Sedno tego działu polega na zamieszczaniu wierszy godnych uwagi (najlepiej współczesnych twórców(mniej lub bardziej znanych)(w tym miedzywojennych)), dzięki czemu będzie można znaleźć alternatywę dla szkolnych "popierdułek" w jednym łatwym w obsłudze temacie - zachęcam do dodawania wierszy jak również komentarzy do nich, dyskucji, to może ja zacznę.
Bursa Andrzej
Piosenka chorego na raka podlewającego pelargonie
Rak jest chorobą nieuleczalną
Śmierć jest zjawiskiem nieodwracalnym
W śmiesznym ubranku w piżamie pasiastej
Podlewam pelargonie
Pelargonie jak krew czerwone
Pelargonie białe jak mleko
W błękitnym brzęku lata o zmierzchu
Na szpitalnym balkonie
Ptaki wróżą rosę doktorze
Rosa białą furię upałów
Ja podlewam nasze pelargonie
Mądry biały doktorze
Rak jest chorobą nieuleczalną
Życie jest treścią niezwyciężoną
Trzeba uważać w dni upalne
Żeby nie zwiędły pelargonie
Modlitwa dziękczynna z wymówką
Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie wodogłowcem
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to Panie
Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?
Rafał Wojaczek
Sezon
Jest poręcz
ale nie ma schodów
Jest ja
ale mnie nie ma
Jest zimno
ale nie ma ciepłych skór zwierząt
niedźwiedzich futer lisich kit
Od czasu kiedy jest mokro
jest bardzo mokro
ja kocha mokro
na placu, bez parasola
Jest ciemno
jest ciemno jak najciemniej
mnie nie ma
nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma
Tylko drzewa się ruszają
niepospolite ruszenie drzew
rodzą czarnego kota
który przebiega wszystkie drogi
Miron Białoszewski
Obrachunek z obserwunku gołąbkowego
zawsze grrrr rodząc się
pięć gołąbków
brodzi w gzyms
drugi za jednym
trzeci za drugim
pierwszy dobrn do rynn
przefrrrr
przeczep
na
jako piąty
a to
przed
się
okazuje
pcha cztery
zawsze piąty
Babie odnowił się obraz
weszli do mieszkania
Zimna mówi
- a pani nie wierzy?
- nie wierzę
- a jakby u pani tak się odnowił?
- to bym uwierzyła
Dariusz Dziurzyński
Jan Jakub Rousseau miał czwórkę dzieci.
Każde - w przytułku.
Żaden płacz z powodu kupy albo głodu
nie zakłócał pracy nad powieścią
o naturalnym wychowaniu młodzieży.
Wysyłał czułe listy do fikcyjnej Julii.
August Rodin miał syna.
Niestety - kaleka.
Więcej już nie chciał,
bo pozostał uraz.
Wolał posyłać pieniądze pocztą -
krępował go widok kul.
Może, gdyby sam wyrzeźbił...?
Mam 24 lata
i na razie
słowa na sumieniu.
Adam Śmigielski
Zacisze
przed wschodem i za chodem
ścieżki biegną do lasu
gdzieś ktoś poza nawiasem
toczy się wokół osi razem z ziemią
dzięcioły przybite do korników
dzioby kości pneumatyczne jak młoty
wybiją gwoździe
czy cisza musi tak napierdalać?
szum szumi szumnie a drwal
ścina kolejną sosnę aż
do grobowych desek
- dzień dobry wieczór
czy można tutaj spocząć?
Jacek Dehnel
Szczęście
dla P. T.
W przyszłym tygodniu masz urodziny
za rok pewnie
już cię nie będzie.
M. Roberts, Lacrymae rerum
Być tą brzydką Angielką - chudą, podstarzałą,
niezbyt dobrą poetką; mieszkać w letnim domu
ze stygnącym mężczyzną (serce czy rak nerek -
przyczyny nieistotne). Wnosić mu po schodach
(wąskich, zawilgłych schodach) tacę ze śniadaniem
i siebie. Pisać: "W przyszłym
tygodniu - bzyk muchy -
- masz urodziny - znowu - za rok pewnie - krzyczy
z bólu - już cię nie będzie". Iść do niego. Głaskać.
Leżeć z nim w wannie, płacząc. Patrzeć, teatralnie
ale przecież prawdziwie, przez okno na drzewa.
Mieć za sobą te lata, te listy, te flamy,
znać numer kołnierzyka, buta, obwód głowy.
Nie umieć się obejrzeć za innym mężczyzną.
Używać tamtych zwrotów, pieszczotliwych imion.
I udawać, że wcale nie jest gorszy w łóżku,
mając w pamięci tyle miejsc, razów, sposobów:
w hamaku, w soku z jagód, w pociągu pędzącym
z Wenecji do Nicei, na biurku wydawcy,
w bocznej salce muzeum. Przyjmować wizyty
przyjaciół i lekarzy. Kręcić kogel-mogel.
Nie móc udawać dalej i dalej udawać.
Lecz nade wszystko wiedzieć, że wszystko, co było
nie mogło, nie powinno być inaczej, z innym,
gdzie indziej, kiedy indziej - to właśnie jest szczęście.
Widziałeś całość. Teraz odchodzisz, powoli
skubiąc liście z gałęzi. Ktoś zasłania lustro,
ktoś dzwoni, ktoś rozmawia. Taca. Wanna. Łóżko.
Tomasz Pietrzak
Z rozmów z Jakubem - Dom
...bo szukałeś idealnych ścian, sufitów, dachów, przekątnych
i okien przeciętych w pół. Szkła, za którym pusty pejzaż
i ty - w tym pudełku ciasnym na nie odetchnięcie czy ziewnięcie
choćby znudzeniem.
Co innego zamieszkać w człowieku.
Poznawać jego nierówności, przewracać się w nim z boku na bok
i wsłuchiwać w każdy pojedynczy, ciężki oddech. Corannie być
Wergiliuszem rutyny; zmywanie, ścielenie łóżek, golenie się,
i przekręcanie klucza dwa razy. Jak ogromne ma to znaczenie!
To jak bycie tlenem co trzyma wszystkie cząstki w porządku. Razem –
łączyć atomy tego słowa i krążyć z nimi po orbicie serca. Sprawiać,
że ściany silniejsze, rytm bardziej regularny i dom - tak przecież kruchy -
cieplejszy, bliższy. Jakubie, znasz już odpowiedz. To pozwala wstać
o siódmej i powiedzieć; Warto. Patrzeć jego oczyma jak zapełnia się
pejzaż, jak drzewa podchodzą i powoli się w nie wrasta włosem,
koniuszkami palców, chorobą i całym ciałem. Nie zauważa się wtedy
pękniętych ścian, zawilgłego tynku bo to, co trzymało - trzyma.
_________________ Był sobie człowiek
Didek [Usunięty]
Wysłany: 07-02-2006, 20:19
Piosenka o końcu świata
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Czesław Miłosz
Tematyka, przeslanie chyba wiadome dla wszystkich.
teksty, które szykowałam sobie na najbliższy konkurs recytatorski:
Cetka – Agnieszka Osiecka
W autobusie
pomiędzy pracownikami
myślę o podjęciu pracy.
...Bo cóż to za praca - umierać...
A co to za praca - rodzić...
Rodzonym być
i umieranym
być.
...A choćby zwykły kaszel -
jakiż to znój.
...A odjechać ?
...A przybyć ?
Myślę o podjęciu pracy.
Przecięto już bilety.
Jadę.
Kołysze mnie -
kto wie -
ostatni dach nad głową -
autobus linii \"C\".
Nie mogę się już bawić lalkami,
skoro poznałam ciebie.
Nie cieszy mnie płomyk świeczki,
skoro widziałam inny blask.
A tych,
czasami,
parę wódek z przyjaciółmi...
A ci przyjaciele...
Jakże to wszystko zblakło!
Kiedy zasypiam,
zostawiasz mi pod powiekami fotografię,
na której jesteś sam.
Jednak odchodzisz
ciemnym korytarzem.
Oddaj mi moje zabawki.
... – Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Ach, to nie było warte
by sny tym karmić uparte
by stawiać duszę na kartę
ach to nie było warte.
Ach, to nie było warte
by nosić łzy nie otarte
i by mieć serce wydarte
to wcale nie było warte...
Anioł odszedł – Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura...
i fragment prozy
bo nie umiałem... - stachura
Bo nie umiałem ja tochę się cieszyć, lekko się cieszyć, normalnie się
cieszyć. Kiedy cieszyłem się, z byle czego, to zaraz tak straszliwie się
cieszyłem, że aż mnie to bolało. To jest kara, ja wiem. Kara za
przekroczenie granicy radości.
To wybrałam:
Wiersz o miłości
Poświatowska Halina
pamięci Amadeo Modigliani
i Jeanne Hebuterne
ich dwoje
poprzez zastawki serca
widoczni na wylot
z profilu
oprawieni w ból jak w złoto
patrzą powieszeni
na astralnym gwoździu
noc jak ściana
za nimi
wszechświat z obojętnymi
oczyma gwiazd
i tylko oni - samotni
w odrapanym oknie
ziemskiej ulicy
a mówili że nie ma miłości
kłamali ze miłość umarła
w sanatorium śpiewającym karbolem
na bardzo ludzką gruźlicę
tymczasem
wysoko pod dachem
okno
z doniczką pelargonii
obrodziło czerwono
miłość - posypała się płatkami
w dół
i proza oczywiscie - fragment "opowieści dla przyjaciela" poświatowskiej. nie mam go teraz pod ręką, może potem dorzuce.
oto on:
Atrament przewożę w garści ze szpitala do szpitala. Po drodze było zupełnie złoto. Drzewa umierają inaczej niż ludzie. Drzewa wyglądają tak, jak gdyby cieszyły się własna śmiercią. Wprawdzie potem będzie wiosna i one odkwitną znowu, ale ty wiesz, że nigdy nie można mieć pewności. No i skąd mogą wiedzieć o tym drzewa? Dla nich na pewno każda jesień jest ostatnia.
(...)
Czym są pożegnania, przyjacielu? Jeszcze raz obejmuję spojrzeniem ściany, kolorowe kawałki płótna, wystające grzbiety książek na półce. Myślę poprzez narastający w uszach szum. Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki odwykną od dotyku moich rąk, czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dziwić się mojej śmierci - zapomną. Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.
(...)
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie nie będzie nic, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
Wiara jest także, jeśli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.
‘Nadzieja’
Nadzieja bywa, jeśli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic tam nie ma, tylko się wydaje.
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.
‘Miłość’
Miłość to znaczy patrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęło w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten lepiej służy, kto rozumie.
Czasami kiedy jestem sam
Płaczę, bo siebie tylko mam
Moje łzy są gorzkie i ciepłe
Pełne życia choć nieforemne
Płaczę, bo serce mam rozdarte
i już dalej iść nie mogę
Gdybym miał się komu zwierzyć
Płakałbym pośród mych przyjaciół drogich
Ale znasz kogoś, kto znalazłby tę chwilę
by pomóc tobie dalej iść
Świat pędzi i ominie cię raczej
niż zatrzyma się, by spytać dlaczego płaczesz
To takie bolesne i smutne i czasami płaczę
a nikt nie pyta o przyczynę"
Amaru Shakur
Miłość jest jak ten strumień w swym spadku gwałtowny,
Co się z źródeł nieznanych rzuca w kraj czarowny,
Ileż się w nim nadbrzeżnych piękności odbija,
Ileż wdzięków go nęci - on wszystko przemija.
I jeden tylko obraz, w czyste łowiąc tonie,
Zawsze toż samo słonce w swojem niesie łonie;
Z niem się chmurzy, rozjaśnia lata, wieki płynie
Z niem wszystkie mija losy i z niem w morzu ginie.
[F. Morawski]
z tobą by konie kraść
różaniec odmawiać
tańczyć białe tango
do białego rana
do rany cię przyłożyć
do zdjęcia iść z tobą
niech sobie fotograf
nie myśli byle co
o tobie pisać wiersze
nawet te bez rymu
o tobie rozmawiać
w kolejce po gruszki
dla ciebie jabłka zrywać
studnie kopać w skale
wiadro wody wylać
może się obudzisz
[A. Ziemianin]
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem, że wszystkie upadną.
Ja-Jacek Kaczmarski (polecam goraco inne jego teksty mimo ze to w wiekszosci piosenki jednak zostawiaja slad na czlowieku)
Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok,
Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach;
Sprytu nauczył mnie ułomny krok,
Co krok normalny w powód wstydu zmienia.
Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
Gdzie racją bytu jest bezkarne - my!
A ja na złość im - nie należę
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja. cis fis
W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy najzdrowszy obżartuch i pijak;
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne - my!
Bo ja na złość im - nie należę...
Mam pod Ratuszem stałe miejsce, gdzie
Swój tors niezwykły wystawiam na pokaz:
Pomnik wyjątku, drżę z rozkoszy, że
Żadnego z radnych nie przepuszczę oka.
Gdy się dębowe już zatrzasną drzwi,
By przebieg obrad skryć przed losem plebsu
Wiem, że zdołałem trochę nastrój zepsuć
Tym, co tak godnie mówią, myśląc - my!
Bo ja na złość im - nie należę...
W farze na najświetliwszą włażę z ław
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą - Boże zbaw! -
Móc mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne - my!
Bo ja na złość im - nie należę...
Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam - i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga - unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy - ja! ja! ja! - zmienić w - my!!
Nie, nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem Ja! Ja! Ja!
_________________ Jutro zaczyna się dziś tylko, że jutro...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum