Dołączyła: 29 Sie 2005 Posty: 1742 Skąd: Nibylandia
Wysłany: 29-08-2005, 20:21
Pomaganie tak zagubioej osobce nie jest łatwe i jezeli nie należymy do cierpliwych i silnych osób lepiej za to nie brać. Należy ją wspierać być przy niej z uzależnieniem niech walcza odpowiednie do tego osoby.
Czy pomagac narkomanom? Ja kiedys modliłam sie o to zeby wkoncu ktos mi pomógł i zauwazyl ze do chole.. biore to Scierwo. Niestety zadko zdarzaja sie osoby ktore wyciagaja pomocna dlon i dlatego teraz wiem ze jak upadne po raz kolejny bo dragi mnie do tego zmusza to bede musiała sie podniesc albo zniknac na zawsze. Licze tylko na siebie, lub innych "takich jak ja" bo narkomani to wycieci ze spolecznosci ludzie , jedyne na co moga liczyc to na siebie nawzajem. Ja mam szczescie ze od niedawna "chyba" mam takie osoby ktore sa ze mna i waze co mnie podniosa a nie kopna i pojda dalej.
Znak zodiaku:
Sandzia [Usunięty]
Wysłany: 30-10-2005, 19:52
każdemu trzeba pomagac. to obowiązek.
ale mentalnosc naszego społeczenstwa patrzy na nich jak na wyrzutków, ludzi, którzy sami wybrali taki los..
ale mentalnosc naszego społeczenstwa patrzy na nich jak na wyrzutków, ludzi, którzy sami wybrali taki los..
powodzenia Niewidzialna
Dzieki , moze kiedys dam rade poradzic se sama ze soba A tak wogole to zobaczyłam ze masz napisane ze z Piły jestes to moje rejony a wiec pozdrawiam bardzooo serdecznie!!
ja pomoglam bylemu ktory bla amfe .. ciezko bylo .. wiel razy nie udawalo mu sie wytzrymac bez tego tzrzeslo go jak nie bral .. ale teraz nie beirze od roku i jestem z niego dumna.. pokazal ze mozna ...
kiedys ktos ci bliski bedzie ledwo zyl i wtedy bedziesz gadal inaczej, albo np twoja matka dostanie nerwicy i bedzie zarla psychotropy to zobaczymy czy bedziesz mial w dupie narkomanow i nie bedziesz chcial pomoc, chyba, ze twoje zycie jest najwiecej warte
_________________ Wszyscy jestesmy w izolatkach naszych cial
To logiczne, ze mam skrzywienie psychiczne, skoro nasz kraj caly to waly gigantyczne
_________________ "It matters not how strait the gate,
How charged with punishments the scroll,
I am the Master of my fate,
I am the Captain of my soul."
Mogę wydać się egoistką, ale mam obecnie dosyć własnych dość sporych problemów, żeby jeszcze brać sobie na głowę czyjeś- chodzi tu o dalsze osoby. Nie lubię moralizować, nie umiem pocieszać, ani pouczać. Tak jestem skonstruowana.
Jednocześnie jednak stanęłabym na rzęsach, aby ktoś mi bliski przestał brać. Już na początku posunęłabym się do szantażu- ja albo piguły.
Nie wyobrażam sobie, żebym nie zauważyła tego, że mój przyjaciel/ przyjaciółka bierze.
To bym powiedziała mu/ jej "cześć" i poszła swoją drogą. Mówię tu oczywiście o początkowej fazie uzależnienia.
Choć nie ukrywam, że byłoby mi ciężko. Jeśli osoba ta byłaby moim prawdziwym przyjacielem, wróciłaby do mnie i poprosiła, bym jej pomogła, bo sama chce z tego wyjść.
Alearan napisał/a:
To nie taki trudne ..
Trudne, jesli bywa ze nie widzisz sie z przyjacielem przez miesiac.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum