim filmie.
Wiek: 17 Dołączyła: 31 Mar 2006 Posty: 4374 Skąd: Kraków
Wysłany: 26-03-2008, 07:17
Cytat:
Czy uważacie ze seks jest dowodem miłosci, jej dopełnieniem czy tylko zaspokojeniem potrzeb????
Może być każdą z tych rzeczy. To zależy od tego czego ludzie oczekują od seksu. Ktoś, oddając się, może chcieć dowieść lub odwrotnie, żąda dowodu. Marnego co prawda wg mnie, ale to opinia subiektywna. Często bywa tylko zaspokojeniem potrzeb, może być sposobem na podniesienie własnej samooceny. Może być sposobem na uratowanie czwegoś co się rozpada, może być jednym ze sposobów dążenia do celu. Może być pracą, sposobem na życie. No i oczywiście piękny obrazek seksu, który każdy z nas chciałby oprawić w ramkę; dopełnienie miłości doskonałej <ziewa>. Wszsytko zależy od ludzi i sytuacji
_________________
Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że się pomyliłem
Oskar Wilde
Dużo widzę sytuacji, gdzie jedna osoba ma pretensje na drugą z powodu który był wliczony w cenę. Niektórzy zawierają różne związki i narzekają później na wszystkie możliwe ograniczenia z tym związane. Pytam się po co? Po co się pchać w coś, co nas nie zadowala.
Ale to normalne szczegolnie u bardzo mlodych ludzi, ktorzy nie sprawdza pratnera tylko pchaja sie w zwiazek, bo ladnie wyglada i bedzie mogl/mogla sie pochwalic znajomym, albo wrescie przerzyja swoj pierwszy raz i chca aby to bylo tak tredycyjnie. A potem wychodzi, ze ladny ale glupi, ze charakter nie ten, ze madry ale brzydki, ze nie da sie z nia o niczym pogadac.
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
Na ile to szantaz a na ile stwierdzenie faktu tudziez opisanie emocji?
Bo te wszytskie tresi typu "jak mnie kochasz to.." to dla mnie zenada.
Zupelnie jak "skoro mnie kochasz to dlaczego nie robisz (...)??" I pelna litania zalow i wypomnien, ze skoro mnie kochasz to winenes cos bardziej...
A tu akurat masz racje, ze akceptacja wolnosci i do tego jasne oczekiwania i jednak zasady moga szybko uciac podobne dywagacje.
Na ile to szantaz a na ile stwierdzenie faktu tudziez opisanie emocji?
Jest to warunkowanie szczęścia. Szczęście to umiejętność zdobywania pozytywnych emocji, nie uzależnianie się od otoczenia. Nudne stało się mówienie w kółko tego samego. Nie chce mi się powoływać na filozofie wschodu, powiem inaczej.
Milczenie owiec oglądałaś? Dokładnie mam na myśli TEN fragment.
Kiedyś uważałem go wręcz za zwierze. Jak tak można? Tak bez emocji, uczucia. Ale...to jest to! Zwierzęta tego nie potrafią! Pełna kontrola emocji, kto wie - neurohormonów. Potężny zastrzyk dopaminy. Mrrr. Nadczłowiek w pełnej krasie.
Wracając do emocji i filozofii. Różnica między wschodem a zachodem jest taki, że zachód uznaje emocje jako coś niezmiennego umieszczonego w ciele, skupia się na EGO. Wchód natomiast uważa uczucia za coś, co pojawia się i ucieka. Nie determinuje naszego zachowania. Można się uprzeć przy twierdzeniu, że głupcy wybierają emocje zamiast świadomości. EGO, jest czymś, co unicestwione powinno. Mężowie wschodu uwielbiali patrzeć jak inni mężczyźni zaspokajali ich żony. Nie było wartościowania, nie przywiązywano uwagi do takich małostek jak EMOCJE.
Każdy wybiera sam formę, którą przybiera. Dobrze jednak znać drugą stronę, a swojej nie uznawać za jedyną słuszną, niezmienną.
Kiedyś uważałem go wręcz za zwierze. Jak tak można? Tak bez emocji, uczucia. Ale...to jest to! Zwierzęta tego nie potrafią! Pełna kontrola emocji, kto wie - neurohormonów. Potężny zastrzyk dopaminy. Mrrr. Nadczłowiek w pełnej krasie.
Troszke chyba sie zagalopowales bo Halibal czerpal z tego radosc, lubil to. I nie zwierze tylko kanibal.
_________________ "Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku..."
Wysłany: 28-03-2008, 10:46 Re: Dowód, dopełnienie czy zaspokojenie?
Darn napisał/a:
Czy uważacie ze seks jest dowodem miłosci, jej dopełnieniem czy tylko zaspokojeniem potrzeb????
Zależy jak kto do tego podchodzi.
Dla jednego jest dowodem miłości i dopełnieniem związku, a dla innego zwykłym zaspokojeniem potrzeb w klubowej ubikacji
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum