Czy ktos mial sytuacje, ze nie wiedzial, co dalej robic ze swoim zyciem? chodzi mi o to, za kazdy (rodzice,nauczyciele, itp), wymagali od was czegos, a ze nie miales/as lepszego pomyslu i tobie to nie przeszkadzalo, robiles to. az pewnego (slonecznego) dnia sie ocknales/as i powiedziales/as 'dosc! chce zyc swoim zyciem!'. No i teraz poszukiwania, czego naprawde chcesz. do konca sam/a nie wiesz, a ze nigdy nie podejmowales/as samodzielnie decyzji (bez wzgledu na osoby, ktore maja jakies wymagania wobec ciebie) nie wiesz co ribic. masz kilka pomyslow, ale jak podjac ta decycje? zwlaszcza ze sam/a nie wiesz, czego chcesz?
czy ktos byl w takiej sytuacji? jak ona dokladnie wygladala? co zrobiles/as?
Imię: Albert Fish
Wiek: 16 Dołączył: 23 Lut 2006 Posty: 5134
Wysłany: 21-01-2008, 08:50
Mam tak cały czas. Nie zrobiłem nic konkretnego, olałem wszystko i teraz tylko pije, jaram i siedze na kompie. Szkoła rodzice i cała reszta mnie wali i całkiem mi z tym dobrze.
Ja nie wiem co zrobić, gdy wybiegam myślami w przyszłość pomaturalną. Czasami wolałabym, żeby ktoś za mnie wybrał i powiedział, że mam robić to czy to. Nikt nigdy nie wybierał za mnie, nie nakazywał mi wybrać jakąś konkretną drogę, miałam w tej kwestii wolny wybór. Ale osiołkowi w żłoby dano.
_________________ "Taka już jest niewiasta, lubieżności pełna. I w chuci nienasycona. Jak świat światem, tak było i tak będzie in saecula saeculorum."
Najprostszy sposób by uzależnić "dziecko" od siebie, jednocześnie zabijając w nim ambicje i wszelką odpowiedzialność za własne życie, to właśnie stawianie wymogów. Jest różnica w doradzaniu a stawianiu warunków. Człowiek nigdy nie stanie się samodzielny, gdy decyduje się za niego. Najgorsza z możliwych wyrządzonych krzywd, mam nadzieje że nie opisujesz swojego przykładu.
alakcairiel napisał/a:
az pewnego (slonecznego) dnia sie ocknales/as i powiedziales/as 'dosc! chce zyc swoim zyciem!'.
Ocknąłem się w życiu 2/3 razy i pewnie ocknę się jeszcze wielokrotnie. Pierwszy raz miało to miejsce gdy doprowadziłem swój umysł i ciało do ruiny. "Dragi", alkohol i te sprawy. Drugi raz był zaraz po tym gdy zdałem sobie sprawę iż moje "życie towarzyskie" nie istnieje. Byłem nałogowym graczem gier online - WOW/LINEAGE2/TIBIA/AA i te sprawy. Kontakt z drugim człowiekiem ograniczał się do rozmów przez TeamSpeak'a bądź Ventrilo. 3 raz jest dość osobisty, więc pozwolę zostawić go dla siebie. Miał miejsce dokładnie 11listopada 2007 roku - niedawno prawda? Moje życie zmieniło się diametralnie od tamtej pory.
Alakcairiel napisał/a:
No i teraz poszukiwania, czego naprawde chcesz.
Poszukiwanie to najpiękniejsza rzecz, jaką można robić w życiu. Poszukujemy czegoś od narodzin, a umierając dalej poszukujemy. Ustatkowanie sie to popadnięcie w rutynę. Monotonia jest to największa zaraza jaka dotknęła człowieka. Życie polega na nieustannym spełnianiu marzeń. Błędem jest poprzestanie na spełnionych marzeniach.
Spróbuj sobie wyobrazić taką sytuację. Chcesz zostać pierwszym człowiekiem który stanął na księżycu. Poświęcasz całe swoje życie aby ten cel zrealizować. W końcu Ci się to udaje - osiągnęłaś niemożliwe. Jak myślisz jak wyglądało by Twoje życie po takim wyczynie? TOTALNA PUSTKA. Życie traci sens. Istnieją dwie możliwości, albo poszukać innego celu, albo popełnić samobójstwo. Sens życiu nie nadają spełnione marzenia, ale sam proces.
alakcairiel napisał/a:
zwlaszcza ze sam/a nie wiesz, czego chcesz?
Życie to ciągła zmiana. Stagnacja jest równoznaczna ze śmiercią. Jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenia. Z powodu niezdecydowania postanowiłem pisać maturę z 5 przedmiotów. Wybór szkoły wahał sie między ASP, Architekturą, Informatyką (programowanie, zarządzanie, grafika), Automatyką i Robotyką, Prawem, Filozofią (epistemologia), Psychologią (kognitywistyka) i Astronomią. Czy nie wiem czego chcę? Wiem że chcę wszystko. Okalecza się mnie tym, że każe się mi wybierać.
Z każdym z tych kierunków przez pewien czas wiązałem przyszłość, z niektórymi nadal wiążę.
Coś takiego jak PORAŻKA nie istnieje. Wyrzuć ten wyraz ze swojego słownika. Istnieją informację zwrotne. Więcej informacji o tym jak powinniśmy postępować uzyskujemy dzięki błędnym decyzją. Popełniajmy jak najwięcej błędów. Żadne doświadczenie nie ma obiektywnego znaczenia, sami musimy zinterpretować każde zjawisko i doświadczenie. Nie ma złych doświadczeń - z każdego, nawet najbardziej przykrego można się czegoś dowiedzieć.
Pomyśleć sobie iż wałkowane jest to od tysiącleci przez najróżniejszych filozofów wschodu i zachodu, nadal jednak mało kto ma odwagę spróbować żyć w ten sposób.
Aleister Crowley napisał/a:
Na radość życia składają się:
wykorzystywanie swego potencjału, ciągły wzrost, ciągła zmiana, zadowolenie z każdego nowego doświadczenia.
Zatrzymać się oznacza po prostu umrzeć.
Wieczną pomyłka ludzkości jest stawianie sobie osiągalnych ideałów.
Imię: Ania
Wiek: 17 Dołączyła: 18 Mar 2006 Posty: 1423 Skąd: z nieba.. :)
Wysłany: 21-01-2008, 17:34
Ja również tak mam cały czas.. Sens.. szukam tego sensu.. co dalej..
Sama nie wiem co mi daje szkoła.. ale skoro trafiłam do tej szkoły tzn że tak miało być.
Przeznaczenie.
Wierzę że moja Droga się znajdzie.. jak tylko opadnie mgła .
Wiek: 17 Dołączyła: 31 Mar 2006 Posty: 4431 Skąd: Kraków
Wysłany: 21-01-2008, 18:08
Cytat:
Przeznaczenie.
Wiara w predystynacje jest moim zdaniem zwyczajnym unikaniem odpowiedzialnosci.
ania543 napisał/a:
Wierzę że moja Droga się znajdzie.. jak tylko opadnie mgła
Nic sie nie robi samo, to jak w tej anegdotce
"
- Boże dlaczego mi nie pomogles i nie sprawies zebym wygral w totka.
- Bo ty mi nie pomogles i nie wypelniles kuponu"
Jeśli chodzi o przebudzenia to budze sie co jakis czas, za kazdym razem do wnioskow z poprzednieo przbudzenia dodaje nastepne, lub, jesli stwierdze ze byly bledne zasteppuje nowymi. Wiem co chce robic w zyciu i staram sie to realizowac.
Hmm... zabrzmialo jakbym miala calkiem poukladane zycie...
_________________ Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam wrażenie że się pomyliłem - O. Wilde
Cały czas sama sobie wmawiam, że mam kupe czasu na podejmowanie takich decyzji, a tu dupa. Moi rodzice nigdy nie decydowali za mnie... sama sobie wybralam i gimnazjum, i liceum, sama ponosze odpowiedzialność za to co robie i dobrze mi tak. Wiem, że jeśli zniszcze sobie życie to tylko i wyłącnzie na własne życzenie i z własnej winy,a nie dlatego, że rodzice chcieli żebym robiła to i to, a robić tego nie chciałam.
Ja wiem co mam robić w swoim życiu, bo zostałam ukierunkowana przez rodziców. Czasami mnie to wszystko przytłacza, tak jak teraz, ale muszę dać radę. Nie mam w ogóle wolnego czasu, albo być może sobie to wmawiam.
_________________ "Mówisz: wiem czego chcę, i że tego właśnie chcesz. W mieszkaniu brakuje powietrza,
więc połóż się przy mnie i zróbmy to teraz!
Pokażę Ci jak się spada z dachu, nauczę Cię jak się spada z dachu... "
czy ktos mial sytuacje, ze nie wiedzial, co dalej robic ze swoim zyciem?
Na pewno byly takie momenty, nie pamietam za bardzo konkretnych przykladow.
Na pewno nwybor dalszej nauki po maturze.
Bałam sie troche doroslego zycia.
Chcialam go uniknac.
Jak tak teraz mysle, to wszystko to decyzja chili, dzielo przypadku.
Jaka profil w szkole sredniej?
Może jezykowy, bo w koncu nie mam problemow z jezykiem.
Odpada, bo same dziewczyny.
No to niech bedzie informatyczno-jezykowy, prawie to samo, informatyka mis ie przeciez przyda.
Co zdawac na maturze?
Może matma, bo sie uczyc za duzo nie trzeba, albo sie rozumie, albo nie.
To jakie studia?
No jak juz zdawalam na maturze matme to pojde na AE.
Jaki temat seminariow?
To moze zarzadzanie produkcja, skoro juz mam z tym stycznosc w pracy.
Tu niestety mi nie poszlo, bo za malo osob zapisalo sie na seminarium i trzeba bylo wybrac inne.
A zreszta co to za roznica, trzeba bedzie napisac to napisze
Raczej latwo dopasowuje sie do sytuacji. Jestem straszna egoistka, wszystko obkrecam na swoja korzysc.
Moja droga, ja na okrągło słyszę jaki to ja poukładany jestem. Niby wszystko wiem o sobie, wiem jak radzić sobie z własną osobą, jak się motywować, leczyć, uspokajać,wiem dokładnie co chce robić i czego nie chce - tak naprawdę g**** wiem. Jeżeli ja jestem poukładany i usystematyzowany to nie chce wiedzieć jak wygląda życie tych mniej odpowiedzialnych i gorzej poukładanych. Z każdym przeżytym doświadczeniem mam zamiar wytknąć sobie iż X lat straciłem na życie w błędzie, że nie wykorzystałem tylu okazji. Jeżeli mówię tak raptem po 1-2latach inwestowania w siebie, ciekawe co powiem za 5-10-15 lat. Życie jest piękne.
to nie jest konkretnie moj przyklad. rodzice daja mi wolna reke, ale wiem, co oni by chcieli, abym zrobila, a ze nie mam lepszego pomyslu - robie to. np, jak skladalam papiery do liceum - moglam isc do kazdego, ale nie oglonoksztalcacego. poszlam o profilu turystycznym, bo 1) brat byl w tej szkole, tylko inny profil, 2) niczego innego nie szukalam, a i tak nic mnie nie interesowalo na tyle, aby skladac papiery. i w sumie na podobnej zasadzie sa "podejmowane" wszystkie decyzje...
Source napisał/a:
Istnieją dwie możliwości, albo poszukać innego celu, albo popełnić samobójstwo. Sens życiu nie nadają spełnione marzenia, ale sam proces.
tylko jest zle, gdy cel sie zmienia co 5 minut i juz sam nie wiesz, co masz robic
W moim przypadku także były momenty kiedy zastanawiałam się co dalej. Były i takie kiedy trzeba było poszukać sobie na jakiś czas pewnej alternatywy bo nie udało się akurat spełnić tego czy innego marzenia. Ale nie było to dla mnie jakoś strasznie dramatyczne...na pewno było pomniejszone o żal do osób trzecich, bo nikt za mnie szkół nie wybierał, ani nie mówił co mam w życiu robić...porady - owszem...nakazy - nie....Jestem na tyle świadoma swojego życia, że biorę konsekwencję za swoje życie, a co za tym idzie liczę się z tym że w którymś momencie mogę się znaleźć w punkcie gdzie trzeba będzie pomyśleć co dalej...z tego składa się nasze życie...nawet jeśli ktoś jest już jakoś ukierunkowany...bo tak naprawdę idziemy przez życie wielopłaszczyznowo a nie tylko jedną ścieżką
Source napisał/a:
Alakcairiel napisał/a:
No i teraz poszukiwania, czego naprawde chcesz.
Poszukiwanie to najpiękniejsza rzecz, jaką można robić w życiu. Poszukujemy czegoś od narodzin, a umierając dalej poszukujemy. Ustatkowanie sie to popadnięcie w rutynę. Monotonia jest to największa zaraza jaka dotknęła człowieka. Życie polega na nieustannym spełnianiu marzeń. Błędem jest poprzestanie na spełnionych marzeniach.
Spróbuj sobie wyobrazić taką sytuację. Chcesz zostać pierwszym człowiekiem który stanął na księżycu. Poświęcasz całe swoje życie aby ten cel zrealizować. W końcu Ci się to udaje - osiągnęłaś niemożliwe. Jak myślisz jak wyglądało by Twoje życie po takim wyczynie? TOTALNA PUSTKA. Życie traci sens. Istnieją dwie możliwości, albo poszukać innego celu, albo popełnić samobójstwo. Sens życiu nie nadają spełnione marzenia, ale sam proces.
Source, bez popadania w skrajność...wiem że lubisz przejaskrawiać i dawać tym co piszesz ludziom do myślenia....ale gdyby ktoś Ci napisał....no dobrze tylko że takie stałe wyszukiwanie sobie pasji /marzeń / celów do zrealizowania też może być po jakimś czasie monotonią i rutyną...co wtedy powiesz?...nie bałabym się jej (rutyny/monotonii) aż tak bardzo i nie traktowała w kategoriach zarazy która spadła na ludzi i jeśli nic się nie dzieje, to nie pozostaje nic innego jak położyć się i czekać na śmierć.
_________________ "...we mgłę go wyprawiłam/ w deszcz co na rzęsach przysiadł/ samobójczymi kroplami/ żeby opaść i zniknąć/ wsiąknąć cieczą zieloną/ w spragnione ciało trawy/stoję niezmiernie sama/na nagiej obcej ziemi..."
Zadziwiające jest to, że od zawsze wiem co chcę zrobić z własnym życiem. Wiem jakie studia, gdzie, co chcę robić po nich. Tak samo miałam z liceum. Cieszę się, że rodzice nie narzucają mi kim mam być. Mogę tylko gdybać, że gdyby mi narzucili to bym się zbuntowała. Nie wiem co bym zrobiła, ale na pewno nie zostawiłabym tego tak o, przecież to moje życie i kiedyś to ja, nie oni będę się męczyć np. w znienawidzonej pracy.
_________________ czytaj mnie ukradkiem.
Ostatnio zmieniony przez Darn 22-01-2008, 22:40, w całości zmieniany 1 raz
nie bałabym się jej (rutyny/monotonii) aż tak bardzo i nie traktowała w kategoriach zarazy która spadła na ludzi i jeśli nic się nie dzieje, to nie pozostaje nic innego jak położyć się i czekać na śmierć.
Rozchodzimy się moja droga jak zwykle w definicji - zapewne mam całkiem różne skojarzenia przypisane do monotonii.
Dla mnie jest to brak entuzjazmu - egzystencja a nie życie. Jeżeli komuś sprawia to przyjemność, może upajać się każdą minutą siedzenia w samotności. Ja wiążę fascynację ze wszystkimi nowymi doświadczeniami - ktoś inny może wiązać pasję z bezpieczeństwem. Jestem młody, niewyżyty, niezaspokojony - mam nadzieje że nigdy mi nie przejdzie.
Monotonia to brak emocji, ciągle to samo i to samo i to samo - ja żyję emocjami, jeżeli nie zrobię czegoś nowego przez długi okres czasu, mam wrażenie iż marnuje życie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum